Krzysztof Przybek jest akustykiem i fanem samochodów elektrycznych. Bakcyla jazdy na prąd złapał w USA. Znajomi porównują go do twórcy amerykańskiej Tesli, bo sam też budował auto elektryczne. Rozmawialiśmy z nim jesienią 2016 roku (CZYTAJ WIĘCEJ >>>), dziś jego pojazd jest już gotowy. 

Tomasz Sewastianowicz: W październiku zeszłego roku samochód był w proszku. Widzę, że udało się dopiąć swego. Ale żeby elektrycznym autem domowej roboty na wakacje? Nie było strachu?

Krzysztof Przybek: Strachu nie było, jedynie pierwszego dnia zajrzała w oczy niepewność.

Co się stało?

Głównie chodziło o reakcje ludzi w miejscach, gdzie mieliśmy ładować akumulatory. Jak się okazało zupełnie niepotrzebnie. Przed wakacyjną podróżą przejechałem już tym samochodem 1500 km, więc skoro wtedy nic się nie działo, nie miałem podstaw, żeby się o cokolwiek martwić.

Którędy prowadziła trasa?

Zaplanowaliśmy 14-dniową podróż po północnej Polsce. Udało się odwiedzić: Międzyrzecz, Gorzów, Szczecin, Międzyzdroje, Mrzeżyno, Koszalin, Słupsk, Gdańsk, Puck, Elbląg, Giżycko, Suwałki, Augustów, Ełk, Łomża, Ostrów Mazowiecka, Warszawa, Łódź, Kruszwica i Gniezno. Dużo miast, wszędzie zwiedzaliśmy i udało się zobaczyć coś nowego.

Przygotowywał się pan jakoś specjalnie do wyprawy? Zabrał dodatkowe części?

W zasadzie nie. Spakowałem mały zestaw podstawowych narzędzi, które zawsze biorę na dalsze wyjazdy. Nie przydał się, wcześniej też nie musiałem z niego korzystać. Przygotowałem jedynie kilka kabli oraz przejściówek, żeby móc się ładować z każdego dostępnego gniazda, i przedłużacz.

Ile kilometrów udało się przejechać?

Przejechaliśmy nieco ponad 2000 km.

I jaki był koszt "paliwa"? Za ile można pokonać 100 km?

Ładowanie podczas wyprawy kosztowało nas 175 zł. To chyba dobry wynik, bo gdybyśmy jechali moim spalinowym samochodem, za tyle przejechalibyśmy jakieś 650 km. W każdym razie wynika z tego, że każde 100 km kosztowało nas średnio 8,75 zł. Trochę drożej niż gdy ładuję auto w domu, gdzie jestem w stanie przejechać 100 km za niecałe 8 zł.

Były po drodze jakieś przygody? Zabrakło prądu?

Tylko w jednym mieście nie dogadaliśmy się w miejscu ładowania i auto zamiast przez trzy godziny, ładowało się tylko godzinę. W tym czasie poszliśmy zwiedzać, więc nie mieliśmy na to żadnego wpływu. Po powrocie nie było sensu dalej tam stać i prosić o łaskę. Ruszyliśmy dalej, starając się jechać nieco oszczędniej. Jednak i tak skończyło się na tym, że podłączyliśmy się do prądu dzięki uprzejmości pani z wiejskiego sklepu gdzieś pomiędzy miastami, które chcieliśmy zobaczyć tego dnia.

Wcześniej planował pan punkty ładowania? Czy jazda była spontaniczna?

Ładowaliśmy się przy każdym hotelu, zatem wszystkie noclegi były zaplanowane wcześniej. Przewidziałem także kilka pośrednich punktów ładowania. Część trasy uległa spontanicznej zmianie, np. gdy kolega z forum o samochodach elektrycznych zaproponował, żebyśmy doładowali się u niego z farmy solarnej. Ładowaliśmy się także z publicznych stacji ładowania lub w miejscu atrakcji, które chcieliśmy zobaczyć, np. w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym.

I jak ludzie reagowali na samochód?

Nie przypominam sobie ani jednej negatywnej uwagi. Większość ludzi było bardzo ciekawych i pozytywnie nastawionych. W paru miejscach właściciele hoteli chcieli, żeby im coś opowiedzieć o aucie i przewieźć nim. Po drodze spotykaliśmy się z ludźmi ze wspomnianego forum - wszyscy się cieszyli, że mogli zobaczyć na żywo auto, którego budowę śledzili wcześniej. A dla mnie była to ogromna przyjemność, żeby je pokazać.

Kiedy zakończyły się prace nad samochodem? Ile czasu trwała budowa?

W połowie maja auto było gotowe i zacząłem proces związany z rejestracją. Od momentu kupna samochodu do zarejestrowania jako auta elektrycznego minęły 23 miesiące pracy w wolnych chwilach i po godzinach.

Co sprawiło największe trudności?

W zasadzie nie doświadczyłem jakiś spektakularnych problemów. Pewnym wyzwaniem był montaż akumulatorów tak, by nie wpłynął na miejsce dostępne w aucie. Dużo pracy kosztowało przygotowanie auta do ponownego i całkowitego lakierowania.

Jaki był ogólny koszt budowy tego elektrycznego auta?

Całkowity koszt, jaki poniosłem, to ok. 57 tys. zł. I nie mam wrażenia, żeby była to jakaś oszałamiająca kwota, skoro mam nowy silnik, nowe akumulatory, nowe hamulce, nowe zawieszenie, nowy lakier i nowe wnętrze. A pamiętajmy, że np. Nissan Leaf kosztuje ponad dwa razy tyle.

Po drodze zmieniała się koncepcja konstrukcji?

Na pewnym etapie budowy udało mi się kupić większy niż pierwotnie planowałem pakiet akumulatorów i w związku z tym konieczne było inne ich umiejscowienie. Trochę musiałem pokombinować, bo od początku zakładałem, że żaden parametr użytkowy auta nie zostanie pogorszony. Mam tu na myśli ilość miejsca w środku i to, że musi działać ABS, poduszki powietrzne czy wspomaganie kierownicy. Finalnie udało mi się zastosować większe akumulatory bez szkody dla przestronności kabiny czy działania wyposażania.

A jak z osiągami?

Bez wątpienia przyspieszenie jest dużo lepsze niż z oryginalnym silnikiem spalinowym. Nie mierzyłem dokładnie, ale oscyluje w okolicach 10 sekund do setki. Dobre wrażenie robi natychmiastowa reakcja napędu na wciśnięcie pedału przyspieszenia. Prędkości maksymalnej jeszcze nie testowałem, bo nie jest dla mnie specjalnie ważna, ale 120 km/h można jechać bez żadnego wysiłku.

Ile kilometrów maksymalnie daje się przejechać na jednym ładowaniu? I jaki jest czas "tankowania" do pełna?

Zasięg 130 km można osiągnąć bez żadnego problemu. A jeśli jechać spokojnie za miastem, bez częstego wyprzedzania i nie będąc wcale zawalidrogą, realne jest osiągniecie do 150 km. Naładowanie całkowicie rozładowanych akumulatorów z domowego gniazdka trwa ok. 7 godzin.

Może ktoś już zgłosił się do pana, by przerobić jego samochód na prąd? Ile może kosztować taka konwersja?

Prowadzę różne rozmowy na ten temat, czas pokaże, co z tego wyniknie. Koszt jest trudny do oszacowania, bo ściśle zależy od tego, jaki to samochód, jakie dodatkowe rozwiązania są potrzebne, jaki zasięg chciałoby się uzyskać i jaki silnik miałby być użyty. Można jednak spodziewać się, że to i tak będzie kwota nawet kilkadziesiąt tysięcy niższa niż za jakikolwiek nowy samochód elektryczny produkowany seryjnie.

Co pan sądzi o projektach zgłoszonych do rządowego konkursu na samochód elektryczny? Startował pan?

Konkurs ten dotyczył wyłącznie rysunku karoserii. Nie jestem grafikiem i nie znam się na grafice, żeby brać w nim udział. Widziałem natomiast kilka bardzo atrakcyjnych wizualnie koncepcji. Sądzę jednak, że projektowanie samochodu należałoby zacząć nie od karoserii, która za kilka lat - gdy faktycznie mogłoby dojść do produkcji - może nie być już tak atrakcyjna, lecz od aspektów technicznych. Bo przecież zasadniczym celem, dla którego kupujemy auto, jest to, żeby nimi jeździć. A to nie jest możliwe bez silnika, akumulatorów czy zawieszenia.