Podstawową przyczyną zahamowania spadku cen ropy jest osiągnięcie poziomu, przy którym wydobycie czarnego złota z amerykańskich łupków jest ledwo rentowne. Producenci z USA osiągają zysk przy cenach na poziomie 50–60 dol. W przeciwieństwie do tradycyjnego wydobycia, gdzie ropa z odwiertu pozyskiwana jest przez kilkanaście lat, eksploatacja złóż łupkowych wymaga ciągłego wykonywania nowych odwiertów. W związku z tym ich liczba jest papierkiem lakmusowym branży. Jak podaje Baker Hughes, producent wież wiertniczych, liczba miejsc wydobycia w USA spadła pod koniec stycznia 2015 r. do 1543 (jest ich o 13,5 proc. mniej niż przed rokiem). Zgodnie z danymi Energy Information Agency (EIA), statystycznej przybudówki Departamentu Energii USA, dzienna produkcja ropy w USA już w listopadzie ub.r. spadła o 30 tys. baryłek w porównaniu z październikiem. Czy dalszy spadek miał miejsce również w grudniu, będzie wiadomo dopiero pod koniec lutego br., kiedy EIA opublikuje najnowsze dane. Wartości te pilnie obserwują rynki. Spadek liczby odwiertów idzie w parze z ograniczaniem inwestycji koncernów naftowych zaangażowanych w łupkowy biznes. Brak nowych odwiertów oznacza mniejsze wydobycie. W efekcie cena ropy brent poszła od 30 stycznia do 6 lutego w górę o 10 proc. Jednocześnie branża w krótkim czasie może uruchomić moce produkcyjne i w ten sposób ceny znów polecą w dół. Ropy z łupków będzie więc płynęło dokłądnie tyle, ile opłaca się branży. W ten sposób USA objęły rolę stabilizatora rynku, swing producera, co oznacza, że zmiany w tamtejszej produkcji będą miały wpływ na światowe ceny ropy – skomentował w „New York Times” Daniel Yergin.
Podstawową przyczyną zahamowania spadku cen ropy jest osiągnięcie poziomu, przy którym wydobycie czarnego złota z amerykańskich łupków jest ledwo rentowne. Producenci z USA osiągają zysk przy cenach na poziomie 50–60 dol. W przeciwieństwie do tradycyjnego wydobycia, gdzie ropa z odwiertu pozyskiwana jest przez kilkanaście lat, eksploatacja złóż łupkowych wymaga ciągłego wykonywania nowych odwiertów. W związku z tym ich liczba jest papierkiem lakmusowym branży. Jak podaje Baker Hughes, producent wież wiertniczych, liczba miejsc wydobycia w USA spadła pod koniec stycznia 2015 r. do 1543 (jest ich o 13,5 proc. mniej niż przed rokiem). Zgodnie z danymi Energy Information Agency (EIA), statystycznej przybudówki Departamentu Energii USA, dzienna produkcja ropy w USA już w listopadzie ub.r. spadła o 30 tys. baryłek w porównaniu z październikiem. Czy dalszy spadek miał miejsce również w grudniu, będzie wiadomo dopiero pod koniec lutego br., kiedy EIA opublikuje najnowsze dane. Wartości te pilnie obserwują rynki. Spadek liczby odwiertów idzie w parze z ograniczaniem inwestycji koncernów naftowych zaangażowanych w łupkowy biznes. Brak nowych odwiertów oznacza mniejsze wydobycie. W efekcie cena ropy brent poszła od 30 stycznia do 6 lutego w górę o 10 proc. Jednocześnie branża w krótkim czasie może uruchomić moce produkcyjne i w ten sposób ceny znów polecą w dół. Ropy z łupków będzie więc płynęło dokłądnie tyle, ile opłaca się branży. W ten sposób USA objęły rolę stabilizatora rynku, swing producera, co oznacza, że zmiany w tamtejszej produkcji będą miały wpływ na światowe ceny ropy – skomentował w „New York Times” Daniel Yergin.
Powiązane
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję