Bezpieczeństwo nie jest w cenie. Graniczące z bandytyzmem ignorowanie przepisów ruchu jest traktowane od lat z cichym przyzwoleniem.
Każdy, kto przymyka na to oko i powiela "piracki" styl jazdy, czy to z przyzwyczajenia, czy hipokryzji ("innych krytykuję, ale ja to co innego - mi wolno"),
dokłada swoją cegiełkę do ogólnego, żałosnego poziomu bezpieczeństwa na polskich drogach.
Czy w takiej sytuacji świeżo upieczony kierowca TIR-a będzie jeździł zgodnie z przepisami, skoro jego doświadczeni koledzy są szybsi niż wiatr i dają mu zły przykład? Nie, nie będzie. Aby
tak się stało, musiałby mieć bardzo silną motywację do bezpiecznej jazdy i mocną psychikę.
Powinien mieć świadomość i dystans do swojej pracy, jakiego brakuje nawet instruktorom, którzy niby uczą rozsądku i przestrzegania przepisów, ale sami, prywatnie, jeżdżą już
"normalnie". Młodzi adepci wielkiej kierownicy szybko się uczą i wkrótce po zrobieniu prawa jazdy na ciężarówkę równają stylem jazdy do normy. To bardzo smutne, ale
powszechne zjawisko.
Pytanie: czy ktoś im powiedział, jak groźny może być wypadek z ich udziałem? Pisaliśmy o tym wielokrotnie, ale podkreślimy to po raz kolejny: kilkadziesiąt ton rozpędzonej masy, gdy napotka
na swej drodze przeszkodę, może doprowadzić do katastrofy drogowej z wieloma porozbijanymi samochodami, a usuwanie z drogi skutków może potrwać cały dzień. Ktoś może zapytać: no tak, ale
czy to nie przesada? Przecież ciężarówki również mają hamulce, w razie czego zdążą się zatrzymać.
Niestety, nie jest to takie proste. Przede wszystkim przeciętny, leciwy TIR nie zahamuje tak sprawnie, jak inne auta, które będą hamowały przed nim. Utrzymanie stabilności kolosa przy takim
ostrym zwalnianiu jest trudne, może przy tym dojść do "złamania" zestawu ciągnik-naczepa, co spowoduje zagrodzenie drogi na całej jej szerokości. Sunąca w poprzek jezdni
przyczepa ma niszczycielską siłę. A nie każdy TIR ma sprawny ABS, nie mówiąc już o systemach stabilizacji toru jazdy, zapobiegających opisanej wyżej sytuacji.
Innym niebezpiecznym zdarzeniem jest najechanie na stojące auta osobowe. Gdy osobówka nie wyhamuje i wpadnie na sznur stojących samochodów, będzie spora kraksa, ale są duże szanse, że nikomu
nic poważnego się nie stanie, o ile wszyscy uczestnicy kolizji będą mieli zapięte pasy i wysunięte zagłówki foteli. Tymczasem wielki TIR wcale nie musi jechać szybko, by zmiażdżyć kilka
aut jak pudełka od zapałek.
Przerażające, jak oczywiste wydają się rzeczy, o których tutaj piszemy. Czy to możliwe, żeby prowadzący TIR-y o nich nie wiedzieli? Wspólną cechą opisanych sytuacji drogowych jest
nadmierna, niedostosowana do warunków ruchu prędkość jazdy, która nie pozwala bezpiecznie wyhamować, gdy zdarzy się coś nieprzewidzianego. Biorąc pod uwagę, że zdolność dostosowania
szybkości do sytuacji na drodze jest podstawową umiejętnością kierowcy, który ma jakiekolwiek pojęcie o prowadzeniu samochodu, wychodzi na to, że ci, którzy notorycznie przekraczają
prędkość, zwyczajnie nie potrafią jeździć. A jeżeli tłumaczą się, że inni też tak jeżdżą, powinni popracować nad swoją psychiką.
Zajmijmy się tym, co udało się udokumentować. Popularne wykroczenie wśród "ciężarowców" - przekraczanie dozwolonej prędkości - najbardziej widoczne jest na terenach
zabudowanych. Jedyne co może zmusić większość kierowców ciężarówek do zwolnienia, to znaczne zagęszczenie ruchu, uniemożliwiające szybszą jazdę. Jeżeli jest pusto albo ruch jest
niewielki, nie zwalniają. Ale też nie mają ku temu motywacji. Zakładając, że moda na bezpieczną jazdę nie istnieje, przestrzeganie przepisów powinno się zwyczajnie opłacać na polu czysto
finansowym. Tymczasem, przy powszechnej komunikacji przez CB-radio, "ciężarowcy" wiedzą o poczynaniach policji wszystko. Wiedzą, gdzie należy zwolnić, a na której trasie
można gnać bez opamiętania, bo nikt ich nie złapie.
Policji brakuje ludzi do pracy, więc prawdopodobieństwo napotkania patrolu, o którym nikt nic nie słyszał, jest znikome. Jeszcze sprawniej przebiega komunikacja chroniąca przed kontrolami
Inspekcji Transportu Drogowego. Obrazek jest mniej więcej taki: inspektorzy rozstawiają się na przydrożnym parkingu, a za kilka minut kilkadziesiąt TIR-ów zjeżdża z trasy na postoje i tam
czeka, aż ITD zakończy "żerowanie". Kierowcy nie chcą, aby na wadze wyszło, że mają przeciążon naczepę. A takie przeciążenie może mieć przerażające skutki. Nie
dość, że grozi pęknięciem opony, to drastycznie zmniejsza szansę skutecznego zahamowania. Obciążone ponad granice możliwości zawieszenie nie działa tak jak powinno, a opanowanie
przeładowanej ciężarówki w przypadku utraty stabilności może się nie udać.
Trudno znowu nie zapytać: czy profesjonaliści - zawodowi kierowcy - naprawdę tego nie rozumieją? Kolejny sposób przekraczania prędkości to wciskanie gazu tam gdzie
"ciężarowców" obejmuje ograniczenie, a auta osobowe mogą jechać szybciej. Ciężarówki jadące ponad 100 km/h to na naszych drogach wcale nie ewenement. Jeden z naszych
czytelników napisał, że przejechał za cysterną pędzącą nawet 120 km/h od morza aż po Śląsk i nikt nie złapał ani jego, ani kilkudziesięciu ton, które jechały przed nim. Dzwonił
kilkakrotnie na policję, ale na drodze nie pojawił się żaden patrol...
Tak można do znudzenia.
I ciągle co roku jest dokładnie tak samo. Pytanie: gdzie leży granica, której firmy przewozowe i ich kierowcy nie są w stanie przekroczyć? Mówią: "jadąc przepisowo, zarobilibyśmy
mniej albo wcale". A gdyby każdy powiedział: "nie płacę podatków, bo przecież gdybym je płacił, zarobiłbym mniej"? Czy to przypadkiem nie to samo? Nie.
Niepłacenie podatku to przestępstwo, ale jego konsekwencje nie kosztują czyjegoś życia i zdrowia, przynajmniej nie bezpośrednio. Jednak stawianie interesów ponad bezpieczeństwo jazdy i życie
ludzi naraża uczestników ruchu na wielkie ryzyko. Światło w tunelu? Owszem. Najnowsze fotoradary mają mieć oddzielne limity prędkości dla TIR-ów i autobusów.
Zabudowany? Niezabudowany!
Kierowca tego TIR-a bezgranicznie wierzy w swoją przewagę. Ma wielki i ciężki pojazd, więc przepis zobowiązujący do jazdy z bezpieczną prędkością jest mu obojętny. Prawie 100 km/h przy
wyprzedzaniu? Po pierwsze, ogranicznik prędkości na pewno nie zadziałał. Po drugie, o ile na takie bezmyślne wyścigi można by jeszcze przymknąć oko na drodze dwukierunkowej, gdzie trudno
jest znaleźć lukę między nadjeżdżającymi autami, o tyle na trasie z dwoma pasami w jedną stronę taka prędkość jest absolutnie zbędna. Po co więc tak pędzić? Może po to, żeby więcej
zarobić na kursie? Taka jazda dowodzi braku umiejętności prowadzenia tak dużego pojazdu. Nie ma tu nawet cienia zdrowego rozsądku, jest za to bezsensowne ryzyko.
Jak takich wyprzedzić?
Kierowca TIR-a, który potrafi myśleć o innych, a nie tylko o sobie, utrzymuje taki odstęp od drugiego TIR-a, by inne auta mogły tam wjechać po wyprzedzaniu. Inaczej za ciężarówkami tworzy
się korek. Gdy jadą one w kolumnie jedna tuż za drugą, kolejka innych aut może mieć nawet kilka kilometrów, bo przy gęstym ruchu z przeciwka nie sposób jest wyprzedzić kilka ciężarówek
naraz. Co więcej, prawidłowy odstęp między dużymi pojazdami powinien być na tyle duży, by zmieścił się tam nie tylko samochód osobowy, ale też np. autobus. Kto jednak o tym
pamięta?
Budowlaniec daltonista?
Jazda ciężką betoniarką wymaga zachowania rezerwy bezpieczeństwa. Takiej, by w razie potrzeby zdążyć się zatrzymać przed przeszkodą bądź widocznym na zdjęciach sygnalizatorem. Ale po co
stawać, skoro można jechać dalej, a inni niech uciekają na trawnik? Jedno jest pewne: ktoś, kto prowadzi tę "gruszkę", nie ma pojęcia o tym, co robi, skoro dał się
zaskoczyć rzeczy tak przewidywalnej i banalnej, jak czerwone światło. Nie próbował nawet hamować - jechał zdecydowanie za szybko, by zdążyć się zatrzymać na
"czerwonym".
Żaden "pasek" go nie zatrzyma!
W katalogu łamanych przez TIR-y przepisów miejsce tuż po ignorowaniu ograniczeń prędkości zajmuje jazda po obszarach wyłączonych z ruchu i przejeżdżanie przez podwójne ciągłe linie.
Kierowcy ciężarówek, którzy uważają się za drogowych macho, nie zdają sobie sprawy, że mają bardzo słabą psychikę, która nie radzi sobie nawet z trzymaniem się zasad bezpiecznej jazdy.
Jeżeli ktoś nie potrafi przeciwstawić siły swojej woli przykładom dawanym przez piratów drogowych, nie powinien siadać za kierownicą, szczególnie TIR-a.
Wszystkowiedzący tempomat
Aby jechać bezpiecznie, trzeba dostosowywać prędkość do warunków drogowych, skrzyżowań i innych zagrożeń. Ale po co to robić, skoro można
sobie zaoszczędzić wysiłku i pędzić "osiemdziesiątką" przez teren zabudowany? Przecież inni kierowcy - widząc takiego rozpędzonego kolosa - i tak pierzchają z drogi.
Kierowca TIR-a jest zadowolony, że jedzie płynnie i szybko, a przewoźnik zarabia, gęściej "upakowując" kursy w tym samym czasie, w którym (jadąc zgodnie z przepisami) TIR
przejechałby znacznie mniejszy dystans. Czy naprawdę nasza polska mentalność i kultura przestrzegania prawa są aż tak zepsute, by omijać przepisy wszędzie tam, gdzie nie dostanie się
"po łapach"? Czy kierowca tego TIR-a może nie zdawać sobie sprawy z ryzyka, jakie niesie ze sobą szaleńcza jazda, nierespektująca żadnych ograniczeń prędkości?
A może to zjawisko tak powszechne, że nikt już nie reaguje na nie...
Pytamy inspekcję transportu drogowego
PU: Oczywiście, ważymy pojazdy ciężarowe. Stosujemy do tego wagi stacjonarne - selekcyjne (wbudowane w jezdnię) - lub przenośne. Niestety, w kraju jest tylko 6 wag stacjonarnych. Inspektorzy
najczęściej ważą pojazdy, wykorzystując wagi przenośne. Ale i tu napotykamy przeszkody. Do przeprowadzenia pomiaru potrzebna jest odpowiednia legalizacja nawierzchni parkingu (specjalny operat
geodezyjny). Niestety, zarządcy dróg nie śpieszą się z przygotowaniem takich miejsc. Tak jakby nie zależało im na ochronie dróg. Należy tu nadmienić, że pieniądze z kar wpływają na
konto zarządcy drogi. Dla przykładu można podać Warszawę, gdzie dotychczas nie wyznaczono żadnego miejsca do ważenia ciężarówek. Na pochwałę zasługuje natomiast działanie władz
Wrocławia - niebawem zostaną uruchomione dwie wagi selekcyjne przy wjeździe i wyjeździe z miasta. Grzywna (kara administracyjna) przy ważeniu pojazdów zależy od poziomu naruszenia prawa i nie
jest objęta limitem.
Paweł Usidus, główny inspektor transportu drogowego
Pytamy policjanta
AK: Odrębny taryfikator wydaje się być dość kontrowersyjny. Lepszym rozwiązaniem byłoby bardziej restrykcyjne traktowanie kierowców, którzy przekroczyli limit punktów karnych (np. orzekanie
obligatoryjnego zakazu prowadzenia pojazdów przez określony czas).
AK: Tak, najnowsze fotoradary mają możliwość ustawienia osobnego progu prędkości dla samochodów ciężarowych i autobusów, czyli pojazdów objętych indywidualnymi ograniczeniami
prędkości.
Nadkom. Armand Konieczny, Wydział Ruchu Drogowego KGP
Tu znajdziecie pełne archiwum "Auto Świata". Polecamy.