Jeep Compass drugiej generacji to model, którego słynnej marce brakowało. Po zniknięciu poprzednika Amerykanie nie mieli w ofercie auta spełniającego oczekiwania Europy. Wreszcie po suszy przyszedł deszcz i zupełnie nowy kompaktowy SUV właśnie trafia do salonów sprzedaży na najważniejszych rynkach Starego Kontynentu - a wśród wielkiej ósemki kluczowych krajów obok Włoch, Niemiec czy Francji jest też i Polska.

Debiutant wjeżdża w lukę między najmniejszym Renegade a Cherokee. Przy długości nadwozia mierzącej 4,42 m wypełnia ją idealnie. Szczególnie, że według prognoz segment tej wielkości SUV-ów do 2020 roku czeka 20-procentowy wzrost. W samej tylko Europie ich sprzedaż powinna wystrzelić z obecnych 1,6 mln sztuk do 2 mln w 2020 r. Aż prosi się, by wykorzystać taki potencjał - zwłaszcza, kiedy chlebem powszednim od 1941 roku jest produkcja aut terenowych. Oto pierwsze wrażenia z jazdy najmłodszym z Jeepów...

Compass to całkowicie świeża konstrukcja - od kół po czubek dachu. Auto korzysta z rozciągniętej platformy, na której powstaje Renegade. Stylistycznie nawiązuje do największego Grand Cherokee i to może się wielu osobom spodobać. Siedmioszczelinowy grill, solidne nielakierowane osłony drzwi oraz trapezoidalne nadkola sprawiają, że nie wyprze się rodziny Jeepa. Za to bardzo odróżni się od opatrzonych, często cukierkowych konkurentów. Na parkingu zawsze będzie wyglądał drożej i lepiej od reszty. Nawet po lusterka umazany w błocko…

Kabina przypomina wnętrze Cherokee, daje wrażenie wysokiej jakości wykonania. Wsiadasz i wiesz, że to Jeep - czujesz się dobrze przyjęty. Mięsista kierownica świetnie leży w dłoniach. Dużo tu miękkich okładzin oraz atrakcyjnych detali jak np. panel środkowy w kształcie trapezu zainspirowany rozwijanymi do lotu skrzydłami orła. Wersja Trailhawk odróżnia się od pozostałych odmian Compassa bardziej przygodowym wystrojem. A to dzięki temu, że szwy tapicerki, dekoracyjne ramki wokół dźwigni biegów, zegarów i głośników są czerwone. Ponoć projektant zainspirował się dziewczyną, która na jego oczach wspinała się na górę i ją zdobyła używając jedynie sprytu, odwagi, siły mięśni i… czerwonej liny asekuracyjnej.

Wśród licznych schowków brakowało nam pod panelem klimatyzacji wnęki na telefon czy dokumenty - w mniejszym Renegade taka skrytka sprawdza się idealnie. Poza tym Compass przekonuje do siebie prostotą obsługi. Siedzi się wysoko, więc widoczność jest bez zarzutu, a to w połączeniu z łatwymi do wyczucia gabarytami sprawia, że w mieście Compass potrafi ułatwić życie i zapewnić spokój użytkowania. Parkowanie uprości kamera.

W centrum deski rozdzielczej można mieć nawet 8,4-calowy ekran dotykowy systemu multimedialnego Uconnect - odświeżonego i szybszego niż do tej pory w pozostałych Jeepach. Kierowca zobaczy na nim m.in. parametry klimatyzacji, wskazania nawigacji, informacje o korkach i restauracjach czy stacjach paliw w okolicy. Funkcje Android Auto i Apple CarPlay pozwalały sprawnie obsługiwać aplikacje sklonowane ze smartfona. Producent zadbał też o układy wspierające człowieka za kółkiem - Compass ma aż 70 rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo.

Bajery, bajerami, ale projektanci Jeepa postarali się też o… potwora z Loch Ness. Subtelny rysunek tego mitycznego stworzenia odkryliśmy na dole tylnej szyby. Producent ukrywanie takich drobiazgów określa mianem "poszukiwanie wielkanocnych jajek" - dzięki temu kierowca w miarę poznawania auta odnajduje kolejne niespodzianki. I cieszy się z nich jak dziecko, a przynajmniej nam to sprawiło uciechę...

Ponad 2,6 m rozstawu osi zaowocowało wnętrzem, które pod względem komfortu podróżowania potrafi uszczęśliwić. Compass oferuje dość miejsca dla czteroosobowej rodziny i jej hobby, a dodatki z katalogu Mopar spełnią nawet najdziwniejsze zachcianki. Z tyłu siedzi się wygodnie, nie brak przestrzeni na nogi. Nikt nie powinien narzekać na ciasnotę czy niewygodę. Uczucie przestrzeni podsyca poprowadzony wysoko nad głowami dach, który może być szklany i uchylany.

W trakcie pierwszych jazd skupiliśmy się na przystosowanej do offroadu wersji Trailhawk - ma podcięte u dołu zderzaki, zwiększony prześwit do 21,6 cm (standard 19,5 cm) i na stałe zamontowane czerwone zaczepy do haków. W takim rynsztunku samochód nie tylko wygląda mocarnie, ale także sporo potrafi na bezdrożach. By poznać jego charakter, wystarczyło nam ponad 140 km w okolicach Lizbony i wyprawa na najdalej na zachód wysunięty kawałek Europy - przylądek Cabo de Roca.

Cabo de Roca przez długi czas był przez Europejczyków uważany za koniec znanego im świata. Starożytni Rzymianie nazywali to miejsce Promontorium Magnum czyli Wielki Przylądek. Poszarpany tsunami klif wznosi się 144 m ponad poziom Atlantyku. Poza latarnią morską z XIX wieku stoi tam obelisk, a na nim wyryto słowa z eposu narodowego Portugalii, czyli "Os Lusiadas" pisarza Luisa de Camoes: Tutaj... gdzie kończy się ziemia a zaczyna morze (Aqui ... onde a terra se acaba i o mar comeca).

Prowadzi do niego malownicza, ale obdarzona licznymi zakrętami, kilkunastoma zjazdami i podjazdami droga N247 - w takich okolicznościach nowy Jeep Compass przede wszystkim okazał się zwarty i lekki w prowadzeniu. Po europejsku sprężyście zestrojone zawieszenie sprawiało, że karoseria przesadnie nie nurkowała, ani nie wychylała się na boki. W tym aucie naprawdę można czerpać frajdę z jazdy. Ludzie z Jeepa wyjaśnili nam, że to m.in. dzięki bardzo sztywnemu nadwoziu, które w 65 proc. powstało ze stali o wysokiej wytrzymałości.

Dwulitrowy, 170-konny turbodiesel dobrze dogadywał się z seryjnym 9-biegowym automatem. Nie mieliśmy wrażenia, by brakowało nam mocy, a 380 Nm momentu obrotowego ochoczo ciągnęło do przodu. Nawet przy gwałtownym wciśnięciu gazu charakterystyczny dźwięk silnika wysokoprężnego był mocno przytłumiony. Spalanie? Nie zbliżyliśmy się do wartości katalogowych (5,7 l/100 km), ale wynik średniego zużycia na poziomie 8,5-9,5 l/100 km i tak uznajemy za bardzo dobry. Zwłaszcza uwzględniając manewry poza równą jak stół szosą, bo nieopodal skalistego końca świata, w lesie Jeep zorganizował też dwa szlaki offroadowe…

Lżejszy przeznaczono dla odmiany Limited. Na najtrudniejszy zapędzono modele Trailhawk. Tam po rozgrzewce na podziurawionym asfalcie zgotowano poważniejsze zadanie - zjazd ze stromego zbocza. Ten model jako jedyny na rynku ma m.in. bieg pełzający (przełożenie 20:1) i po przejściu w tryb Rock można zjeżdżać z góry i wdrapywać się na szczyt nie robiąc dosłownie nic poza skręcaniem. "Samochód ze stałą prędkością sam sprowadzi was ze stromizny" - usłyszeliśmy od instruktora.

I tak się stało, Compass z nosem nad ziemią z gracją unosił się jednym kołem w powietrze, ze stoickim spokojem pokonywał trasę usianą ostrymi kamieniami i sprawnie radził sobie z rowami wyoranymi przez potoki deszczówki. Śmiało można powiedzieć, że Compass Trailhawk w terenie potrafi więcej niż jakikolwiek SUV tej klasy - bratni Wrangler nie musi świecić za niego oczami.

Co wybrać?

Motto Jeepa: "Jedź, gdzie chcesz" idealnie pasuje do wersji Trailhawk. Mało który SUV będzie w stanie dorównać Compassowi w trudnym terenie. Samochód jest dopracowany, ale osoby, które będą wykorzystywać auto jedynie do jazdy po asfalcie powinny zdecydować się zna odmianę cywilną. A wybierać jest z czego - od podstawowego Sport, przez średnią Longitude, po luksusową Limited.

Silnik benzynowy i dwa wysokoprężne

W Polsce kierowcy mają do wyboru jednostkę benzynową o dwóch poziomach mocy oraz dwa silniki Diesla.

Podstawowy turbobenzynowiec 1.4 MultiAir2/140 KM z funkcją Stop&Start (230 Nm momentu obrotowego przy 1750 obr./min) współpracuje z sześciobiegową skrzynią ręczną oraz napędem na przednie koła. Mocniejszy 170-konny silnik 1.4 MultiAir2 Turbo zapewni 250 Nm przy 2500 obr./min i występuje w układzie z dziewięciobiegową przekładnią automatyczną oraz układem 4x4.

Poza testowanym turbodieslem 2.0/170 KM Jeep przewidział też 140-konną odmianę tej jednostki (350 Nm momentu obrotowego od 1750 obr./min). Słabsze mechaniczne serce można mieć z dziewięciobiegowym automatem albo sześciobiegową skrzynią manualną oraz napędem 4x4.

Wariant 1.6 MultiJet II z funkcją Stop&Start dostarczy 120 KM mocy i 320 Nm momentu obrotowego przy 1750 obr./min. Jednostkę połączono z sześciobiegowym manualem, a napęd trafia na przednią oś.

Pięć trybów pracy napędu

Producent do nowego Compassa przygotował dwa rodzaje napędu 4x4 - Jeep Active Drive i Jeep Active Drive Low (oferuje przełożenie pełzające 20:1). W obu przypadkach tylna oś dołączana jest automatycznie, co skutkować ma oszczędnością paliwa. A każdy z nich może przesyłać, w razie potrzeby, 100 procent dostępnego momentu obrotowego na każde z kół. Dla obu rodzajów napędu przewidziano tryby Auto, Snow - Śnieg, Sand - Piach i Mud - Błoto, a także tryb Rock - Skały jedynie w najbardziej terenowej wersji Trailhawk.

Trailhawk to specjalne przednie i tylne zderzaki bardziej odpowiednie do buszowania po wykrotach. Sprawiają, że kąt natarcia wynosi 29 stopni, kąt rampowy - niemal 24, zaś kąty zejścia - 33. 17-calowe obręcze kół ubrano w opony z agresywnym bieżnikiem do jazdy w terenie.

Ceny? Najtańszy nowy Jeep Compass kosztuje od 99 800 zł za model z silnikiem benzynowym 1.4 Turbo/140 KM. Podstawowy turbodiesel 1.6/120 KM z napędem na przód to koszt od 113 900 zł. Jeśli ktoś chce mieć auto z napędem 4x4 to musi przygotować 127 900 zł (najtańszy wariant to turbodiesel 2.0/140 KM).

Jednak to nie wszystko, bo z okazji debiutu nowego Compassa przewidziano premierową wersję Opening Edition wyposażoną m.in. w 9-biegową skrzynię automatyczną, system napędu 4x4 Jeep Active Drive, 18-calowe aluminiowe obręcze kół, system multimedialny Uconnect z ekranem 8,4-cala z nawigacją, 9-głośnikowy system Beats Premium, system bezkluczykowy, pełen pakiet systemów bezpieczeństwa (jedynej dopłaty wymaga lakier i czarny dach). Samochód jest dostępny w konfiguracji z silnikiem benzynowym 1.4 Turbo/170 KM (od 156 tys. zł) lub turbodieslem 2.0/140 KM (od 161 200 zł). Auta tej serii można mieć od ręki...

Firma oczekuje, że Compass przypadnie Polakom do gustu bardziej niż jej najpopularniejszy nad Wisłą model Renegade. W Polsce na dobry początek chce sprzedać ok. 1065 sztuk. I jak się dowiedzieliśmy, część już zamówiono w ciemno.