Projekt został już wstępnie zaakceptowany przez ministrów ds. transportu państw członkowskich.

Najpóźniej za trzy lata policja będzie mogła w elektronicznej bazie danych uzyskać wszelkie informacje na temat samochodu z innego państwa członkowskiego oraz jego właściciela. Wystawi mu mandat na miejscu lub – gdy wykroczenie zostało zarejestrowane przez fotoradar czy kamerę – prześle go pocztą.

Komisja Transportu tłumaczy, że system ma na celu równe traktowanie kierowców krajowych i zagranicznych. Tym bardziej że ci drudzy często czują się bezkarni i gdy tylko mijają granicę, rozpoczynają drogową szarżę. We Francji kierowcy z innych państw stanowią 5 proc. kierujących, a powodują aż 15 proc. wypadków.

Unia chce ułatwić karanie za najczęstsze przewinienia: nadmierną prędkość, jazdę po pijanemu, niezapięte pasy i przejechanie na czerwonym świetle.


Projekt to zła wiadomość szczególnie dla kierowców z Polski, którzy płacą jedne z najniższych nominalnie mandatów w Europie. Maksymalna kara za przekroczenie prędkości wynosi u nas 500 zł. Szarżując w Belgii, będziemy ryzykowali karę w wysokości 2750 euro (ok. 11 tys. zł), w Austrii – 2180 euro. Nawet u Słowaków zapłacimy więcej – aż 830 euro, czyli ok. 3,3 tys. zł.

Dziś policje krajów Unii mają problem z karaniem kierowców, którzy nie zostali złapani na gorącym uczynku, lecz np. przez fotoradar. Z powodów trudności z ustaleniem tożsamości rzadko wysyłają im mandat. – Niektóre kraje próbują egzekwować przepisy, zwracając się do MSWiA w celu ustalenia właściciela pojazdu. Ale nawet uzyskanie danych nie gwarantuje skutecznego karania – mówi Leszek Jankowski z biura prasowego policyjnej drogówki.

Za rok w Polsce ma zostać wprowadzony elektroniczny system baz danych, który krajowym funkcjonariuszom ułatwi identyfikację kierowców. To znacznie przyspieszy wdrażanie systemu unijnego.