Austriacka firma KTM słynie z doskonałych motocykli. Jednak niedawno postanowiła wyprodukować samochód, który dałby radość jazdy porównywalną do… motocykla.

Dlatego dogadali się z mistrzem w konstrukcji wyścigówek - włoską firmą Dallara. Ci bez protestu zbudowali dwuosobowy monocoque, czyli specjalny kokon "przeżycia". Ten cud techniki składa się z kompozytowego materiału (dwa razy wytrzymalszego od stali, ale pięciokrotnie lżejszego) i cienkich arkuszy aluminium o strukturze plastra miodu. Niezwykłe parametry zawdzięcza kilkakrotnemu spiekaniu pod ciśnieniem.

Mając już superkadłub, Austriacy podłączyli do niego misterną plątaninę drążków, stabilizatorów i amortyzatorów - czyli wyczynowe zawieszenie podobne do stosowanych w prawdziwych bolidach.

Także osiągi zapowiadają się na poziomie wyścigówki. Turbobenzynowy silnik z bezpośrednim wtryskiem KTM pożyczył od audi. Zapowiadają się dwie wersje motoru: podstawowa 220 KM i topowa - blisko 300 KM. Moc nakręca tylne koła. Skrzynia biegów? Manualna 6-przełożeniowa lub superszybki (redukcja trwa 0,2 sekundy!) dwusprzęgłowy półautomat DSG.

Cały ten koktajl technologii inżynierowie przykryli pomarańczowymi kawałkami włókien węglowych. Jak zapewnia producent, X-bow ma ważyć zaledwie 700 kg!

Zapowiada się prawdziwa petarda. Oficjalny pokaz fajerwerków Austriacy urządzili już na salonie samochodowym w Genewie. Sprzedaż ruszy jesienią przyszłego roku. Cena? 40 tysięcy euro (ponad 150 tysięcy zł), dlatego trzeba będzie ostrożnie obchodzić się z lontem…