Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Poszkodowana została w nim ówczesna premier Beata Szydło oraz funkcjonariusze BOR.

Jak poinformowała w komunikacie rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie sędzia Beata Górszczyk, na rozprawę wezwano czterech świadków, którzy stawili się w sądzie. Przesłuchiwano ich od około godz. 9 do godz. 15, po czym rozprawa została przerwana do 28 stycznia. Wówczas sąd planuje przesłuchanie pięciu kolejnych świadków.

Rozprawa odbyła się z wyłączeniem jawności, z uwagi na - jak podkreśliła sędzia Górszczyk - "konieczność wykonania czynności procesowych w oparciu o ustawę o ochronie informacji niejawnych".

Rozprawa odbyła się przed Sądem Rejonowym w Oświęcimiu, który korzystał z sali rozpraw na terenie krakowskiego SO.

Wicepremier Beata Szydło zeznania przed sądem składała prawdopodobnie w zeszłym tygodniu, podczas rozprawy odbywającej się również w trybie niejawnym. Z informacji zamieszczonych na wokandzie wynikało, że na godzinę 10.50 wezwana została osoba o inicjałach B.S. Przedstawicielka biura prasowego krakowskiego sądu potwierdziła, że osoba ta znajduje się na sali.

Dziennikarze oczekiwali wówczas na stawienie się Szydło przed wejściem do pawilonu, w którym odbywała się rozprawa. Wicepremier - jeśli znajdowała się na sali - weszła do sądu innym, niedostępnym dla dziennikarzy wejściem.

Proces dotyczący wypadku z udziałem ówczesnej premier rozpoczął się 16 października przed Sądem Rejonowym w Oświęcimiu. Jednak ze względu na to, że sąd ten nie posiada sali do wykonywania czynności, gdy postępowanie jest niejawne i konieczne jest korzystanie z materiałów znajdujących się w kancelarii tajnej, kolejną rozprawę wyznaczono w Krakowie.

Klauzulą niejawności są objęte m.in. zeznania funkcjonariuszy BOR (obecnie SOP), którzy mówią o obowiązujących w tej służbie procedurach.

Prokuratura zarzuciła Sebastianowi Kościelnikowi (zgodził się na ujawnienie swojego wizerunku, imienia i nazwiska – PAP) nieumyślne spowodowanie wypadku. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.

Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której jechała Beata Szydło (jej pojazd znajdował się w środku kolumny - PAP) wyprzedzała fiata seicento. Jego kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto ówczesnej szefowej rządu, które następnie uderzyło w drzewo.

W akcie oskarżenia, wskazano, że kierowca przepuścił samochód emitujący świetlne sygnały uprzywilejowania, ale później nie zachował ostrożności, nie obserwował jezdni za swoim autem i nie upewnił się, czy pojazd uprzywilejowany jest jeden, czy więcej. Ruszył, nie ustępując pierwszeństwa, i doprowadził do zderzenia z drugim samochodem BOR-u, który akurat go wyprzedzał.

Na pierwszej rozprawie Sebastian Kościelnik odmówił składania wyjaśnień. Sędzia odczytała jego wcześniejsze zeznania, w tym pierwsze, krótko po wypadku, gdy przyznał się do zarzutu nieumyślnego spowodowania wypadku. Później nie poczuwał się do winy.

W połowie marca tego roku krakowska prokuratura okręgowa wystąpiła do sądu w Oświęcimiu z wnioskiem o warunkowe umorzenie postępowania. Śledczy chcieli wyznaczenia Sebastianowi Kościelnikowi okresu próby wynoszącego 1 rok. Mężczyzna miałby też zapłacić 1,5 tys. nawiązki. Na umorzenie nie zgodził się Sebastian Kościelnik wraz z obrońcą Władysławem Pociejem.