Dziennik Gazeta Prawana logo

Największy diler Toyoty w Polsce ostro o autach z Chin: To bubel w ładnym opakowaniu

dzisiaj, 05:49
Ten tekst przeczytasz w 11 minut
Jakub Przygoński, wiceprezes Grupy Cygan
Jakub Przygoński, wiceprezes Grupy Cygan: Chińskie samochody będą drastycznie tracić na wartości/Tomasz Sewastianowicz
Chińskie samochody zalewają polski rynek, kusząc niską ceną, designem i wielkimi ekranami. Jednak diabeł tkwi w szczegółach. Jakub Przygoński, utytułowany kierowca rajdowy i nowy CEO Grupy Cygan, bez owijania w bawełnę ocenia ofensywę zza Wielkiego Muru. Wyjaśnia, dlaczego woli 3-letnią Toyotę Corollę od nowego "chińczyka", dlaczego te auta drastycznie stracą na wartości i gdzie dokładnie ukryto największy haczyk.

Największy diler Toyoty ma nowego szefa: Celebrytą nigdy nie byłem. W sporcie na wszystko zapracowałem sam

Tomasz Sewastianowicz: Nazwisko Przygoński otwiera drzwi w biznesie. Czy jednak ludzie w garniturach patrzą na ciebie jak na celebrytę, który nagle wpadł w Excela?

Jakub Przygoński: Celebrytą nigdy nie byłem. Moja popularność zawsze wynikała czysto ze sportu i w tym świecie nadal mocno stoję. Czy nazwisko pomaga? Na pewno długa historia sportowa ułatwia start, bo to zawsze świetny, wspólny temat do rozmowy. Oczywiście w biznesie ostatecznie i tak liczą się wyniki oraz Excel, ale w relacjach z dużymi klientami czy w samej organizacji ten sportowy background po prostu daje wsparcie.

Jesteś szefem w wyniku sukcesji. Musiałeś coś udowodnić? Pokazać, że dorobek poprzednich pokoleń nie przeleci przez palce?

W sporcie na wszystko zapracowałem sam – nikt za mnie nie jechał motocyklem ani samochodem. W biznesie sytuacja jest inna. Jestem trzecim pokoleniem w rodzinie, które kontynuuje to, co blisko 45 lat temu zaczął mój dziadek, Władysław Cygan – jeden z pierwszych dilerów Toyoty w Polsce. Prowadzimy sprzedaż Toyoty, Lexusa i aut używanych. Jesteśmy firmą rodzinną z polskimi korzeniami. To niesie za sobą duże ryzyko, ale też ogromną siłę. Dbamy o załogę i zaufanie klientów. Łączę ciężką pracę z wizją przeniesioną ze sportu i to przynosi efekty.

Jakub Przygoński, wiceprezes Grupy Cygan
Jakub Przygoński, wiceprezes Grupy Cygan/Tomasz Sewastianowicz

Trening o 6:30 rano, potem etat w biurze. Tak sprzedaje się samochody

Z jakich nawyków ze świata motorsportu musiałeś zrezygnować, żeby wchodząc do biura, nie "roznieść" tego wszystkiego?

Przede wszystkim z czasu. Praca w Grupie Cygan to normalny, wielogodzinny etat każdego dnia. Ale z motorsportem się nie żegnam – wciąż jestem aktywnym zawodnikiem. Startuję w 11-13 weekendów w roku. Do tego dochodzą codzienne treningi od 6:30 do 8:00 rano. Dla mnie to odskocznia. Gdybym zamknął się tylko w biurze i na spotkaniach, nie poradziłbym sobie z tym psychicznie. Wyjazd na weekend wyścigowy, gdzie nie ma telefonów i maili, a liczy się tylko czysta prędkość, daje mi niesamowity reset. W poniedziałek wracam fizycznie zmęczony, ale z czystą głową.

Używane auto z salonu czy od handlarza z Radomia? Przygoński: Na rynku nie ma cudów

Teraz szczerze: Dlaczego mam kupić używane auto u ciebie, skoro u handlarza w Radomiu znajdę taki sam model 20 tysięcy złotych taniej? Za co dopłacam?

Właśnie otworzyliśmy nowy punkt Samochody Używane Bemowo. Sprzedaż aut z drugiej ręki w Polsce wciąż kojarzy się ludziom z ogromnym stresem – z mitycznym handlarzem, który chce nas oszukać i coś ukryć. Chcę temu całkowicie zaprzeczyć. Na rynku nie ma cudów ani niesamowitych okazji. Auta bardzo łatwo wycenić i porównać.

U nas klient kupuje samochód z pełną, transparentną historią, sprawdzonym stanem technicznym i gwarancją. Ma nawet możliwość zwrotu pojazdu. Dajemy spokój na najbliższe rok, dwa czy trzy lata. Chcemy odbudować zaufanie, które ten rynek w Polsce przez lata tracił.

Polacy mają dość samochodów z Niemiec: Skombinowanej Alfy Romeo nie odkupimy

Otwieracie tak duży obiekt z samochodami używanymi, bo nowe auta stały się za drogie, czy po prostu na "używkach" łatwiej się zarabia?

Wyniki finansowe zostawiłbym na samym końcu, bo to rynek ogromnie konkurencyjny i wysokiego ryzyka. Kluczowy jest fakt, że rynek aut używanych w Polsce drastycznie się zmienia. Będziemy importować coraz mniej samochodów zza granicy, bo Polacy tracą do nich zaufanie. Mamy dość aut sprowadzanych z Niemiec z nieznaną historią. Samochód kupiony pierwotnie w Polsce ma udokumentowane przeglądy w serwisach, jasne wpisy z badań technicznych. Wiemy o nim wszystko. Nasz nowy punkt to po prostu odpowiedź na te oczekiwania klientów, którzy nie chcą tracić czasu na niespodzianki u mechaników.

W ofercie macie tylko Toyoty, czy pod nosem japońskiej marki nie boicie się postawić Volkswagena, Opla czy Kii?

Stosujemy multibrand. Około 60% naszej oferty na Bemowie to Toyoty w ramach programu Toyota Pewne Auto, bo one sprzedają się najlepiej ze względu na swoją legendarną niezawodność. Ale obok stoi Opel, Volkswagen czy Kia. Mamy auta 2-, 4- czy 6-letnie. Wszystkie są dokładnie sprawdzone.

A co zrobisz, jeśli klient przyjedzie oddać w rozliczeniu auto i podczas weryfikacji wyjdzie, że coś z nim jest mocno nie tak? Pokażesz mu drzwi?

Jeżeli auto będzie ewidentnie "skombinowane", bez historii, po prostu go nie odkupimy. Przykład? Samochody marek trudno sprzedawalnych, jak chociażby Alfa Romeo – jeśli ktoś przywozi auto z problematyczną przeszłością i chce kombinować, to my w takie sytuacje bezsensownego ryzyka nie wchodzimy. Ryzyko techniczne bierzemy na siebie, dlatego musimy być pewni tego, co odkupujemy. Ale w większości standardowych przypadków pomagamy klientom i bez problemu rozliczamy ich dotychczasowe samochody.

3-letnia Corolla czy nowy "chińczyk"? Przygoński: Tam jest duży haczyk

To teraz trudne pytanie. Masz w kieszeni 110 tysięcy złotych. Kupujesz 3-letnią, sprawdzoną Toyotę Corollę, czy idziesz do salonu obok po pachnącego nowością, naszpikowanego technologią "chińczyka"?

Powiem krótko i oprę się na faktach: wybieram używaną Toyotę. Dlaczego? Wyobraź sobie sytuację, że ktoś przypadkowo urywa ci lusterko albo stłuczesz przednią lampę. W Toyocie część masz dostępną od ręki – jutro auto żyje i jedzie dalej. W przypadku wielu marek chińskich dzisiaj tak to nie wygląda. Uszkodzisz drobiazg i tracisz samochód na tygodnie, bo nie ma części.

Druga sprawa to jakość systemów i to, co widzimy na wielkich ekranach. Czy te komputery mówią prawdę? Chociażby w kwestii spalania – wszyscy zaczynamy dostrzegać, że te dane na wyświetlaczach chińskich aut bywają mocno przekłamane.

Jeśli to, co widzę na ekranie, jest nieprawdą, to ja osobiście bałbym się o to, co jest głębiej: w silniku, w systemach bezpieczeństwa, takich jak ABS czy ESP. Świat jest zbalansowany, a rynek konkurencyjny – jeśli coś jest nagle o wiele tańsze, to w tym musi być ukryty duży haczyk.

Toyota samochody używane
Toyota samochody używane/Tomasz Sewastianowicz

Wielu klientów, których wcześniej nie było stać na samochód z salonu, teraz zamiast auta używanego wybiera nowe z Chin. Nie boisz się, że za kilka lat zabraknie wam klientów na samochody używane?

Ekspansja marek z Azji na pewno wpłynie na rynek, ale spójrzmy na to historycznie. Jeszcze 10-15 lat temu silną pozycję w mainstreamie miały takie marki jak Fiat, Ford, Peugeot, Citroen czy Opel. Dzisiaj ich rola w tym głównym nurcie mocno spadła. Powstała pusta przestrzeń, którą ktoś musiał zająć – i zajęły ją marki chińskie. Taka konkurencja jest zdrowa dla rynku. Toyota to potężny, stabilny globalny brand, który nie pozwoli sobie na mówienie nieprawdy. Japończycy grają ultra-transparentnie: potrafią wezwać milion aut do serwisu z powodu błahej usterki, bo dbają o czystość przekazu. Zawsze znajdą się ludzie, którzy wolą sprawdzoną jakość niż ryzyko jazdy technologiczną niewiadomą.

A przyjąłbyś dzisiaj chińskie auto w rozliczeniu? Jak oceniasz ich utratę wartości za 2-3 lata?

To będzie potężny problem. Chińskie samochody będą drastycznie tracić na wartości. One dopiero teraz zaczynają masowo jeździć po naszych drogach i klienci dopiero na własnej skórze zaczynają odkrywać ich realne problemy. W sieci widzimy genialny, sprytny PR i lobbing tych marek, ale rzeczywistość to zweryfikuje. Im więcej ich będzie na drogach, tym częściej będzie widać, że pod ładnym opakowaniem kryje się często „bubel mechaniczny”. Oczywiście za kilkanaście lat rynek się wyrówna, tak jak to było kiedyś z producentami z Korei.

Pamiętamy przecież pierwsze generacje Kii...

Waśnie. Dzisiaj Kia to świetna, zaufana marka. Ale 15-20 lat temu i ich pierwsze modele, jak choćby małe Picanto – przecież to wyglądało i jeździło jak karton na kołach. Chińskie auta nadrabiają dzisiaj nowoczesnym wyglądem, ale technologicznie, pod spodem, te systemy wciąż nie są tak dopracowane jak w dojrzałych markach z chociażby z ponad 30-letnim doświadczeniem w hybrydach.

Toyota samochody używane
Toyota samochody używane/Tomasz Sewastianowicz
Toyota samochody używane Bemowo
Toyota samochody używane Bemowo/Tomasz Sewastianowicz

Emerytura? W ogóle nie ma tematu. "Na Dakar wrócę tylko po podium"

Rozumiem, że sportowej emerytury na razie nie planujesz?

W ogóle nie ma takiego tematu. Wciąż mam w sporcie coś do udowodnienia. Po prostu nieco wydłużyłem sobie dobę. Człowiek z wiekiem potrzebuje trochę mniej snu, więc wstaję wcześniej i cisnę dalej.

A powrót na Dakar?

Chciałbym wrócić, ale wyłącznie w formie, która interesuje mnie najbardziej: walki o podium. Żeby to osiągnąć, trzeba poświęcić ogromną ilość czasu, ale przede wszystkim mieć budżet na fabryczny team i topowy samochód. Te kwoty są w tej chwili poza zasięgiem możliwości finansowych polskich sponsorów. Na Dakarze byłem już 13 razy. Zajmowałem 4., 5., 6. miejsca. Doskonale wiem, co trzeba zrobić, żeby dojechać do mety. Żeby jednak wskoczyć na podium, potrzeba potężnego zaplecza technologicznego, jakie mają tylko ekipy fabryczne, oraz oczywiście odrobiny szczęścia.

Potworne obciążenie w biznesie: Ten stres jest gigantyczny

Szczerze: Gdzie masz wyższe tętno i więcej adrenaliny? Tam na pustyni, lecąc na limicie, czy w biurze pod koniec miesiąca, gdy trzeba zamknąć plany sprzedażowe, a obok rosną mury nowej inwestycji?

Biznesowo ten stres jest potężny, po prostu gigantyczny. Zatrudniamy prawie 750 osób, więc świadomość, że odpowiadasz za każdego z tych pracowników i ich rodziny, to potworne obciążenie psychiczne. Do tego dochodzą wielkie projekty, jak trwająca właśnie budowa. Trzeba sobie z tym radzić, ale natura tych dwóch światów jest zupełnie inna. Stres w sporcie jest prosty – masz jasne, czyste zadanie do wykonania tu i teraz. Jest niesamowicie intensywny, ale trwa krótko. W biznesie mamy do czynienia ze stresem męczącym.

Bo nie odpuszcza po przekroczeniu linii mety?

Dokładnie, on jest potwornie rozciągnięty w czasie. Trwa dniami, tygodniami, miesiącami. I tu pojawia się ciekawa zależność: ten nagły, potężny stres w samochodzie rajdowym jest mi wręcz potrzebny do przeżycia w korporacyjnej rzeczywistości. On działa jak czysty reset. Wpadam w ryk silnika, pełne skupienie i ten sportowy strzał adrenaliny brutalnie, ale skutecznie przecina linię długoterminowego, męczącego napięcia biznesowego. Wracam do pracy z czystą głową.

Pierwszy taki salon Toyoty i Lexusa w Europie. Gigantyczna inwestycja w Warszawie

Wspomniałeś o budowie obok. Kiedy oficjalnie otwieracie nowy punkt Grupy Cygan na warszawskim Bemowie?

Planujemy wielkie otwarcie na 10 października. Czasu zostało naprawdę niewiele, a projekt jest potężny. Mogę już teraz zdradzić, że ten obiekt będzie pierwszym w Europie salonem Toyoty i Lexusa, który jest całkowicie neutralny energetycznie.

Cała energia, którą ten gigantyczny obiekt sam wytworzy, będzie przez niego wewnętrznie zużywana. Na tym polegała nasza wizja – tworzymy technologiczny wzór dla całej sieci w Europie.

Lokalizacja w Warszawie też chyba nie jest przypadkowa?

Wybór tego miejsca był kluczowy. Jesteśmy tuż przy planowanej stacji Metro Lazurowa i bezpośrednio przy trasie S8, czyli przy największej arterii transportowej w Polsce. Dla klientów to idealny punkt – łatwo dojechać z każdej strony kraju, łatwo nas znaleźć.

Co ważne, nie tworzymy zwykłego punktu sprzedaży. Tworzymy kompletny ekosystem motoryzacyjny. W jednym miejscu klient dostanie absolutnie pełen wachlarz usług: od luksusowych modeli Lexusa, przez najnowsze i legendarne już osobowe Toyoty, aż po potężną strefę samochodów używanych oraz pełną gamę aut dostawczych dla biznesu. Wjeżdżasz w jednym celu, a wyjeżdżasz z kompletnym rozwiązaniem.

To będzie największy salon Toyoty i Lexusa w Europie
To będzie największy salon Toyoty i Lexusa w Europie/Tomasz Sewastianowicz
To będzie największy salon Toyoty i Lexusa w Europie
To będzie największy salon Toyoty i Lexusa w Europie/Tomasz Sewastianowicz
Toyota samochody używane
Toyota samochody używane/Tomasz Sewastianowicz
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Tomasz Sewastianowicz
Tomasz Sewastianowicz

Dziennikarz. W branży od czasów, kiedy w poszukiwaniu auta jechało się w niedzielę na giełdę samochodową, a radio z odtwarzaczem kasetowym było luksusem na równi z klimatyzacją. Dziś lubi auta elektryczne, ale ciągle szanuje silnik Diesla – nie tylko w czołgu. Testuje motoryzacyjne nowości i donosi o gorących premierach z prezentacji. Poza motoryzacją śledzi przepisy ruchu drogowego oraz wszystko, co związane z bezpieczeństwem. Uważa, że w pracy liczy się efekt i dopracowanie tematu.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraNiemcy pompują 5 miliardów w polskie miasta: To koniec części z Chin i Indii »
Zapisz się na newsletter
Zmiany w przepisach dla kierowców, najświeższe informacje ze świata motoryzacji, premiery, testy najnowszych modeli aut, porady. Od kiedy zakaz samochodów spalinowych? Czy pieszy ma zawsze pierwszeństwo? Gdzie zainstalują nowe fotoradary i kamery odcinkowego pomiaru prędkości? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w newsletterze Auto.dziennik.pl.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj