Samochód wyprodukowano w 1925 roku. Jego ostatnim właścicielem był Marco (Max) Schmuklerski, urodzony w Zurychu architekt polskiego pochodzenia. Wieść niesie, że kiedy studiował w Paryżu kupił sobie to cacko i sprowadził do Szwajcarii. Inna wersja mówi, że Schmuklerski kupił samochód od francuskiego turysty lub klienta. Tak czy inaczej nigdy pojazdu nie przerejestrował (francuska tablica) ani nie zapłacił podatku od importowanego auta.

>>>Luksus za półtora miliona zielonych

W 1936 architekt wyjechał ze szwajcarskiej Ascony zostawiając Bugatti na pastwę komornika. Zdaniem poborcy długi znacznie przekraczały wartość 11-letniego wówczas auta, które też nie grzeszyło dobrym stanem utrzymania. Po wyliczeniach zaległości zapadła decyzja o… zniszczeniu Bugatti, a najprostszym sposobem było zwyczajne zatopienie go w pobliskim jeziorze Maggiore.

W 1967 roku topielca na czterech kołach odnalazł płetwonurek. Samochód stał się atrakcją klubu nurkowego w Asconie. O tym, że wrak wyciągnięto na powierzchnię zdecydowała tragedia - chłopak należący do tegoż klubu został zamordowany przez trzech młodych napastników.

>>>Najdroższy samochód wszech czasów!

Po tych strasznych wydarzeniach powstała fundacja zajmująca się problemem przemocy wobec nieletnich. Wyciągnięte z głębin Bugatti ma być sprzedane na aukcji a pieniądze trafią na konto wspomnianej fundacji. Spodziewana cena może sięgnąć nawet 90 tys. funtów (ponad 400 tys. zł).