Dziennik Gazeta Prawana logo

Chaos podczas akcji na S8. Dlaczego karetki dotarły tak późno? WIDEO

7 maja 2014, 07:48
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Kowiesy. Miejsce tragicznego karambolu
Kowiesy. Miejsce tragicznego karambolu/PAP
Akcja ratunkowa na S8 była niezwykle chaotyczna i źle zorganizowana - twierdzą eksperci. Jak naprawdę wyglądała sytuacja na miejscu? Nagrania z rejestratora rozmów ujawniają prawdę. Nic dziwnego, że minister zdrowia wysyła kontrolę

"Dziennik Łódzki" ujawnia, jak wyglądała sytuacja podczas akcji ratowniczej na S8. Dyspozytor łódzkiego pogotowia przyjął zgłoszenie o 23.31, jednak zamiast od razu wysłać karetkę, to operatorem CPR dyskutował przez kilka minut o tym, gdzie naprawdę miał miejsce wypadek. Panowie nie wiedzieli nawet, czy do tragedii doszło na A2 czy na S8. Nic więc dziwnego, że na miejscu rozpętał się chaos, a minister zdrowia zapowiada kontrolę.

@jarekkuzniar @MSW_RP zleciłem kompleksowa kontrole działań medycznych służb ratunkowych przy wypadku na S8.

— Bartosz Arlukowicz (@Arlukowicz) maj 7, 2014

Pierwsza karetka z Białej Rawskiej pojawiła się na miejscu o 23.57, a ratownicy od razu powiadomili o siedmiu rannych.  c - tłumaczy "Dziennikowi Łódzkiemu" Daniel Aptapski, dyrektor rawskiego szpitala.

Potem pojawiają się specjalistyczne ambulanse z Rawy Mazowieckiej i Skierniewic. Lekarz z jednej z nich przekazuje do dyspozytora, że więcej karetek nie potrzeba, dlatego ambulanse, które jadą na pomoc rannym zostają zawrócone. Później jednak okazuje się, że dodatkowa pomoc musi jednak trafić na miejsce. To 0.56, więc ranni czekają na pomoc już 50 minut. O 1:02 przyjeżdżają ratownicy z Mszczonowa. Ich raport jest przerażający. - mówi "Dziennikowi Łódzkiemu" Wiktor Łapiński

Koordynację przejmuje lekarz ze Skierniewic, który nagle zabiera jednak dwoje rannych do karetki i odjeżdża z miejsca wypadku. - mówi Aleksander Hepner, rzecznik polskiego Falcka.

Dopiero około 2 w nocy lekko ranni trafili do specjalnego, ogrzewanego namiotu rozstawionego przez straż. Do tego, jak ustalił "Dziennik Łódzki", gdy pierwsza karetka odjeżdżała do Łodzi, w pojazdach wciąż byli uwięzieni ranni.

Organizatorzy akcji bronią się przed oskarżeniami. - tłumaczy Danuta Szymczykiewicz, rzecznik Wojewódzkiej Stacji ratownictwa Medycznego w Łodzi.

- podsumowuje dr Przemysław Guła, ekspert w dziedzinie medycyny katastrof, ratownik TOPR, współzałożyciel Krakowskiego Instytutu Ratownictwa Medycznego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Łódzki
Zapisz się na newsletter
Zmiany w przepisach dla kierowców, najświeższe informacje ze świata motoryzacji, premiery, testy najnowszych modeli aut, porady. Od kiedy zakaz samochodów spalinowych? Czy pieszy ma zawsze pierwszeństwo? Gdzie zainstalują nowe fotoradary i kamery odcinkowego pomiaru prędkości? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w newsletterze Auto.dziennik.pl.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj