Wydatki poniesione na niekończące się szpalery ekranów akustycznych mogą przyprawić o zawrót głowy. Spośród 567 mln zł przeznaczonych na budowę obwodnicy autostradowej Mińska Mazowieckiego tylko ekrany pochłonęły prawie 44 mln zł (to równowartość stacji metra albo całkowitej modernizacji dużego dworca PKP). Zabezpieczenia akustyczne wzdłuż 91 km autostrady A2 między Łodzią i Warszawą kosztowały 250 mln zł. Ogółem zabezpieczenia przeciwhałasowe kosztowały w latach 2009–2012 średnio 6 proc. wartości budowy autostrad i dróg ekspresowych.

Według ostrożnych wyliczeń od 2009 r. najwyższe w UE normy zabezpieczeń przed hałasem oznaczały niepotrzebny wydatek ponad 1,5 mld zł. Drakońskie normy hałasowe i generowane przez nie wydatki są kością niezgody między GDDKiA a wykonawcami autostrad. Rządowy inwestor przedstawił wyliczenia, według których koszt budowy jednego kilometra autostrady w Polsce to 9,6 mln euro za kilometr, co nie odbiega od średniej unijnej (10 mln euro), w związku z czym wykonawcy nie powinni narzekać na rentowność kontraktów. Polski Związek Pracodawców Budownictwa odpowiada, że w Europie marża jest wyższa, bo inwestor nie wymaga się od niego tak wyśrubowanych norm przeciwhałasowych.

Dopiero po latach resorty transportu i środowiska dostrzegły problem przepłacania za instalacje przeciwhałasowe. 1 października ubiegłego roku weszło w życie rozporządzeniu Ministerstwa Środowiska, które umożliwi redukcję kosztów budowy zabezpieczeń akustycznych. Nowe przepisy podniosły dopuszczalny poziom hałasu.

Przed wprowadzeniem nowych regulacji resort środowiska zrobił symulację wydatków dla 171 km planowanych nowych dróg. Potencjalne oszczędności są porażające. Ekrany zbudowane według nowych zasad będą się ciągnęły na długości 77 zamiast 129 km, a to pozwoli zredukować koszty ze 124 do 74 mln euro.

Dzięki liberalizacji przepisów przy każdej kolejnej inwestycji ekranów ma być – w zależności od odcinka – od 13 do 82 proc. mniej, co powinno przynieść redukcję kosztów średnio 40 proc. O jakie pieniądze toczy się gra? GDDKiA dostanie z Brukseli w latach 2014-2020 ponad 40 mld zł. Po uwzględnieniu wkładu własnego i dofinansowania z Polskich Inwestycji Rozwojowych w ciągu siedmiu lat może zrealizować inwestycje za ok. 75 mld zł. Ekranowe oszczędności mogą sięgnąć prawie 1,8 mld zł, za co można by zbudować pół drugiej linii metra w Warszawie albo 45 km nowej autostrady.

Środowiska ekologiczne przekonują, że nowe przepisy negatywnie wpłyną na zdrowie i życie ludzi oraz są niezgodnie z duchem dyrektyw unijnych i prawa ochrony środowiska. Branża inwestycyjna uznaje rozwiązanie za racjonalne.

Problem w tym, że ekranowe opamiętanie przyszło dopiero po zakończeniu boomu budowlanego związanego z Euro 2012. Teraz służby państwowe sprawdzają, dlaczego wyśrubowane ponad standardy normy ochrony przed hałasem przez pięć lat drenowały budżet i nikt skutecznie nie reagował.

Jak sprawdziliśmy, szef GDDKiA Lech Witecki od 2009 roku zgłaszał do resortów transportu i środowiska propozycje liberalizacji norm hałasu, żeby zejść z kosztów budowy autostrad. Ministerstwo Środowiska broni się, że można je było spełnić bez nadmiernego ekranowania Polski.

Według ministra środowiska Marcina Korolca, z regulacji pochodzących z 2007 r. nie można wyprowadzić automatycznego zobowiązania do stawiania ekranów akustycznych wszędzie, gdzie się tylko da. Według resortu środowiska te same normy hałasu można było osiągać np. nasadzeniami drzew, budową nasypów i stosowaniem nawierzchni bitumicznych tłumiących hałas.