Kierowcy muszą uważać - w poniedziałek najłatwiej o kolizję
Kierowcy mają nowy powód, by nie przepadać za poniedziałkami. Dane Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego pokazują, że właśnie wtedy najczęściej dochodzi do kolizji i wypadków na polskich drogach. To zmiana trendu - do tej pory najbardziej pechowym dniem dla kierowców był piątek. Na drugim biegunie niezmiennie znajduje się z kolei niedziela - to właśnie wtedy dochodzi do najmniejszej liczby szkód. W przypadku OC niedziele odpowiadały za zaledwie 6,6 proc. wszystkich zgłoszeń, a przy AC za 8,9 proc.
W najnowszym raporcie dotyczącym pierwszych trzech miesięcy 2026 roku widać też inną tendencję. Odszkodowania są coraz wyższe, a koszty likwidacji szkód rosną. W pierwszym kwartale 2026 roku poszkodowani zgłosili ponad 263 tys. szkód z obowiązkowego ubezpieczenia OC. Dodatkowo odnotowano blisko 220 tys. szkód likwidowanych z autocasco. Łączna wartość wypłaconych odszkodowań sięgnęła prawie 5,7 mld zł i była aż o 11,4 proc. wyższa niż rok wcześniej. Czy kierowców czeka wzrost cen polis?
Coraz droższe szkody. Co z cenami OC?
W pierwszym kwartale 2026 roku z polis OC wypłacono ponad 3,2 mld zł. Z tej kwoty ponad 406 mln zł dotyczyło szkód osobowych, czyli obrażeń odniesionych przez uczestników zdarzeń drogowych. Z kolei z polis AC ubezpieczyciele wypłacili blisko 2,5 mld zł. Rosnące kwoty nie są dziełem przypadku - powodów szybujących kosztów napraw jest kilka.
Coraz lepsze wyposażenie aut kosztuje - szczególnie wtedy, gdy wymagana jest naprawa powypadkowa. Zaawansowane reflektory LED i matrycowe, radary systemów wspomagających kierowcę, kamery, czujniki parkowania czy rozbudowana elektronika. Nawet niegroźne uderzenie w zderzak może oznaczać konieczność wymiany elementów kosztujących kilka lub kilkanaście tysięcy złotych.
Choć ceny ubezpieczeń samochodów pozostają stabilne, a stopniowe zmiany nie rujnują kieszeni kierowców, ubezpieczyciele od jakiegoś czasu alarmują - marże są obecnie bardzo niskie, a w perspektywie najbliższych lat możemy mieć do czynienia z podwyżkami. Po wieloletnim trendzie zniżkowym, kwoty proponowane przez najpopularniejsze towarzystwa już w 2024 roku poszły w górę. Obecnie utrzymują się na relatywnie niskim poziomie.
Polacy coraz częściej kupują AC
Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku aktywnych było ponad 31,2 mln polis OC oraz ponad 8,3 mln polis autocasco. Oznacza to, że kierowcy w Polsce coraz chętniej decydują się na dodatkową ochronę. Jeszcze kilka lat temu autocasco było kojarzone głównie z nowymi i drogimi samochodami. Dziś coraz więcej kierowców decyduje się na AC, nie bez powodu obawiając się wysokich kosztów napraw po kolizji lub kradzieży.
Co z kierowcami bez ubezpieczenia OC?
Z OC sprawa jest jasna - każdy zarejestrowany w Polsce samochód musi mieć wykupione obowiązkowe ubezpieczenie - wystarczy choć jeden dzień przerwy w ciągłości OC, by odpowiednia pozycja w tabelce zaświeciła się na czerwono. Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny nalicza opłatę sięgającą kilku tysięcy złotych i nie działa uznaniowo - wysokość nieuchronnej kary wynika bezpośrednio z przepisów i jest powiązana z płacą minimalną oraz rodzajem pojazdu. UFG nie prowadzi klasycznych kontroli ani nie informuje wcześniej o kończącym się OC. Dane z polis są automatycznie porównywane z rejestrem pojazdów. Jeśli pojawia się luka, system sam generuje wezwanie do zapłaty, które trafia do właściciela pojazdu.
W 2026 roku minimalne wynagrodzenie wynosi 4806 zł brutto, co automatycznie podnosi stawki kar. Dla samochodów osobowych obowiązuje dwukrotność tej kwoty, dla ciężarówek i autobusów trzykrotność, a dla motocykli i skuterów niższe stawki.
Czas przerwy w ciągłości OC | Wysokość kary | % pełnej stawki |
|---|---|---|
1 do 3 dni | 1920 zł | 20 |
od 4 do 14 dni | 4800 zł | 50 |
powyżej 14 dni | 9610 | 100 |
Brak OC w razie wypadku
Jeśli samochód stoi w garażu, konsekwencje kończą się zazwyczaj na konieczności uiszczenia opłaty nałożonej przez UFG. Gorzej, jeśli bez ważnego OC kierowca spowoduje wypadek. W takiej sytuacji UFG wypłaca odszkodowanie poszkodowanym, ale później żąda zwrotu całej kwoty od sprawcy. W praktyce oznacza to zobowiązania sięgające setek tysięcy złotych, a w cięższych przypadkach nawet kilku milionów. – Rekordzista ma do spłacenia aż 4,7 mln zł – powiedział dziennik.pl Damian Ziąber, rzecznik prasowy UFG.