Dziennik Gazeta Prawana logo

Uważaj, bo dostaniesz mandat i stracisz dowód rejestracyjny. Wielka akcja policji

28 sierpnia 2018, 12:12
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Tablica rejestracyjna
Tablica rejestracyjna/Shutterstock
Policja prowadzi nową akcję. Tym razem mundurowi będą sprawdzać, czy zatrzymany do kontroli samochód może jeździć po polskich drogach. Do testów użyją dymomierzy i analizatorów spalin. Funkcjonariusze w białych czapkach mogą również zatrzymać dowód rejestracyjny po badaniu "na oko".

– powiedział dziennik.pl podinsp. Radosław Kobryś z Biura Ruchu Drogowego KGP – wyjaśnił policjant.

Przedstawiciel KGP wyliczył, że od początku roku w trakcie siedmiu przeprowadzonych akcji mundurowi skontrolowali w całej Polsce ponad 166 tys. pojazdów i zatrzymali niemal 3,8 tys. dowodów rejestracyjnych. uściślił.

Kobryś zapowiedział, że w środę od rana funkcjonariusze będą również reagować na inne wykroczenia związane ze stanem technicznym pojazdów. wyjaśnił i dodał, że akcja ma również charakter edukacyjny. dodał.

100 urządzeń i "na oko" za wycieki czy kłęby dymu

Jak będzie wyglądać badanie na drodze?

wyjaśnił Kobryś.

Przedstawiciel KGP zaznaczył, że mundurowy ma też prawo zatrzymać dowód rejestracyjny i skierować pojazd na badania techniczne nawet wtedy, kiedy nie ma przy sobie specjalistycznego sprzętu. Jakim cudem?

przypomniał Kobryś. wyjaśniał.

Poza zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego kierowca, który ewidentnie zaniedbał obsługę swojego samochodu może liczyć się z mandatem nawet do 500 zł. Ale to nie będą jedyne koszty…

– zapowiedział policjant. Czyli, dochodzi jeszcze opłata za transport do warsztatu.

Gdzie jest filtr DPF?

Nie jest tajemnicą, że problemem na polskich drogach stają się pojazdy z wyciętym filtrem cząstek stałych DPF. Policja jednak nie dysponuje urządzeniami do ustalenia, czy była ingerencja w układ wydechowy.

Być może cała sytuacja niebawem się zmieni. Przypominamy, że politycy chcą zaostrzyć kary za wycięty filtr domagają się mandatu 5 tys. i holowanie na koszt kierowcy CZYTAJ WIĘCEJ>>

DPF lub FAP, czyli filtr cząstek stałych to rozwiązanie, które ma zmniejszać emisję szkodliwych substancji zawartych w spalinach samochodowych, a szczególnie rakotwórczych cząsteczek sadzy. Jednak nie da się ukryć, że ten element jest koszmarem właścicieli aut z silnikami Diesla. W zależności od warunków eksploatacji taki filtr DPF trzeba wymienić na nowy po 80-200 tys. km, a to kosztuje od ok. 2 tys. zł do 15-16 tys. zł. Eksperci z firm zajmujących się regeneracją filtrów zwracają uwagę na to, że trafiają do nich filtry zatkane już po 30 tys. km. I głównie z tych powodów kierowcy decydują się na wycięcie filtra DPF z układu wydechowego auta. Nawet mimo tego, że to niezgodne z prawem a także szkodliwe dla zdrowia człowieka oraz środowiska.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Zmiany w przepisach dla kierowców, najświeższe informacje ze świata motoryzacji, premiery, testy najnowszych modeli aut, porady. Od kiedy zakaz samochodów spalinowych? Czy pieszy ma zawsze pierwszeństwo? Gdzie zainstalują nowe fotoradary i kamery odcinkowego pomiaru prędkości? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziesz w newsletterze Auto.dziennik.pl.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj