Rząd najwyraźniej doszedł do wniosku, że kilometrowe korki na autostradowych bramkach nie pomogą w odbudowie poparcia w sondażach. Dlatego – mimo wcześniejszych zapewnień szefowej resortu infrastruktury i rozwoju (MIiR) Marii Wasiak, że w tym roku do takiej sytuacji nie dojdzie – zdecydowano, że bramki jednak będą otwarte, i to przez całe wakacje. W ostatni weekend opłaty na autostradzie A1 nie były pobierane w piątek po godz. 16, w sobotę od siódmej oraz w niedzielę od ósmej rano. Ile to będzie kosztować? W ubiegłym roku podniesienie szlabanów na A1 w sierpniowe weekendy kosztowało prawie 20 mln zł.
Tyle pieniędzy nie zostało bowiem zebranych na bramkach od kierowców i przekazanych do Krajowego Funduszu Drogowego (KFD). W tym sezonie, według zaprezentowanych przez minister Wasiak wyliczeń, koszt zwolnienia użytkowników A1 z opłat może wynieść nawet 40 mln zł. Skąd ta różnica? Po pierwsze, bramki będą podnoszone częściej niż przed rokiem. Po drugie, prognozowany ruch jest większy niż rok temu. Rząd zdecydował już o przekazaniu do KFD 50 mln zł na pokrycie strat.
Sprawdziliśmy, ile dla porównania kosztowałoby wdrożenie systemu docelowego, tzn. opartego na płatnościach elektronicznych. – odpisał na nasze pytania Krzysztof Gorzkowski z Kapscha, operatora systemu e-myta.
To by oznaczało, że doraźne podnoszenie szlabanów będzie kosztować nawet trzykrotnie więcej niż wdrożenie systemu, w którym szlaban podnosi się w momencie, gdy samochód się do niego zbliża, a pieniądze za przejazd ściągane są na podstawie odczytów z urządzenia pokładowego. Slow & go wydaje się dziś jedynym rozwiązaniem akceptowalnym dla koncesjonariuszy. Alternatywą jest wdrożenie systemu MLFF, czyli całkowita rezygnacja z bramek, ale jest to rozwiązanie dużo droższe (wdrożenie na odcinkach koncesyjnych i autostradach GDDKiA oraz dostarczenie 5 mln urządzeń pokładowych kosztowałoby 640 mln zł). Krzysztof Gorzkowski przekonuje, że tego rodzaju rozszerzenie systemu na odcinki koncesyjne nie wiąże się z koniecznością zmian prawa, a jedynie podpisaniem trójstronnej umowy między stronami – koncesjonariuszem, operatorem systemu i rządem.
Przedstawiciel jednej ze spółek zarządzających odcinkami autostrad podchodzi do wyliczeń Kapscha z rezerwą. – – twierdzi nasz rozmówca. Nastroje studzi też Zofia Kwiatkowska, rzeczniczka Autostrady Wielkopolskiej SA, zarządzającej odcinkiem A2 od Konina do granicy z Niemcami. – – podkreśla Kwiatkowska. Wtedy kończy się umowa rządu z Kapschem i zostanie rozpisany przetarg na dalszą rozbudowę systemu.
Zdaniem GDDKiA najważniejsze jest wypracowanie wspólnego stanowiska przez strony umów koncesyjnych. – przekonuje Łukasz Jóźwiak z GDDKiA. Choć strona rządowa sama przyznaje, że rozmowy z koncesjonariuszami są kluczem do rozwiązania problemu, to jednocześnie niespecjalnie się do nich kwapi. Według Zofii Kwiatkowskiej ostatnie rozmowy z rządem w tej sprawie odbyły się w październiku 2014 r. i zostały zawieszone przez MIiR w związku z zamiarem rozpisania nowego przetargu.
Część ekspertów przekonuje przy tym, że ponowna decyzja o podniesieniu szlabanów spowoduje też straty w innych gałęziach transportu. Może się to przyczynić m.in. do zatrzymania wzrostu liczby pasażerów PKP Intercity, który zaczął się od stycznia tego roku. – – komentuje Marcel Klinowski ze Stowarzyszenia Republikanie.
Starczyłoby na jedną cała obwodnicę
Kierowcy podróżujący nad morze się cieszą, ale eksperci nie zostawiają na rządzie suchej nitki. – – zwraca uwagę dr Michał Beim, ekspert ds. transportu z Instytutu Sobieskiego. Jego zdaniem takie decyzje są nieuczciwe wobec użytkowników innych płatnych dróg, skoro na jednych autostradach szlabany się podnosi, a na innych już nie.
– – dodaje Beim. Podobnego zdania jest Marcel Klinowski, szef zespołu ds. transportu w Stowarzyszeniu Republikanie. –– uważa.