Marcin Dubieniecki zdecydował się swoje porsche, bmw i audi, w których ostatnio się pokazywał, zostawić w garażu. Zdaniem "Faktu" mąż Marty Kaczyńskiej przełknął gorycz porażki w postaci utraty prawa jazdy i przesiadł się do taksówek.

Dubieniecki - z zawodu adwokat - stracił polskie prawo jazdy za łamanie przepisów. Uzbierał ponad 24 punkty karne, co oznacza, że musi ponownie zdawać egzamin na kierowcą. W opinii gazety wcale się jednak tym nie przejął: "Jeździć będę bo mam rezydenturę innego państwa i prawo jazdy" - odpisał niedawno w SMS-ie.

Policja wylała jednak kubeł zimnej wody na głową mecenasa...


Zdaniem mundurowych zagraniczne prawo jazdy wcale nie ratuje Dubienieckiego.

"Fakt" zauważa, że Dubieniecki najwyraźniej się przestraszył konsekwencji. Złapany za kierownicą bez prawa jazdy mógłby nawet stracić możliwość wykonywania zawodu adwokata. A wtedy i na taksówki mogłoby mu zabraknąć pieniędzy - ostrzega tabloid.

Ziobro buduje swój klub