Atomek? Ulubiony bohater z komiksów Papcia Chmiela?

Tomkiem Atomkiem nazwali mnie znajomi dawno temu i tak już zostało. Podoba mi się.

Znajomi postrzegają pana jako wynalazcę, złotą rączkę?

Nie jestem wynalazcą, choć jeszcze w podstawówce odkryłem dwa zjawiska, o których potem uczyłem się w technikum. Jestem raczej srebrną rączka. Nie na wszystkim się znam i niektórych rzeczy nie potrafię naprawić. Ale pewien nauczyciel powiedział mi, że mam intuicją techniczną.

A skąd mięta do Fiata 126p?

Od zawsze go lubiłem, nawet jako dziecko. Nie tylko za jego bryłę, wygląd i rozmiary. Spodobał mi się też zapach wnętrza oraz jedyne w swoim rodzaju dźwięki silnika.

Ale ten pana egzemplarz z błyskawicą jest cichy jak Tesla. Od dawna trwa zabawa z prądem? To zawód czy pasja?

Elektrotechniką interesuję się już od przedszkola. Fascynowały mnie silniczki wyciągane z autek na baterie, żaróweczki. Mama nigdy nie żałowała mi takich zabawek. To pasja, która do dzisiaj mi nie przeszła. Z wykształcenia jestem technikiem, uprawnienia elektryczne zdobyłem we własnym zakresie.

A pomysł przerobienia Malucha na auto elektryczne wpadł mi do głowy w 2009 roku. Tego fiacika namierzyłem i kupiłem w okolicy Dąbrowy Górniczej w 2016 roku. Z zewnątrz wyglądał ładnie, ale podwozie było w bardzo kiepskim stanie. Udało się dojechać Bielska-Białej i auto razu trafiło do blacharza na wymianę podłogi i wsporników przednich wahaczy.

Gdzie narodził się e-126p? Ktoś pomagał w operacji wszczepienia napędu elektrycznego?

Maluch powstawał u mnie w garażu obok bloku. Budowa trwała rok, w zasadzie robiłem go sam. Czasem tylko pomagali mi inni ludzie. Nie mam odpowiednich maszyn, więc niektóre elementy musiałem rysować i zlecać ich wykonanie w różnych zakładach. Także o spawanie rusztowań pod akumulatory prosiłem kolegę.

Przerobić fiata 126p na prąd to w zasadzie nic trudnego. Maluch jest bardzo prosty konstrukcyjnie. Nie ma wspomagania ani tej całej elektroniki, którą faszerowane są obecnie samochody. To bardzo ułatwia zadanie.

To ile z oryginalnego Malucha zostało?

Wyjąłem silnik spalinowy i zbiornik paliwa. Poza tym samochód pozostał bez zmian, nie ingerowałem w konstrukcję, bo to utrudniłoby procedurę przerejestrowania. Wywierciłem jedynie kilka otworów na przewody i wsporniki akumulatorowe. Ale tak, by nie kolidowały ani nie osłabiały konstrukcji "Malca".

Co należało wymyślić od nowa i rozwiązać po swojemu?

Mojego pomysłu i wykonania jest instalacja napięcia 120V - tylko w dwóch miejscach łączy się z oryginalną 12V. Sam też opracowałem tuleje silnika pod koło zamachowe w celu pozostawienia sprzęgła oraz flanszę umożliwiającą połączenie silnika ze skrzynią biegów.

Zawieszenie silnika na tylnej belce również sam wykombinowałem. I to tak, żeby przy przeglądzie nie było wątpliwości i zastrzeżeń. Do napędu zastosowałem komutatorowy silnik prądu stałego na magnesach trwałych. Pierwszy etap prac zakończył się w lipcu tego roku. Testy drogowe robiłem z małymi, żelowymi akumulatorkami z zasilaczy awaryjnych UPS - na nich uczyłem się oszczędnego sposobu jazdy.

Jakoś nie wierzę, że wszystko po drodze szło jak z płatka…

Największą trudnością było zdobycie pieniędzy. Taka przeróbka wraz z remontem to ok. 20 tys. zł. Sam "wsad elektryczny'' to koło 16-17 tys. zł. Środki finansowe zdobyłem sam. Zbierałem pieniądze od 2009 roku.

A koncepcję miałem w głowie, nigdzie tego nie rysowałem. Dokładny sposób wykonania szczegółów wyszedł "w praniu".

W urzędzie nie było problemów?

Do przerejestrowania auta po przeróbkach potrzebowałem opinii rzeczoznawcy. Musiałem poprawić tylko jedną małą rzecz przy osłonie elementów pod napięciem. Poza tym wszystko było ok. Od sierpnia jeżdżę nim po Bielsku-Białej.

I co na to ludzie?

W miejskim hałasie mało kto zauważa, że to maluch na prąd. Cicho przemyka ulicami.

To dziarski fiacik w porównaniu do modelu benzynowego?

Przyspiesza zdecydowanie lepiej niż spalinowy. Jest dynamiczny. Wyciąga maksymalnie 110 km/h.

Daleko ujedzie?

Niedawno kupiłem nowe "baterie" i jeszcze nie sprawdzałem zasięgu. Ołowiowe akumulatory bardzo tracą pojemność, kiedy jest zimno. Poza tym maluch jest ogrzewany elektrycznie 120-voltowymi suszarkami do włosów, a to też ciągnie prąd i skraca zasięg. Dlatego teraz pomiar nie byłby miarodajny.

Długo się ładuje?

Ładowanie do pełna z gniazdka 230V trwa ok. 8 godzin. Zastosowałem akumulatory głębokiego wyładowania, tzw. energy - jest ich 10 i mają 80Ah pojemności. Na razie przejechałem ok. 400 km i nie miałem żadnej awarii.

Ile kosztuje przejechanie 100 km e-Maluchem?

Koszty na 100 km sprawdzę wiosną, kiedy zrobi się ciepło. Teraz Maluch zimuje w garażu. Nie chcę narażać go na sól drogową.

Ale to chyba nie jest jedyny elektryczny Maluch na świecie?

W Polsce, poza moim elektrycznym fiatem 126p, jest jeszcze kilka. Słyszałem o trzech. Wiem również, że istnieją Maluchy na prąd w Turcji, Niemczech, Czechach, na Węgrzech i w Australii.

Plany na przyszłość?

Już mi się w garażu nie mieszczą... Na pewno będę dalej robić wiatraki, bo je bardzo lubię. To też taki mój bzik od dzieciństwa.