Opel Grandland X to drugie dziecko niemieckiej marki - po mniejszym modelu Crossland X - stworzone z wykorzystaniem technologii Grupy PSA. Pod względem wyglądu styliści postawili na spokojne, przemyślane kształty, które nawet po kilku latach nie powinny zbrzydnąć. Wystarczy jedno spojrzenie, by stwierdzić, że Grandland X nie wyprze się siostrzanej Astry z Gliwic, czy Insigni. Poza tym mamy do czynienia z wydajnymi, aktywnymi, w pełni LED-owymi reflektorami (standard w wersji Ultimate), 18-calowymi obręczami ze stopów lekkich, a także wykonanymi z tworzywa osłonami zderzaków i progów.

Mimo plastikowej zbroi i terenowych aspiracji oraz blisko 19-centymetrowego prześwitu, na liście opcji nie znajdziemy napędu na obie osie. To wynika z zastosowanej platformy. Zarówno w bliźniaczym Peugeot 3008 4x4 nie występuje. Dlaczego? Według badań europejskich instytucji monitorujących rynek samochodowy, zaledwie kilka procent użytkowników zjeżdża SUV-ami z utwardzonych szlaków. Taka analiza współgra z charakterem Opla. Auto najlepiej czuje się na asfalcie, a do szosowego charakteru jak ulał pasuje mocny dwulitrowy turbodiesel.

Wysokoprężne serce 2.0 już po lekturze tabelki z danymi technicznymi obiecuje dużo – moc 177 KM i moment obrotowy równy 400 Nm. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 9,1 sekundy. Prędkość maksymalna wynosi 214 km/h. Na drodze szybko okazuje się, że podane na kartce wartości wcale nie są na wyrost. Lekkie wciśnięcie gazu budzi ukryte talenty jednostki – papierowy tygrys pręży się i pokazuje prawdziwe pazury. Już w chwili ruszania z miejsca siła ciągu wciska plecy pasażerów w oparcia wygodnych foteli. Na pozytywne wrażenia z jazdy wpływa łatwo dostępny moment – niemal z całości jego potencjału można korzystać bardzo wcześnie, bo już poniżej 2 tys. obrotów. Wyprzedzanie to dla tego 1,5-tonowego SUV-a żaden kłopot – po prostu wciska się gaz, a krajobraz zaczyna się rozmywać.

Po przejechaniu mieszanej trasy (miasto, droga szybkiego ruchu, górski szlak) komputer pokładowy pokazywał ok. 6,5 l/100 km – taki wynik docenią osoby poszukujące auta na długie dystanse. Szczególnie, że seryjnie montowany 8-biegowy automat japońskiej firmy Aisin bardzo płynnie załącza wyższe przełożenia i równie delikatnie je redukuje. Dobra informacja dla kierowców potrzebujących mocniejszego holownika – Grandland X z dieslem 2.0 pociągnie przyczepę o masie 2 ton.

Komfortowo zestrojone zawieszenie z przyjemną sprężystością filtruje wszelkie niedoskonałości drogi. W mieście Grandland X jest za pan brat z krawężnikami i zapadniętymi studzienkami. Trakcję na śliskim i poza asfaltem poprawia system Grip Control. Czyli elektroniczny układ, który poprzez ESP dopuszcza uślizg kół i symuluje blokadę dyferencjału. Na wyjechanie z zaspy czy błotnej leśnej drogi wystarczy. Poza tym jest też asystent pokonywania wzniesień.

Wnętrze to typowy współczesny Opel. Panuje niemiecki porządek, bez wydumanych zakamarków do zbierania kurzu. Przejrzyście i logicznie. Plus za umieszczenie monitora oraz zegarów w jednej linii, dzięki temu kierowca nie musi błądzić w poszukiwaniu danych. Wysoka pozycja za kierownicą gwarantuje dobrą widoczność, co w czasie jazdy przekłada się na poczucie bezpieczeństwa. A 2675 mm rozstawu osi pozwoliło stworzyć całkiem przestronne wnętrze dla rodziny i na jej hobby. Bagażnik o pojemności 514 l da się powiększyć do 1652 l - takimi wartościami Grandland X może konkurować nawet z najprzestronniejszymi kompaktowymi kombi. Przydatnym rozwiązanie może okazać się automatyczna klapa kufra otwierana ruchem stopy, bez dotykania samochodu. Wystarczy machnąć nogą pod tylnym zderzakiem i wieko samo odsłoniła ładownię. Powtórzenie ruchu powoduje zamknięcie bagażnika.

Opel Grandland X z najmocniejszym dieslem to propozycja dla kierowców ceniących dobrą elastyczność i rozsądne zużycie paliwa. Łatwo nim buszować po mieście, a m.in. dzięki  ergonomicznym fotelom z atestem AGR (Akcji na rzecz Zdrowych Pleców) nie zmęczy nawet w kilkusetkilometrowej trasie. Trzeba jednak pogodzić się z ceną. Najbogatsza specyfikacja Ultimate kosztuje ponad 150 tys. złotych. To o 9 tys. więcej niż w przypadku jednostki 1.5/130 KM z 6-stopniowym automatem. Po dołożeniu kilku gadżetów kwota delikatnie przekroczy 160 tys. zł. W takim razie może jednak warto zaczekać na absolutną bombę – już w najbliższych tygodniach pojawi się 300-konna hybryda plug-in z napędem na cztery koła CZYTAJ WIĘCEJ>>.

Czy wiesz, że alkohol przyczynia się do śmierci ponad 3 milionów osób rocznie na całym świecie? Bądź rozważny, zachowaj umiar. Zawsze sprawdzaj promile zanim wsiądziesz za kółko. Skorzystaj z naszego prostego narzędzia >>SPRAWDŹ alkotest on-line<<