Dlaczego system "wybacza" niektórym kierowcom?
Wielu kierowców zakłada, że każde najmniejsze złamanie przepisów automatycznie oznacza mandat. W praktyce nie jest to aż tak zero-jedynkowe. Systemy używane w Polsce mają ustawione progi, poniżej których po prostu nie rejestrują wykroczenia.
W efekcie zdarza się, że ktoś jedzie nieco szybciej, niż powinien, i nie dostaje żadnej kary. Nie wynika to z wyjątkowego "szczęścia", tylko z faktu, że urządzenie nie uznało tego za wykroczenie w swoim technicznym zakresie działania.
Tak system fotoradarów namierza kierowców
W Polsce fotoradary i systemy odcinkowego pomiaru prędkości działają w ramach sieci CANARD. To kilkaset urządzeń rozmieszczonych przy drogach, które mierzą prędkość przy pomocy technologii radarowej lub laserowej i automatycznie dokumentują wykroczenia.
Same urządzenia nie reagują jednak na każdą różnicę względem limitu. Kluczowy jest próg aktywacji, który uwzględnia margines błędu pomiaru. W praktyce oznacza to, że niewielkie przekroczenia nie zawsze kończą się zdjęciem.
Magiczna granica 10 km/h. O tyle możesz przekroczyć limit bez mandatu
Jaka jest zatem realna tolerancja fotoradaru czy odcinkowego pomiaru prędkości względem obowiązującego ograniczenia?
– Ustawiony próg wyzwolenia urządzeń rejestrujących prędkość uwzględnia możliwość błędu kierowcy, który wynosi do 10 km/h włącznie w utrzymaniu dopuszczalnej prędkości – powiedział dziennik.pl Wojciech Król z GITD.
W praktyce oznacza to, że przy limicie 50 km/h jazda z prędkością 58–59 km/h zwykle nie uruchamia jeszcze pomiaru, który skutkowałby mandatem. Dopiero przekroczenie o około 11 km/h i więcej powoduje rejestrację wykroczenia i uruchomienie procedury mandatowej. To nie jest „furtka”, tylko sposób ustawienia systemu, który ma uwzględniać możliwy błąd pomiarowy i zmienne warunki drogowe.
Błysk flesza to nie wyrok. Kiedy zdjęcie trafia do kosza?
Kierowcy często kojarzą fotoradar z charakterystycznym błyskiem. Problem w tym, że flesz wcale nie musi zwiastować kłopotów.
Zdarza się, że urządzenia pracują w trybie testowym lub kalibracyjnym – wówczas wykonują zdjęcia bez żadnych konsekwencji. W takiej sytuacji kierowca może zobaczyć błysk, ale sprawa ostatecznie nie trafia do systemu CANARD.
Jest też druga strona medalu: brak błysku nie oznacza, że nic się nie wydarzyło. Nowoczesne fotoradary często działają w trybie, który nie wymaga widocznego doświetlenia, więc zdjęcie może zostać wykonane całkowicie niezauważalnie dla sprawcy.
Fotoradar kontra "suszarka". Policjant może być mniej pobłażliwy
O ile fotoradary stacjonarne mają zaprogramowaną tolerancję, to policja z przenośnymi miernikami może karać nawet za minimalne wykroczenia. Urządzenia te mają margines błędu wynoszący zaledwie 3 km/h (do 100 km/h) lub 3% (powyżej), co daje mundurowym prawo do interwencji niemal przy każdym przekroczeniu.
Jednak policjanci zazwyczaj zaczynają karać od przekroczenia o ponad 10 km/h, choć nie jest to oficjalna zasada. Warto o tym pamiętać, bo w tym przypadku lepiej nie polegać na pobłażliwości drogówki.
Zapas to nie zaproszenie do szybszej jazdy
To, że mandat czasem nie przychodzi, nie oznacza, że można na tym polegać. System jest ustawiony tak, żeby ignorować drobne odchylenia, ale przy większym przekroczeniu działa już bez wyjątków. Krótko mówiąc: "zapas" istnieje, ale zdecydowanie nie jest zaproszeniem do łamania przepisów.