Rządowy inwestor nie dowierza Alpine Bau, wykonawcy mostu w Mszanie. Przypomnijmy, że spółka 25 maja została - po raz drugi - usunięta z budowy tej przeprawy (a od 19 czerwca znajduje się w upadłości). Jak dowiedział się DGP, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podjęła decyzję o skanowaniu całej płyty mostu w poszukiwaniu usterek, które mogłyby w przyszłości zagrozić trwałości konstrukcji. Decyzja zapadła podczas narady na najwyższym szczeblu GDDKiA. Inwestor nie dysponuje specjalistycznym sprzętem rentgenowskim, dlatego zleci usługę na zewnątrz.

– Most w Mszanie zostanie potraktowany w sposób wyjątkowy z uwagi na to, że w przeszłości wykonawca nie stosował się do rygorów technologicznych i popełniał błędy wykonawcze – wyjaśnia Liliana Zając z GDDKiA.

Rządowy inwestor obawia się w szczególności o stan zabetonowanych w płycie rur osłonowych kabli sprężających, z których część może być uszkodzona. Powodem wstrzymania prac na moście w marcu ubiegłego roku przez śląski nadzór budowlany było odkrycie, że rury zostały ułożone nieprecyzyjnie (dopuszczalne odchylenie wynosiło pół milimetra, tymczasem w rzeczywistości wykryto przesunięcia sięgające nawet 15 cm). Alpine twierdziło, że brak precyzji wynika ze złego projektu mostu. Firma od początku kwestionowała jakość projektu przeprawy w Mszanie.

Jak ustaliliśmy, most był już raz skanowany. W ubiegłym roku zostały sprawdzone trzy z 20 przęseł. Teraz GDDKiA chce sprawdzić osłony na całej długości przeprawy. Nieufność inwestora jest skrajna, bo gra idzie o wysoką stawkę. Gdyby GDDKiA nie udało się skończyć mostu według istniejącej dokumentacji, byłby to dowód na błędy projektowe, o istnieniu których Alpine informowała już m.in. prokuraturę. To z kolei mogłoby być bardzo ważnym argumentem w procesie o 1,2 mld zł odszkodowania od GDDKiA, do którego zapewne przyłączy się austriacki syndyk.

– Most jest gotowy w 95 proc., a jego otwarcie to sprawa prestiżu dyrekcji. Alpine od 2010 r. domaga się od GDDKiA odszkodowania, dowodząc, że projekt jest wadliwy. Skończenie budowy mostu nie było po prostu w interesie wykonawcy, bo stanowiłoby dowód, że projekt jest wykonany zgodnie ze sztuką budowlaną – usłyszeliśmy w GDDKiA.

– Teoria sabotażu na moście jest absurdalna. Na tej budowie nie mogliśmy zrobić nawet jednego kroku bez wiedzy inspektora nadzorującego budowę z ramienia GDDKiA – twierdzi Jarosław Duszewski z Alpine Bau.

Jeśli skanowanie wykaże, że osunięcie osłon występuje na całej długości, to konieczne będzie rozbieranie płyty, a to podniesie i tak astronomiczne koszty. Budowa mostu pochłonęła dotychczas 58 mln zł. GDDKiA zleciła tydzień temu wymagane przez śląski nadzór naprawy na moście bez przetargu firmie Intercor za 55 mln zł. Jak zapowiedziała GDDKiA, wartość umowy zostanie w całości pokryta z zajętej gwarancji Alpine Bau.

– To nieprawda, koszty będą większe. GDDKiA już posiada zamówione przez nas materiały za 8 mln zł, więc sam program naprawczy mostu pochłonie co najmniej 63 mln zł. Dyrektor Witecki gotowy jest wydać następne dziesiątki milionów złotych, żeby zatuszować błędy konstrukcyjne obiektu – podkreśla Jarosław Duszewski.

Alpine kwestionuje też zapowiadane przez GDDKiA zakończenie napraw do 31 sierpnia. Duszewski wylicza, że 638 specjalistycznych kotew wykonywanych tylko przez jedyną firmę zostanie dostarczonych najwcześniej w październiku. Z tego samego powodu – twierdzi Alpine – nierealne jest puszczenie ruchu w pierwszej połowie 2014 r.

Monumentalny most w Mszanie przebiega nad strumieniem o szerokości 50 cm. Wykonawca bez skutku proponował, żeby przeprawę rozebrać i zbudować w jej miejscu nasyp z przepustem.