Ta informacja powinna ucieszyć Główny Inspektorat Transportu Drogowego, który twierdzi, że pierwsze efekty rozbudowywanego systemu już widać. – – mówi rzecznik GITD Jan Mróz. Argumentuje, że systemy kontroli prędkości są niezbędne. – – mówi Mróz.
Wyniki sondażu nie dziwią Bartłomieja Morzyckiego, prezesa stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego (PBD). – – mówi.
Jednak nie wszyscy interpretują wyniki ankiety w ten sam sposób. – – uważa dr Janusz Grobicki z Centrum im. Adama Smitha. Jego zdaniem dowodem na to jest fakt, że Ministerstwo Finansów drugi raz z rzędu zakłada kilkusetmilionowy wzrost przychodów z tego tytułu.
Zaskakująco duża akceptacja społeczna dla fotoradarów jest jednak faktem. A to oznacza zielone światło dla zmian forsowanych przez GITD. Wspólnie z Ministerstwem Transportu przygotowała ona projekt ustawy o szczególnej odpowiedzialności za naruszenie niektórych przepisów ruchu drogowego. – – przyznaje Mikołaj Karpiński, rzecznik resortu.
Zmiany zakładają m.in. uproszczenie procedur mandatowych i przejście ze stosowanego obecnie trybu wykroczeniowego na administracyjny. W praktyce oznacza to, że kierowca uniknie punktów karnych, jeśli w ciągu 21 dni dobrowolnie uiści karę (inspekcja nie będzie wnikać w to, kto prowadził samochód). Mało tego – dostanie też 20-proc. upust, czyli np. zamiast 500 zł zapłaci 400 zł mandatu.
Nieoficjalnie ustaliliśmy, że nowe przepisy mogłyby wejść w życie już w przyszłym roku. Forsować je mają dwa resorty: transportu i finansów. Pierwszy obawia się, że bez uproszczenia procedur centrum nadzoru nad ruchem się zatka (375 radarów codziennie będzie robić ok. 24 tys. zdjęć). Drugi liczy na zwiększenie ściągalności mandatów, co ma poprawić kondycję budżetu.