Tomasz Sewastianowicz: Namieszał pan w przepisach dla kierowców…

Piotr Liroy-Marzec: Robię, co mogę. Bitny jestem.

To które interpelacje udało się już przekuć na zmiany?

Wiem, że już niebawem nie trzeba będzie wymieniać dowodu rejestracyjnego z powodu braku miejsca na pieczątki potwierdzające przegląd techniczny. To był jeden z przedmiotów mojej interpelacji i teraz Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa wysłało do konsultacji rozporządzenie w tej sprawie. Resort przewiduje, że nowe przepisy wejdą w życie 1 stycznia 2018 r.

Jak planują rozwiązać ten problem?

Chcą, by w czasie kontroli drogówki kierowca pokazywał, poza dowodem rejestracyjnym, zaświadczenie o przeprowadzonym badaniu wydane przez diagnostę. Ja proponowałem rozwiązać to trochę inaczej - w blankietach dowodów jest dużo miejsca na adnotacje urzędowe, które praktycznie nie jest wykorzystywane. Można było kosztem tej rubryki zwiększyć ilość miejsca na wpisy potwierdzające badania techniczne. Ale i tak dobrze, że ministerstwo się tym zajęło.

Wiem też, że projekt resortu infrastruktury przewiduje nowe, mniejsze wzory tablic dla samochodów np. z rynku amerykańskiego - wreszcie dwurzędowe rejestracje będą pasować do tych aut. Chciałem takiej zmiany, bo kręcą mnie fury z USA, a za wyginanie obecnych blach policja potrafi ścigać.

Wróci czasowe wyrejestrowanie pojazdu?

Spodziewam się, że nowe przepisy pozwalające na taki manewr wejdą w życie jeszcze w 2017 roku. Ministerstwo infrastruktury obiecało wdrożyć mój pomysł i zmiana została już przyjęta przez Radę Ministrów. To będzie powrót od normalności, przecież sprawa leżała od 1997 roku. Przypominam, że obecny stan prawny nie uwzględnia faktu, że niektóre pojazdy są używane jedynie sezonowo - zwłaszcza motocykle, motorowery i kabriolety czy nawet maszyny rolnicze.

Ci, którzy z Polski emigrują, zostawiają samochody, które stoją po rok, dwa, trzy lata. A oni muszą za nie co roku płacić ubezpieczenie OC. Dlaczego, skoro auta nikt nie dotyka? Jeżeli ktoś przyjedzie do kraju i stwierdzi, że chce przez najbliższe miesiące korzystać z pojazdu, to musi mieć prawo ponownie zgłosić to w urzędzie komunikacji. I tak samo wyrejestrować samochód, kiedy go nie używa.

A jedna tablica rejestracyjna?

Tak, tym też rząd się zajął i głosowanie nad jedną profesjonalną tablicą zaplanowano na przyszły tydzień. Dilerzy samochodowi dostaną możliwość czasowego użytkowania w ruchu drogowym pojazdów z wykorzystaniem tzw. profesjonalnego dowodu rejestracyjnego i jednego numeru rejestracyjnego dla wielu samochodów czy motocykli. Wprowadzenie tego rozwiązania, wzorem innych krajów, ułatwi życie kolekcjonerów samochodów zabytkowych oraz działalność producentów i dilerów. Taka profesjonalna rejestracja montowana będzie w jednym, w danej chwili użytkowanym pojeździe do jazdy próbnej, testowej lub rajdu. Potwierdza ona dopuszczenie do ruchu całego zbioru pojazdów. Ubezpieczeniu OC podlega najdroższy pojazd, a pozostałe korzystają z niego w ramach pakietu. Takie rozwiązanie da branży motoryzacyjnej spore oszczędności. Według nowych zasad nie będzie już potrzebna każdorazowa czasowa rejestracja pojedynczego samochodu.

Tak samo sprawa jednej tablicy przypisanej do samochodu przy pierwszej rejestracji w kraju. Z tego, co wiem, trwają analizy w ministerstwie. Resort nie mówi "nie", ale sprawdzają, jakie przepisy trzeba będzie zmienić i jakie skutki to spowoduje dla różnych służb.

Absurdem jest dzisiaj zaznaczanie na blachach regionalizacji. W dobie elektronicznych baz danych nie ma potrzeby utrzymywania symboli oznaczających miejsce rejestracji. Wystarczy, że tablica identyfikuje dany pojazd i jego właściciela. Wdrażamy system CEPIK 2 - widziałem raport z komisji cyfryzacji, w trzecim kwartale prace nad nim powinny być zamknięte - tam policjant ma dostęp do pełnej informacji, wie, czy samochód jest ubezpieczony, czy przeszedł przegląd i do kogo należy. Skoro nie zmienia się numeru VIN przy rejestracji, to jaki jest sens wymiany tablic?

Może lepiej zaproponować wprowadzenie ubezpieczenia przypisanego do kierowcy, a nie do samochodu?

Chciałem składać interpelację w tej sprawie, wpisywać w projekt ustawy. Jednak dla Polski byłby to duży problem.

Dlaczego?

Nie jesteśmy bogatym krajem. U nas często jest jeden samochód na rodzinę i trudno by było, gdyby dwie, trzy osoby kupowały ubezpieczenie - to są duże koszty. Kolejna sprawa - w Irlandii i innych krajach, gdzie taki system działa, zmiany pociągnęły za sobą podwyżki cen polis. Dlatego byłem za jedną rejestracją na jeden samochód - rozwiązanie ograniczy koszty związane z wydaniem nowej karty pojazdu. Wiem, że państwo chce zarabiać na takich rzeczach, ale bez przesady - nie róbmy z ludzi owiec do golenia na każdym kroku. Nie jesteśmy tylko od tego, żeby płacić podatki i głosować co cztery lata.

Strach zapytać o fotoradary…

Mają jakąś jazdę z tymi fotoradarami. Naćkali ich bez składu i ładu. To są taksometry do krojenia kierowców. W czym one tak naprawdę pomagają? Przecież w najniebezpieczniejszych miejscach nawet drzew nie wytną. Z drugiej strony może łatwiej za takim pniem zaczaić się z suszarką…

Teraz mają Iskrę-1…

A właśnie! Od dawna walczymy o jej wycofanie, i to już niebawem się uda. Skończy się samowolka drogówki. Powołaliśmy się na ekspertyzy, które wykazały, że ten sprzęt ma tyle odchyleń i pozawala na takie oszustwa, że równie dobrze mogliby mierzyć prędkość telefonem czy zabawką. Przecież nawet związek zawodowy policjantów nie chce tego badziewia.

Na jakim etapie jest sprawa?

To już końcówka. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji popiera nasz pomysł i jest za tym, by Iskrę-1 wycofać z użytku. Zresztą fotoradarami też zajmę się niedługo. Wiem, że to są pieniądze, ale tak naprawdę powinni zająć się budową porządnych autostrad z trzema pasami, a nie dwoma, zamiast gnębić kierowców na każdym kroku.

Za Iskrę kierowcy pana ozłocą. Już teraz po informacjach o interpelacjach piszą, że chcą Liroya na prezydenta. Może czas na pałac?

Jedyny pałac, który odwiedzam, to pałac w Kurozwękach pod Kielcami. Organizujemy tam duże targi konopne, zapraszam. O! Przecież to też jest kolejna gałąź gospodarki, przemysłu i nowych technologii - ponad 50 tys. zastosowań. W tej chwili uprawa konopi przemysłowych to jedno z najciekawszych rozwiązań dla rolników, przynoszące ogromne zyski. Tylko ludzie nie do końca wiedzą, że konopie przemysłowe są w Polsce od wielu lat legalne. Rząd ciągle próbuje marginalizować tę sprawę, natomiast nam udaje się zgłaszać projekty ustaw związane z konopią włóknistą. Tu nie chodzi o to, żeby ktoś się tym upalił.

Jaki to ma związek z motoryzacją?

Przecież konopie przemysłowe są wykorzystywane w produkcji samochodów - powstają z nich na przykład fotele. Zajmują się tym zachodnie kraje. Bardzo łatwo na to przejść, a wygryzają nas Chiny. Przed wojną len i konopie były ostoją polskiego przemysłu, byliśmy drugim krajem na świecie. To jest chwast, który może rosnąć wszędzie tam, gdzie są fatalne gleby.

Kolejna sprawa to możliwość produkowania całych nadwozi. Karoseria pierwszego samochodu Forda została zrobiona z konopi i była tak wytrzymała, trudna do rozbicia, że zrezygnowano z tej technologii. Nie było zarobku na naprawach. Komponenty wykonywane z konopi są mocniejsze od dziś wykorzystywanych w przemyśle motoryzacyjnym. Co więcej, w Szwajcarii już od wielu lat można tankować biopaliwa z konopi.

Pomysł na nowy biznes?

Pomysł jest świetny, tylko czy spodoba się koncernom paliwowym, które zachowują się jak pies ogrodnika. Tak naprawdę motoryzacja mogłaby korzystać z konopi znacznie bardziej, ale jest za mało upraw. W Polce w tym roku będziemy mieli 800 hektarów i to jest rekord. Piszemy strategię dla Świętokrzyskiego - jest ona związana właśnie z konopią, mamy na południu dużo upraw, niestety rozdrobnionych, ale chcemy zachęcić rolników do zakładania klasterów, które mogłyby ich łączyć i pomóc zarabiać na konopi duże pieniądze. W tym momencie wchodzimy w synergię całego regonu - wieś mogłaby konopie wysiewać i uprawiać, małe miasteczka przetwarzać, a duże miasta jak np. Kielce sprzedawać. Konopia z punktu widzenia motoryzacji jest istotna - można z niej robić karoserie, paliwo czy elementy wykończenia aut. Samochody stałby się znacznie bardziej trwałe, obniżyłby się koszt serwisu. Moglibyśmy eksportować ekstrakty paliwowe czy spożywcze.

A polski, narodowy samochód elektryczny? Uda się?

Zobaczymy. Zawsze wierzyłem w kreatywność polskich przedsiębiorców i myślę, że prędzej pojawi się jakiś projekt komercyjny. W tej chwili moi znajomi budują takie auto od podstaw. Poza tym uzyskali patenty i chcą też uruchomić firmę, która będzie zajmowała się przerobieniem każdego modelu na elektryka lub hybrydę.

Jakoś nie widzę przekonania…

Pytanie jest jedno - czy sam rząd wierzy w ten pomysł. Samochody elektryczne elektrycznymi, ale świat już się nastawia na jazdę autonomiczną. Złożyłem interpelację w tej sprawie i zwróciłem uwagę, że trzeba zmienić prawo. Niebawem pojawią się na rynku auta, które będą jeździć same i co w związku z tym? Przecież nie będziemy tworzyć prawa dopiero wtedy, kiedy takie auto wjedzie i kogoś potrąci. Unia Europejska już wydała dyrektywy, żeby kraje się tym zajęły - czas, by Polska zaczęła myśleć dalej niż samochody na baterie.

O "elektryki" też pan pytał?

Jak mają być samochody elektryczne, to będzie też potrzebny prąd. Zapytałem, jak rząd przewiduje zwiększenie rezerwy mocy.

I co?

W zasadzie to oni nie przewidują zwiększenia zużycia prądu przez to, że przestawią całą motoryzację na elektryczność. Niesamowita paranoja. To się nie uda. Dla rządu mam znacznie lepszą propozycję niż ten samochód czy poroniony projekt szybkiej kolei na najbliższe lata, który pochłonie masę pieniędzy.

Podróże w czasie?

Blisko. Szybką kolej pneumatyczną Hyperloop, której koncepcję opracowano w XIX w. a która będzie mogła przewozić ludzi z prędkością 1000 km/h. To jest przyszłość transportu, komunikacji. Z Gdańska do Zakopanego przejazd powinien trwać 40 min. Z Warszawy do Wrocławia będzie można dojechać w 20 min. Choćby to pokazuje skalę tego, jak to jest ważne.

Rządowa kolej, kiedy już ją skończą, będzie przestarzała. Hyperloop to rozwiązanie, które za sto lat będzie zapierać dech. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że jeden z najlepszych zespołów pracujących dla Tesli nad Hyperloop działa na Politechnice Warszawskiej i współpracuje z Politechniką Wrocławską. To team, który wygrał wiele konkursów - choćby na projekt dworca Hyperloop w Dubaju. Mamy świetną ekipę, która została zauważona i dostała grant. Proszę zgadnąć jaki…

Milion?

200 tys. zł - śmiech przez łzy. Złożyłem interpelację i zaproponowałem w Sejmie kolej, która wygląda jak pocisk w lufie. Kiedy ją zobaczyli, krzyknęli: Jeeezu, Liroy zwariował.

A zwariował?

Ludzie nie rozumieją, że to jest technologia na teraz, a nie na przyszłość. Kapsuła długa na kilkanaście metrów ma pomieścić do 30 osób i poruszać się w tunelu o średnicy ponad 3 m z prędkością zbliżoną do 1000 km/h. W USA na pustyni powstaje Hyperloop One, w którym będą przeprowadzane testy. Polska ekipa jest już po badaniach i gotowa do testów. Chłopaki z zespołu uniwersyteckiego zajmują się mniejszą kapsułą, która jest platformą eksperymentalną docelowych rozwiązań. Chcą wystawić ją w międzynarodowym konkursie na osiągnięcie jak największej prędkości. To kwestia najbliższych lat, kiedy taka kolej się pojawi i ludzie zaczną z niej korzystać.

Co ciekawe, chwilę po tym, jak złożyliśmy interpelację, pojawił się pomysł na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej, by stworzyć taką kolej wewnątrz Grupy - dzięki temu z Warszawy do Budapesztu przemieszczalibyśmy się w 1,5 godziny. Polska strona jako jedyna była na "nie". To najlepiej obrazuje zainteresowanie rządu PiS rozwiązaniami przyszłościowymi.

Może to zbyt droga impreza?

W interpelacji zwróciłem uwagę na bardzo ważną rzecz - kolej Hyperloop jest cztery razy tańsza od tej budowanej przez rząd. Koszt wybudowania jednego kilometra Hyperloop to 10 mln zł, a my dzisiaj nie potrafimy przeznaczyć na jeden kilometr testów dla naszych naukowców takiej marnej kwoty.

Marnej?

No ok, może i dużej, ale marnej w skali tego, na co rząd wydaje w kontekście kolejnictwa. A polska ekipa już dziś jest gotowa do zbudowania pierwszego odcinka długości trzech, czterech kilometrów - to koszt 40 mln zł. A przypominam, że dzień pracy Sejmu kosztuje milion zł. Powołuję podkomisję w sprawie Hyperloop Poland, by zająć się tym bardzo poważnie.

I co w związku z tym?

W moim regionie jest ogromny teren na lotnisko, które nigdy tam nie powstanie. W ogóle Świętokrzyskie pod względem komunikacyjnym jest zorganizowane najsłabiej - nie mamy skończonej "siódemki", mamy za to rozłożoną kolej - rządząca partia w ogóle nie darzy uczuciem regionu, w którym wygrała. Wycięli wszystkie inwestycje z krajowego programu.

Dlatego zaproponowałem lobbing na rzecz budowy pierwszego testowego odcinka Hyperloop w centrum Polski, w Świętokrzyskiem. W efekcie powstanie też świetne miejsce na hub transportowy. Będę rozmawiał z prezydentem Kielc i liczę, że uda mi się go przekonać. Czesi już zdecydowali o budowie pierwszej linii - nie wiem, jak to zrobią, bo są mniej zaawansowani niż my jeśli chodzi o niektóre rzeczy, ale już w 2020 chcą uruchomić pierwszy odcinek. Jest również pomysł stworzenia ringu dookoła Morza Bałtyckiego - Szwecja razem z Danią i kilkoma krajami chcą wprowadzić taki objazd. Proszę bardzo, możemy połączyć się z nimi. Za 50 lat ludzie będą nam wdzięczni za stworzenia Hyperloopa w Polsce. To byłby przełom dla transportu, dla biznesu - tak szybkie koleje pozwolą na błyskawiczny przesył towarów, samochodów wyprodukowanych w Polsce.

Tylko kto odda ziemię pod taki wehikuł czasu?

Nie trzeba będzie wykupywać nowych terenów. Tuby można zawiesić na pylonach nad już istniejącymi torami i drogami - przeprowadzono nawet badania. Mamy niepowtarzalną okazję, by być jednymi z najbardziej innowacyjnych. Dziś jeżeli nie wesprzemy naszych naukowców, to możemy zapomnieć o tym, że opracowane przez nich rozwiązania będą wykorzystywana na całym świecie. Pożegnamy się z kasą ze sprzedaży technologii.

Z pociągu za kierownicę. Dużo ma pan punktów karnych?

Teraz zero. W ogóle niewiele ich zdobyłem. Mało złapałem też mandatów i nigdy nie byłem zagrożony utratą prawa jazdy. A mam je od 1991 roku. Samochodem objechałem Polskę wzdłuż i wszerz, przejechałem całą Europę. Za kółkiem spędziłem masę godzin, zwłaszcza w nocy. Dlatego tak bliskie jest mi prawo o ruchu drogowym.

To co wnerwia Liroya?

Jednym z największych zagrożeń są drzewa rosnące przy drogach. I dzisiaj jest na nie świetna ustawa (śmiech), która sprawdzi się zwłaszcza na tych odcinkach, gdzie było bardzo dużo wypadków śmiertelnych. Gdyby nie było tych drzew, ci ludzie przecież by żyli. A jeżeli ktoś mi mówi o płucach, które wyłapują spaliny, to proszę bardzo, mam lepszy pomysł. Znacznie wydajniejszymi płucami jest konopia włóknista, ponieważ żywi się głównie dwutlenkiem węgla.

Innym wynalazkiem ratującym życie są przecież barierki z rolkami, po których prześlizguje się samochód. Powinniśmy iść w stronę takich rozwiązań. Dziwi mnie, że rząd nie zajmuje się takimi sprawami, nie pobudza innowacji.

Nikomu się nie chce?

Marazm. Niewielu jest ludzi, którym cokolwiek się chce. Kiedy na komisji do spraw cyfryzacji chcieliśmy powołać podkomisję do spraw smart cities (red. miasto, które wykorzystuje technologie informacyjno-komunikacyjne), to dostaliśmy od rządzących reprymendę: "nie ta komisja, pomyliło się wam". Oni nie kumają, że przyszłość należy do nowych technologii. Mimo to jednym głosem wygraliśmy, jednak podkomisja do dziś nie została powołana. Nie odbyło się żadne posiedzenie. A podobno smart cities są ważną częścią planu Morawieckiego.

To jednak "Ucho prezesa", jeśli chodzi o nowe technologie…

No tak. Kaczyński lubi, jak ten komin dymi na czarno…

Bluzga pan za kółkiem?

Wkurwia mnie często jazda ludzi. Widać, ilu Polaków kupił prawo jazdy. Nie znają przepisów, robią absurdalne rzeczy na drogach. Zdarzało mi się reagować agresywnie, potrafiłem rzucić parę wiązanek przez szybę. Jestem cholerykiem, ale żona nauczyła mnie większej tolerancji.

Ale drogi są świetne?

Kpina? Autostrady są w ciągłym remoncie, a ja mam płacić pełną stawkę? Złodziejstwo. Po co budować autostrady z dwoma pasami - przecież to jest tragedia. Jedna z najgorszych rzeczy, jaka spotkała kierowców w Polsce. Tiry ciągle się wyprzedzają i do tego ci, którzy przyklejają się do lewej strony. Plaga i zgroza. Samochody na drogach blokują nas tak samo, jak ci tutaj w Sejmie.

Samochód marzeń?

Chevrolet impala z 1964 roku, w którym chciałbym zrobić całą hydraulikę. Nieprędko go sobie sprawię, bo zbieram też przy okazji na dom. W show biznesie szybciej uciułałbym na obie inwestycje. A gdybym miał dużo pieniędzy, to kupiłbym teslę model S. Poza tym kręciła mnie stara beemka siódemka z fotelami pokrytymi skórą bawoła. Samochód pachniał klasykiem, miał duszę. Czekam też na przejażdżkę polską arrinerą - od samego początku wspierałem ten projekt i chętnie sprawdzę ten samochód.