"Majowy weekend" – tak policja nazwała sześciodniową akcję, która trwała od wtorku 30 kwietnia do niedzieli 5 maja (do godz. 22). W pierwszym dniu wyjazdów polskie drogi patrolowało ponad 5 tys. funkcjonariuszy. Taka sama liczba wyjechała na drogi także 5 maja podczas powrotów z majówki. Mundurowi byli szczególnie wyczuleni na kierowców przekraczających prędkość, która ciągle pozostaje najbardziej śmiercionośną przyczyną wypadków.
Na drogach pojawiły się najcięższe działa, czyli nieoznakowane radiowozy z wideorejestratorami oraz laserowe mierniki z wizualizacją obrazu. Efekty?
powiedział dziennik.pl podinsp. Radosław Kobryś z Biura Ruchu Drogowego KGP.
Także pod względem poprawy bezpieczeństwa robota policji nie poszła na marne. Ze statystyk wynika, że mundurowym najwidoczniej udało się utemperować polskich kierowców. Podczas tegorocznego majowego weekendu funkcjonariusze drogówki odnotowali 361 wypadków, w których zginęło 28 osób a 441 zostało rannych. Nowe liczby w porównaniu do tego samego okresu z 2018 roku są mniejsze odpowiednio o 32,4 proc. (534 wypadki w 2018 r.), 44 proc. (50 zabitych rok wcześniej) i 33 proc. (656 zabitych w minionym roku).
– podkreślił Kobryś. – – wyjaśnił przedstawiciel KGP.
Statystyki po majówce mogą zaskakiwać
Najwięcej wypadków policja odnotowała pierwszego dnia przedłużonego weekendu – 30 kwietnia, czyli w dniu wyjazdów na majówkę doszło do 91 zdarzeń, w których rannych zostało 106 ludzi (to również najwyższa liczba majowej przerwy). Najwięcej osób zginęło 3 maja.
Najmniej wypadków mundurowi zanotowali w niedzielę 5 maja – 40 zdarzeń.
Mniej pijanych za kierownicą
Policja w trakcie tegorocznej majówki złapała 1815 kierowców pod wpływem alkoholu (w zeszłym roku zatrzymano 2111 osób). Dziennie drogówka zatrzymywała średnio 300 kierowców. Najwięcej pijanych za kołkiem, bo aż 341 ujawniono 1 maja. Nawet w dniu powrotów, czyli 5 maja drogówka zatrzymała 305 amatorów jazdy na podwójnym gazie.