Na rok przed oddaniem kierowcom autostrad A1 z Torunia do Łodzi oraz A4 na Ukrainę na niektórych odcinkach udało się wykonać zaledwie kilkanaście procent zaplanowanych prac – wynika z informacji, które "DGP" uzyskał w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Z czasem ściga się irlandzki SRB Civil Engineering Limited, który buduje dwa fragmenty trasy A1 z Torunia do Łodzi. Kontrakt na budowę jednego z nich zakłada, że do 15 sierpnia SRB musi zrealizować 30 proc. prac. Tymczasem na koniec kwietnia Irlandczycy mieli zaledwie 14,4 proc.

Marcin Rybczyński, który reprezentuje konsorcjum wykonawców z polskimi firmami PBG i Hydrobudową, przyznaje, że wykonawca borykał się z trudnościami, ale teraz nadrabia zaległości. – Jeśli nie natrafimy na nieprzewidziane problemy, powinniśmy zdążyć z terminami – mówi Marcin Rybczyński. I zapewnia, że w prace budowlane zaangażowanych jest już 600 pracowników. – Ta liczba będzie rosła – zapewnia nasz rozmówca.

Mało wykonanych robót

Kłopoty z realizacją fragmentu autostrady A4 z Rzeszowa do granicy z Ukrainą ma też Budimex. Choć wykonawca wykorzystał już 60 proc. czasu, jaki przewiduje kontrakt, wykonał dopiero 23,5 proc. zaplanowanych w kontrakcie prac. Czy zdąży do końca kwietnia 2012 r.?


– Nie widzę większego zagrożenia dla terminu oddania autostrady – zapewnia Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, ale po chwili przyznaje, że losy połączenia z Ukrainą rozstrzygną się dopiero latem. – Jeśli pojawią się duże ulewy, które potrafią być równie niszczycielskie jak powódź, niewykluczone, że jesienią będziemy rozmawiać o nowym terminie ukończenia drogi – mówi nam szef giełdowej spółki.

Opóźnienia na tych fragmentach tras mogą spowodować, że cała autostrada z Torunia do Łodzi i z Rzeszowa na Ukrainę nie będzie przejezdna na Euro 2012. Nie tylko one są zagrożone.

Chiński Covec, wykonawca ponad połowy autostrady z Łodzi do rogatek stolicy, dostał wczoraj ultimatum. W ciągu dwóch tygodni musi wznowić prace na opuszczonej przez podwykonawców trasie albo straci kontrakt. Polskie firmy zeszły z budowy po tym, jak koncern przestał regulować faktury za wykonane prace. Po roku od wejścia na plac budowy i na 12 miesięcy przed terminem oddania autostrady zaawansowanie robót na obu firmowanych przez Chińczyków odcinkach sięga zaledwie 16,9 oraz 17,4 proc.

Umowa z rządem przewiduje, że do końca października wykonawcy wszystkich pięciu odcinków, na które podzielona została droga, muszą się pochwalić 40-proc. wykonaniem kontraktu. Już dziś ten próg przekroczył Budimex, budujący przedostatni przed Warszawą odcinek trasy.


Spóźniony start

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zapewnia, że autostrady powstaną w terminie. – Przed wykonawcami jeszcze cały sezon budowlany – mówi Artur Mrugasiewicz, rzecznik GDDKiA. – Zima zawsze jest okresem, kiedy na budowach dzieje się mniej. W kolejnych miesiącach tempo prac będzie szybko rosło – dodaje.

Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa zrzeszającej firmy wykonawcze, nie ma tyle optymizmu i uważa, że jedynym odcinkiem autostrady, która powstanie w terminie, będzie trasa A2 z Nowego Tomyśla do Świecka.

– Stanie się tak tylko dlatego, że za inwestycję odpowiedzialny nie jest rząd, ale prywatny koncesjonariusz Autostrada Wielkopolska – mówi Wojciech Malusi. – Pozostałe odcinki muszą walczyć z terminami, ponieważ przez opieszałość GDDKiA wykonawcy często z opóźnieniem wchodzili na place budów, bo nie mieli kompletu pozwoleń na czas, albo przeciągały się prace archeologiczne, projektowe i sprawy związane z przekazywaniem gruntów – tłumaczy szef drogowej izby.

PRAWO

Duże kary za opóźnienia

Kontrakty na budowę dróg precyzyjnie określają termin zakończenia inwestycji. Za ich przekroczenie z winy wykonawcy grożą mu bardzo wysokie sankcje finansowe. Np. umowa na budowę obwodnicy Wrocławia zakłada nawet 100 tys. zł za każdy dzień zwłoki. Kto jest winny opóźnieniu, w pierwszej kolejności rozstrzyga inżynier kontraktu, czyli zwykle konsorcjum firm doradczych i inżynierskich. Jeśli strony nie zgadzają się z werdyktem, mogą pójść do sądu.

O jaką stawkę toczy się gra, pokazuje wartość odszkodowania, jakiego domaga się wykonawca wyrzucony z budowy A1. Alpine Bau chce 1 mld zł.