Nowa Skoda Peaq wjeżdża na rynek. Volkswagen pęka z zazdrości
Czesi wrzucają wyższy bieg. Oto zupełnie nowa Skoda Peaq – SUV, który jest bezpośrednią odpowiedzią europejskiego giganta na agresywną ekspansję marek z Chin. To także pokaz pomysłowości, której ostatnio wyraźnie brakuje bratniemu Volkswagenowi.
Zresztą nieoficjalnie wiadomo, że w Wolfsburgu z niedowierzaniem patrzono na gotowy model seryjny. I trudno się tej zazdrości dziwić. Wiem, co mówię – widziałem ten samochód na żywo z każdej strony, a co ważniejsze, miałem już okazję nim jeździć. Co dokładnie dostaną kierowcy w Polsce?
Tak wygląda nowy SUV większy niż Kodiaq
Skoda Peaq, ustawiona na 20-calowych kołach, już na powitanie puszcza oko efektowną animacją świateł LED w kształcie litery T. Auto powstało w ekspresowym tempie – opracowanie od czystej kartki do modelu seryjnego zajęło zaledwie trzy lata, czyli o rok krócej niż rynkowy standard.
Efekt? Obietnica została dotrzymana. Peaq to SUV o wyjątkowej urodzie, który niemal w skali 1:1 przenosi na drogi linie efektownego prototypu Vision 7S. Zaprojektowano go w całości zgodnie z nowym językiem stylistycznym Modern Solid, dzięki czemu zupełnie nie przypomina dotychczasowych modeli marki.
Z długością 4,9 m Peaq staje na samym szczycie gamy marki. Zresztą sama nazwa (nawiązująca do angielskiego peak, czyli szczyt) podkreśla jego pozycję. Krótko mówiąc: to największy, najbardziej przestronny i maksymalnie luksusowy samochód, jaki czeska firma kiedykolwiek wypuściła na drogi. Na żywo, szczególnie w lakierze przypominającym różowe złoto, wygląda jak milion euro – przy nim nawet Kodiaq i Superb w najwyższych specyfikacjach wypadają skromnie. Świetny design to zasługa przeróżnych zabiegów.
Przód auta zdominował masywny panel Tech-Deck Face. Tradycyjne żebra grilla ustąpiły miejsca gładkiej, ciemnej tafli tworzywa, która sprytnie maskuje sensory oraz radary systemów wsparcia. Wyżej, tuż nad krawędzią maski, widnieje napis SKODA zamiast tradycyjnego logo ze strzałą.
Wiele uwagi poświęcono aerodynamice. Współczynnik oporu powietrza Cd wynosi jedynie 0,25. Dla porównania rywal Hyundai Ioniq 9 z cyfrowymi lusterkami to 0,26. Peaq patrzy na świat przez reflektory LED Matrix w kształcie litery T. Układ złożony z 18 niezależnych segmentów potrafi w ułamku sekundy "wycinać" z wiązki światła inne pojazdy, chroniąc nadjeżdżających przed oślepieniem. System oferuje cztery automatyczne tryby pracy dostosowane do konkretnych sytuacji: miejski, drogowy, autostradowy oraz specjalny, przeznaczony na złe warunki pogodowe. Zanim jednak zakręcą się koła, zajrzeć do środka…
Rewolucja w środku: klamki z efektem "wow" i fizyczne przyciski
Już na wejściu czeka pierwsze zaskoczenie. Solidne klamki automatycznie wysuwają się z karoserii – to rozwiązanie, którego nie znajdziemy w żadnej dotychczasowej, seryjnej Skodzie. Wszystko w imię walki o jak najniższy opór powietrza. Co ważne, w razie potrzeby można je odchylić mechanicznie, a w przypadku mrozu lub wypadku system automatycznie wymusi ich wysunięcie, dbając o bezpieczeństwo.
Soczyste trzaśnięcie drzwi i Peaq wita mnie minimalistyczną formą. To wnętrze ma swój własny, unikalny styl, zupełnie odrębny od reszty gamy produkcyjnej. Czesi udowadniają tutaj, że nowoczesne technologie mogą być autentycznie przyjazne i przydatne na co dzień.
Cały kokpit zaprojektowano z myślą o intuicyjnej ergonomii. Obsługa najważniejszych funkcji wymaga niewielkiego ruchu dłonią – Czesi na szczęście nie zrezygnowali z porządnych, fizycznych przełączników. Układ deski nawiązuje do wnętrza prototypu Vision 7S lub najnowszego konceptu Vision O.
Z konceptu zapożyczono pionowy ekran o przekątnej 13,6 cala, który ułatwia obsługę – na górze można mieć mapę nawigacji lub widok z kamery, a przyciski umieszczono na dole, dzięki czemu wygodniej do nich sięgnąć bez odrywania ręki od podłokietnika. W praktyce działa to naturalnie i prościej trafić w odpowiednią ikonę.
Nie trzeba też użerać się z menu – system z wyszukiwarką Google ma logicznie ułożone, duże kafelki, a działa szybko i płynnie. Niżej trzy fizyczne przełączniki służą do regulacji temperatury. Dzięki nim siłę i kierunek nawiewu zmieniam jednym kliknięciem. W zasięgu palców są też pokrętła na nowej, dwuramiennej kierownicy.
Skoda pokusiła się również o elektrochromatyczny dach o regulowanej przezroczystości (9 segmentów). Z kolei pod konsolą centralną wygospodarowano miejsce na ładowarki indukcyjne z systemem MagSafe na dwa smartfony (moc 25 W). Pasażerowie z tyłu również nie mają powodów do narzekań – dostali do dyspozycji wydajne porty USB-C oraz podgrzewanie siedzeń.
Wśród opcji znajdziemy również wyświetlacz head-up z rozszerzoną rzeczywistością. Najważniejsze informacje nie są po prostu rzucane na szybę – dzięki sprytnej optyce kierowca ma wrażenie, że unoszą się one na asfalcie, kilka metrów przed maską samochodu.
W trasie działa to kapitalnie. Animowane strzałki nawigacji precyzyjnie pokazują, w którym momencie należy skręcić, a kreska na bieżąco potwierdza, że aktywny tempomat "widzi" poprzedzający nas pojazd. Z kolei pomarańczowe linie natychmiast informują o interwencji asystenta pasa ruchu. W praktyce to genialne ułatwienie.
Sprawdziłem to z miarką. Przestrzeń, która zawstydza limuzyny
Przy wzroście 186 cm szybko znalazłem wygodną pozycję za kierownicą. Wszechstronnie regulowane fotele AGR (z atestem niemieckich ortopedów) oferują masaż w sześciu trybach, a na postoju można je zmienić w leżanki z rozkładanym elektrycznie podnóżkiem. Warto dodać, że kabinę wykończono w nowej dla marki koncepcji "Lodge". Zamiast klasycznej skóry postawiono na przyjemne w dotyku materiały tekstylne. Co kluczowe z punktu widzenia codziennej eksploatacji, Czesi zastosowali tkaniny wyjątkowo odporne na zabrudzenia i łatwe w czyszczeniu – rzecz bezcenna, jeśli autem będą podróżować dzieci.
A co dzieje się z tyłu? Usiadłem "sam za sobą" i przed kolanami zostało mi aż 12 cm luzu – sprawdziłem miarką. Miejsca na stopy i nad głową również jest pod dostatkiem. Ogromny, niemal 3-metrowy rozstaw osi (dokładnie 2965 mm – czyli o 174 mm więcej niż w Kodiaqu i o 124 mm więcej niż w Superbie) w połączeniu z ustawieniem kół na samych rogach karoserii pozwoliło inżynierom na zaprojektowanie szerokiego, niemal metrowego otworu tylnych drzwi. Dzięki temu wsiada się wyjątkowo wygodnie, nawet do trzeciego rzędu.
Nowa Skoda Peaq pomieści 5 lub 7 osób. Ponad 1000 litrów bagażnika?
Tak, to nie pomyłka – Skoda Peaq może być 5- lub 7-osobowa. Po przesunięciu kanapy nawet w ostatnim rzędzie byłem w stanie usiąść swobodnie i to bez podróżowania z kolanami pod brodą. Nie ściemniam. W porównaniu do Kodiaqa Skoda Peaq zapewnia o 58 mm więcej miejsca na nogi w drugim rzędzie i aż 84 mm w trzecim. Po złożeniu foteli powstaje płaska podłoga i bagażnik o pojemności do 1010 l – żadna inna Skoda tak nie potrafi (Kodiaq 910 l). Przy siedmiu osobach kufer oferuje wciąż ustawne 299 l.
Bagażnik wyznacza także wzorce w dziedzinie funkcjonalności, z pojemnym schowkiem pod podłogą, głębokimi wnękami po bokach, nisko poprowadzonym (jak na SUV-a) progiem załadunku oraz hakami na torby i klamkami do składania oparć na burtach. Do tego dochodzi praktyczny 37-litrowy "frunk" (przedni bagażnik), idealny na kable do ładowania lub mniejszy bagaż. Peaq może też holować ciężkie przyczepy.
Zapomnij o dieslu. Skoda Peaq jest szybka, oszczędna i z napędem na tył
Wreszcie napęd. Kluczyk w kieszeni, przełącznik w dół na tryb D, noga na "gaz" i koła w ruch. Skoda Peaq 90, wyposażona w silnik o mocy 282 KM zamocowany przy tylnej osi, czerpie energię z akumulatora o pojemności 91 kWh (znanego z Volkswagena ID.7 czy ID.Buzza). Auto przyspiesza płynnie i liniowo, bez irytującego szarpnięcia głową, które zdarza się w niektórych mocnych "elektrykach". Pozycja za kierownicą jest podwyższona, a widoczność – wzorowa. Jazda tym SUV-em przypomina podróż w kapsule; kierowca zostaje skutecznie odizolowany od świata zewnętrznego, a na pierwszy plan wysuwają się komfort i cisza.
Wystarczy jednak mocniej musnąć pedał przyspieszenia, by zryw do "setki" zajął ledwie 7,1 sekundy. Przy czym, by poczuć frajdę, wcale nie trzeba wiele – dynamika startu spod świateł do 50 km/h wystarczająco mocno wciska w fotel. W zależności od wybranego trybu (Driving Mode Select) reakcje na gaz mogą być łagodne, żwawe lub wręcz gwałtowne. Skuteczności i precyzji hamowania również nie można nic zarzucić.
Podczas jazd testowych komputer wyświetlił średnie zużycie energii na poziomie 15,6 kWh/100 km. Tak oszczędne zapotrzebowanie na elektrony oznacza, że realny zasięg rzędu 580 km jest jak najbardziej w zasięgu (Skoda deklaruje ponad 600 km). Łopatkami przy kierownicy można regulować poziom rekuperacji: od swobodnego "żeglowania" aż po tryb one-pedal drive, w którym auto całkowicie się zatrzymuje po samym zdjęciu nogi z "gazu". Prościej się nie da.
Zwinność Fabii w ciele kolosa. Promień skrętu, który zaskakuje
W trasie Peaq przypomina Enyaqa – jest stabilny i dobrze zestrojony. Układ kierowniczy stawia przyjemny opór i reaguje na tyle szybko, by skutecznie maskować masę auta. Nawet na ciasnych łukach Skoda zaskakuje lekkością, z jaką wpisuje się w zakręty. Jej zwinności nie powstydziłyby się niektóre mniejsze modele. Promień skrętu wynoszący zaledwie 9,9 m (mniej niż w Fabii czy Golfie!) sprawia, że brak skrętnej tylnej osi zupełnie nie doskwiera. Producent nie przewiduje tu zawieszenia pneumatycznego, ale nawet na zwykłych sprężynach i 20-calowych kołach czeski SUV cicho i łagodnie gasi zarówno pojedyncze, jak i długie nierówności. Pracę podwozia można regulować za pomocą 14 ustawień; nawet w najsztywniejszym trybie nie męczy mimo wyraźnego skupienia na jezdni.
Nowa Skoda Peaq to trzy wersje napędu do wyboru. Będzie RS?
Do wyboru będzie jeszcze podstawowy Peaq 60 (bateria 63 kWh, 204 KM) oraz topowy Peaq 90x z napędem 4x4 o mocy 300 KM. Jednak to właśnie testowana "dziewięćdziesiątka" wydaje się złotym środkiem – bazowa wersja może być nieco za słaba do tych gabarytów, a topowa straci nieco na zasięgu i komforcie dla kilku dodatkowych koni i przyspieszenia od 0 do 100 km/h w 6,7 sekundy. Na pytanie o wersję RS przedstawiciele Skody uśmiechali się porozumiewawczo.
Maksymalna moc ładowania to 195 kW. Ważniejsza jest jednak mocno spłaszczona krzywa ładowania – 100 kW jest dostępne jeszcze przy ok. 75%.
Ładowanie każdej odmiany z poziomu 10% do 80% pojemności za pomocą szybkiej ładowarki prądu stałego (DC) zajmuje maks. 28 minut. Peaq obsługuje również technologię Vehicle-to-Load (V2L), która pozwala energią z akumulatora ładować np. rower elektryczny czy zasilić przyczepę kempingową. Z kolei dwukierunkowa funkcja Vehicle-to-Home (V2H) pozwala zmienić samochód w domowy powerbank w razie blackoutu.
Werdykt: Czy to koniec ery TDI? Ceny i konkurencja
Nowa Skoda Peaq 90 już w wersji przedprodukcyjnej okazuje się tak dobra i uniwersalna, że każdy spalinowy model marki wypada przestarzale. Lubię Kodiaqa, ale ten elektryk wszystko robi lepiej: jest bardziej zwinny, cichszy i żwawszy niż najmocniejszy diesel 2.0 TDI czy benzynowy 2.0 TSI/204 KM. Może zasięg na poziomie 580-600 km to nie to samo co 1000 km "w ropie", ale umówmy się – kto dziś pokonuje takie dystanse bez żadnego postoju?
Nieoficjalnie mówi się, że cennik otworzy kwota zbliżona do ceny lepiej wyposażonego Kodiaqa 2.0 TDI (ok. 220 000 zł). Bezpośrednim rywalem ma być Peugeot 5008 – od 216 050 zł. Z kolei Ioniq 9 to wydatek na poziomie 290 000 zł, a Kia EV9 wymaga abstrakcyjnych 328 200 zł.
Dziennikarz. W branży od czasów, kiedy w poszukiwaniu auta jechało się w niedzielę na giełdę samochodową, a radio z odtwarzaczem kasetowym było luksusem na równi z klimatyzacją. Dziś lubi auta elektryczne, ale ciągle szanuje silnik Diesla – nie tylko w czołgu. Testuje motoryzacyjne nowości i donosi o gorących premierach z prezentacji. Poza motoryzacją śledzi przepisy ruchu drogowego oraz wszystko, co związane z bezpieczeństwem. Uważa, że w pracy liczy się efekt i dopracowanie tematu.