Japoński koncern w niespełna miesiąc sprzedał cały zapas 200 hybrydowych yarisów. Teraz szefowie koncernu żałują, że nie sprowadzili do kraju więcej samochodów. – Nowa partia pojawi się we wrześniu lub w październiku – zapowiada Robert Mularczyk z Toyota Motor Poland.

Reklama

Jak udało się przekonać klientów do hybrydowego modelu? Obniżką ceny. Auto sprzedawano za kwotę zbliżoną do odpowiednika w dieslu – ok. 70 tys. zł. Dotąd podobne samochody były nawet kilkadziesiąt tysięcy droższe od swoich konwencjonalnych odpowiedników. Dlatego klienci omijali je szerokim łukiem.

Toyota chce przekonać do hybryd nie tylko przez obniżenie ceny, lecz także wskazanie innych korzyści, jak np. niższe koszty eksploatacji. Z danych przedstawionych przez firmę wynika, że posiadacz hybrydy za paliwo zapłaci rocznie ponad 9 tys. zł mniej niż właściciel diesla.

Hybrydowe yarisy to u nas nowość. Przedsiębiorcy mają sporo do powiedzenia na temat innego modelu: Prius. Rafał Fabisiak z warszawskiej firmy Glob Cab Taxi, która ma 40 takich aut, przyznaje, że koszty codziennej eksploatacji są niskie. Jako podstawowe wady podaje cenę, ale i wysokie koszty serwisu. Na przykład wymiana często psujących się łożysk przednich to koszt rzędu 1200 zł.

Według Instytutu Samar w 2011 r. w Polsce nabywców znalazło 866 hybryd, podczas gdy w sumie sprzedano 277,4 tys. samochodów osobowych.

– W tym roku sprzedaliśmy osiem hybrydowych DS5 – mówi Marta Turska z Citroena.

Słabo jest też u innych, choć wachlarz takich aut jest szeroki. Kupić można m.in. bmw seria 7 active hybrid, bmw X6 active hybrid, toyotę prius trzeciej generacji, toyotę auris, hondę CR-Z, lexusa RX 450h, lexusa GS 450h, lexusa LS 600h, hondę insight, a nawet nowe porsche cayenne czy infiniti M35h. Ceny aut zaczynają się od 90 tys. zł.

3,1 litra na 100 km spala hybrydowy yaris. Wersja z silnikiem wysokoprężnym zużywa 4,8 l

7 tys. zł kosztuje nowa bateria do auta hybrydowego, którą trzeba wymieniać co kilka lat