Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad reformą przepisów dotyczących przeglądów technicznych pojazdów. Jak już informowaliśmy jedną z najważniejszych nowości mających uszczelnić system jest pomysł fotografowania każdego auta, które pojawiłby się na stacji kontroli pojazdów.
Zdjęcia mają być dowodem i umożliwić identyfikację oraz weryfikację, czy dany pojazd faktycznie został poddany sprawdzeniu kondycji technicznej. To oznacza koniec podbijania pieczątki w dowodzie rejestracyjnym auta, które nawet nie pojawiło się na ścieżce diagnostycznej.
A co z procederem wycinania filtrów DPF? Dziennik.pl zapytał resort, czy ten przewiduje sankcje za usuwanie z pojazdu elementów odpowiedzialnych za jakość odprowadzanych spalin.
– powiedział dziennik.pl Szymon Huptyś, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury.
Czyżby resort odpuszczał sobie walkę z właścicielami tak zmodyfikowanych samochodów i mechanikami zajmującymi się usuwaniem filtrów?
– – powiedział nam Marcin Barankiewicz, prezes zarządu Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów. wyjaśnił.
Karanie kierowców i mechaników
Czego zatem mogą spodziewać się kierowcy? Rąbka tajemnicy uchylił Rafał Weber, sekretarz stanu w resorcie infrastruktury, który w kwietniowej odpowiedzi na poselską interpelację zapowiedział kilka kluczowych rozwiązań. Wskazał wówczas, że szykowna reforma przewiduje:
- Wprowadzenie nowych metod badawczych podczas przeglądów;
- Karanie właścicieli aut i firm decydujących się czy podejmujących się usunięcia elementów z pojazdu odpowiedzialnych za jakość odprowadzanych spalin (m.in. wycinanie filtra cząstek stałych);
- Przewidziano też kary za dopuszczanie do ruchu pojazdów nie spełniających norm technicznych np. w zakresie bezpieczeństwa.
A jaki jest status na dziś?
powiedział dziennik.pl Szymon Huptyś, rzecznik resortu. – – podkreślił.Na czym miałby polegać obostrzenia?
Nie można wykluczyć, że resort infrastruktury, pracując nad nowymi regułami, sięgnie po rozwiązania opracowane w 2018 roku przez Instytut Transportu Samochodowego.
wyjaśnił nam dr inż. Wojciech Jarosiński z ITS.
Dodatkowo w trakcie przeglądu diagnosta miałby wpiąć się w system diagnostyki pokładowej pojazdu (EOBD), by potwierdzić wycięcie filtra cząstek stałych. Kierowcy musieliby też liczyć się z tym, że wyniki badań emisji zanieczyszczeń wchodzących w zakres okresowych badań technicznych będą archiwizowane. W efekcie pojazdy z usuniętym filtrem cząstek stałych nie uzyskają pozytywnego wyniku badania technicznego. By "przejść próbę" trzeba będzie doposażyć pojazd w brakujący filtr DPF.
Koniec wycinania DPF?
DPF lub FAP, czyli filtr cząstek stałych to rozwiązanie, które ma zmniejszać emisję szkodliwych substancji zawartych w spalinach samochodowych, a szczególnie rakotwórczych cząsteczek sadzy. Nie jest tajemnicą, że właściciele aut napędzanych silnikami Diesla masowo usuwają ten element z układu wydechowego. Skąd wzięła się ta moda? W zależności od warunków eksploatacji, DPF trzeba wymienić na nowy po 80-200 tys. km, a to kosztuje od ok. 2 tys. zł do 15-16 tys. zł. Fachowcy z firm zajmujących się regeneracją filtrów zwracają uwagę na to, że trafiają do nich filtry zatkane już po 30 tys. km. I głównie z tych powodów kierowcy decydują się na wycięcie filtra DPF.
Polska policja w trakcie kontroli drogowej jest właściwie bezradna, bo nie dysponuje urządzeniami, które ujawnią ingerencję w układ wydechowy i brak DPF. Najwyższy mandat, jaki może w tym przypadku wystawić drogówka, to 500 zł.
powiedziała dziennik.pl Julia Rachwalska, reprezentująca operatora systemu Yanosik.– poradziła.