W przyszłości wszyscy będziemy jeździć autami w pełni elektrycznymi – wieszczą analitycy rynku – czy to z dużymi akumulatorami ładowanymi z zewnątrz, czy też z ogniwami paliwowymi, produkującymi prąd na bieżąco z wodoru. I właśnie w drugą technologię mocno wierzą ludzie z Toyoty. Czego dowodem jest deklaracja, którą w Tokio złożył sam Takeshi Uchiyamada. Ten "drugi po Bogu" menedżer – bo prezydentem japońskiej marki jest Akido Toyoda – podczas międzynarodowego spotkania ministrów dotyczącego rozwoju technologii wodorowej i pozyskiwania dzięki niej energii ogłosił, że w 2020 roku Toyota wprowadzi drugą generację modelu Mirai.

Cena jak za hybrydę

Z informacji Automotive News Europe wynika, że teraz Toyota prognozuje, iż w ciągu najbliższych 10 lat kierowcy za samochód "wodorowy" będą płacić tyle, co za auto z napędem hybrydowym (spalinowo-elektrycznym).

– Spodziewamy się, że przy trzeciej generacji ceny samochodów z ogniwami paliwowymi będą porównywalne z hybrydami. Uważamy też, że pojazdy z ogniwami paliwowymi mają ogromny potencjał – powiedział Matt Harrison, szef sprzedaży i marketingu Toyoty w Europie.

Pierwsze wcielenie Mirai pojawiło się na rynku w 2014 roku. Toyota przedstawiała ten model jako pierwszy seryjny samochód z ogniwami paliwowymi. Pod futurystyczną karoserią zaprzęgnięto do pracy układ Toyota Fuel Cell System (System Ogniw Paliwowych Toyoty), który uzyskuje energię elektryczną z reakcji wodoru i tlenu. Jedynym produktem ubocznym tej reakcji jest para wodna. Ogniwa paliwowe zasilają silnik elektryczny o mocy 154 KM. Co istotne, Mirai prowadzi się tak samo łatwo, jak każdy samochód z automatyczną skrzynią biegów. Deklarowany przez producenta zasięg na jednym tankowaniu wynosi w zależności od stylu jazdy od 500 do ponad 700 km, a samo tankowanie ma trwać 3 minuty.