To pierwszy taki „komis” w Polsce. Plac pomieścić może w sumie 300 samochodów, z czego około 70 – pod specjalną, zadaszoną i oświetloną wiatą. Wszystkie auta mają nie więcej niż 3,5 roku oraz przebiegi maksymalnie 120 tys. km. Do każdego dołączona jest dokładna historia serwisowa, a także pisemna opinia niezależnego rzeczoznawcy na temat stanu blacharsko-lakierniczego pojazdu. Każdym autem klient może odbyć jazdę testową oraz zażyczyć sobie dokonania jego przeglądu w wybranym przez siebie warsztacie. Samochody łączy jeszcze jedno – wszystkie pochodzą z firmy ALD Automotive, specjalizującej się w wynajmie długoterminowym. Do tej pory służyły jej klientom, teraz mają zyskać nowe życie. Np. jako narzędzia pracy dla małych i średnich firm, szukających alternatywy dla samochodów nowych, na które często ich nie stać albo po prostu wolą inwestować kapitał w inny sposób.

Reklama

Finansowanie z głową

Leasing samochodów używanych staje się coraz popularniejszy i dostępniejszy. Właściwie wyleasingować można każdy pojazd używany, nawet należący do prywatnego właściciela czy sprowadzony z zagranicy. Na rynku jest obecnie kilkanaście firm, które pomogą nam sfinansować zakup pojazdu, choć oczywiście ich oferty mogą się znacząco od siebie różnić. I to nie tylko wysokością oprocentowania czy prowizjami. Jedna gotowa będzie sfinansować 100 proc. wartości pojazdu, inna zażąda nawet 30 proc. wpłaty własnej. Często spotykanym ograniczeniem jest również wiek leasingowanego pojazdu – najczęściej leasingodawcy zastrzegają sobie, że w dniu wpłacania ostatniej raty auto nie może być starsze niż 10 lat.

Niestety, dużą wadą leasingowania auta należącego wcześniej do osoby prywatnej jest możliwość skorzystania wyłącznie z leasingu finansowego. Oznacza to, że raty nie możemy w prosty sposób wrzucić w koszty. Konieczna jest amortyzacja pojazdu, co wiąże się z prowadzeniem sporej biurokracji. Z tego powodu zdecydowana większość firm woli leasing operacyjny – prosty, który pozwala całą ratę zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. Problem w tym, że aby skorzystać z leasingu operacyjnego, sprzedawca takiego auta musi wystawić nam na pojazd pełną fakturę zawierającą 23 proc. VAT. W praktyce oznacza to, że pojazd możemy kupić od firmy będącej vatowcem, ewentualnie odkupić od firmy leasingowej. Szczęśliwie, oferta tych ostatnich jest coraz szersza i bardziej atrakcyjna.

Tylko w ciągu ostatnich trzech lat firmowe floty zasiliło ok. 400 tys. nowych pojazdów. Każdego roku na rynek wtórny trafia około jedna trzecia z nich. Bardzo często firmy zostawiają je leasingodawcy w rozliczeniu i nabywają nowe pojazdy. Te stare tymczasem stają się gratką dla firm zainteresowanych zakupem tańszych pojazdów używanych. – Ich główną zaletą jest udokumentowane pochodzenie i przeszłość serwisowa – mówi Andrzej Sobczak, dyrektor operacyjny ALD Automotive Polska.

Aukcja czy cesja?



O ile jeszcze dwa lata temu praktycznie żadna firma leasingowa nie prowadziła osobiście sprzedaży używanych aut, to teraz swoją ofertę poszerzają w ten sposób praktycznie wszyscy obecni na rynku gracze. Często jednak wybierają różne sposoby i kanały sprzedaży.

Masterlease ma w stałej ofercie około 200 aut pokontraktowych, które można kupić praktycznie od ręki, nie wychodząc nawet z domu. Wystarczy, że na stronie internetowej zaznaczymy konkretny model, którego zakupem jesteśmy zainteresowani, a dosłownie po paru godzinach otrzymamy maila z informacjami dotyczącymi jego finansowania (łącznie z wysokością raty leasingowej). Podobnie jest w Getin Leasing oraz w BRE Leasing, który uruchomił nawet specjalny program 2nd Hand Leasing.

Nieco inną drogą pojechał VB Leasing, który obecnie w ofercie ma 250 samochodów używanych. Jednak część z nich wystawiona została na aukcji – przez internet można licytować się z innymi chętnymi o ich finalną cenę. Wygrywa oczywiście najlepszy. Aukcje aut pokontraktowych organizuje również Europejski Fundusz Leasingowy, ale oprócz nich ma w ofercie także inne narzędzie – możliwość cesji leasingu. Na stronie firmy dostępna jest baza samochodów, które ich dotychczasowi właściciele chcą odsprzedać za pośrednictwem EFL. Formalnie wygląda to tak: bieżąca umowa z dotychczasowym leasingobiorcą zostaje zakończona, a z przejmującym – podpisana nowa. W ten sposób stajemy się posiadaczami kilkuletniego, sprawdzonego samochodu, za który rata leasingowa będzie dwukrotnie niższa niż w przypadku identycznego modelu, prosto z salonu. Co ważne, wśród takich leasingowych używek są zarówno warte kilkanaście tysięcy złotych fiaty panda, jak i porsche czy ferrari wyceniane na 300 – 400 tys. zł.

Formalności w teorii i praktyce

Teoretycznie, aby wyleasingować samochód należy przedstawić mnóstwo dokumentów potwierdzających zarejestrowanie firmy i jej kondycję finansową. To oznacza, że leasingodawcy musimy okazać m.in. wpis do ewidencji działalności, dowody nadania numerów regon i NIP, ostatnie deklaracje podatkowe PIT, VAT (CIT), zaświadczenie z ZUS i Urzędu Skarbowego o niezaleganiu z płatnościami, a nawet opinię banku prowadzącego rachunek wnioskodawcy.

Na szczęście w praktyce wiele firm stosuje tzw. procedurę uproszczoną – jeżeli pierwsza wpłata stanowiła będzie 10-20 proc. wartości pojazdu, to przedstawić będziemy musieli jedynie wpis do ewidencji działalności oraz dowody nadania numerów regon i NIP. Niektóre instytucje finansowe deklarują nawet przyznanie leasingu firmom mającym negatywną historię kredytową. W takim wypadku jednak minimalna wpłata własna może przekroczyć 30 proc. wartości auta.