Przyszedł na świat 6 czerwca 1973 roku. Fiat 126p - zmontowany w Bielsku-Białej z włoskich części. Jednak dopiero miesiąc później w najważniejsze święto narodowe PRL, czyli 22 lipca, oficjalne uruchomiono linię produkcyjną Malucha. Według opublikowanego w 1976 roku rankingu w niemieckiej gazecie "Auto Motor und Sport", fiacik był wówczas najtańszym w zakupie i eksploatacji samochodem w Europie w klasie aut małych. Zmotoryzował Polskę, był taksówką w Chinach, podbijał Australię, Kubę i… odszedł. Dziś wraca za sprawą kolekcjonerów, a jego ceny przyprawiają o zawrót głowy.

Z okazji 42. urodzin fiata 126p dziennik.pl rozmawiał z Wojtkiem Masalskim, który jest pasjonatem motoryzacji i właścicielem niezwykłego malucha. Jego samochód ma na koncie kilka nagród przyznanych przez znawców tego modelu.

Dziennik.pl: Jak można wnosić po znakach szczególnych, jest to egzemplarz z pierwszej serii? 

Wojtek Masalski: Dokładnie tak, jest to "Malec" z pierwszej serii, ze wszystkimi cechami charakterystycznymi dla początkowego okresu produkcji. Auto ma oczywiście cienką, bardzo śliską kierownicę. Dziś to już rarytas, podobnie jak jednoczęściowa wykładzina podłogowa. Najmniejsze detale dobrane są tak, jak to było w pierwszych sztukach wyjeżdżających ponad 40 lat temu z taśmy produkcyjnej w Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Bielsku Białej. 

Jaki ma przebieg?

Wskazanie licznika to około 100 tys. kilometrów. Pytanie, czy jest ono faktycznym stanem rzeczy, pozostaje otwarte. Dla mnie ma on wartość sentymentalną…

To znaczy?

Maluch był oryginalnym prezentem od żony na moje czterdzieste urodziny.

Dostałeś go w takim stanie jak teraz i z czerwoną kokardą na dachu?

Kokarda była, a renowacja przebiegła w dwóch etapach. Pierwszy to nadwozie i wnętrze auta. Zajęło to około roku. Drugi to naprawy mechaniczne i kolejne kilka miesięcy pracy. Powiem szczerze, że nie pamiętam dokładnie, ale operacja ratunkowa trwała około dwóch lat, razem z wyszukiwaniem detali i oryginalnych części.

Co okazało się najtrudniejsze w trakcie odbudowy?

Trudnością było wyszukanie elementów dokładnie z pierwszej serii. Nie było to proste zadanie, ale połączone siły portali aukcyjnych, serwisów ze starymi częściami we Włoszech i Niemczech dały wyniki.

Jak widać, wyniki są bardziej niż zadowalające. Ktoś to zauważył? Samochód zdobył jakieś nagrody?

Tak, został doceniony na zlocie maluchów w Łodzi, gdzie zajął pierwsze miejsce oraz w Tarnowskich Górach - tam przypadła mu druga lokata. Proszę mi wierzyć, ci ludzie to prawdziwi pasjonaci i znawcy dawnej polskiej motoryzacji. Zwracają uwagę na najdrobniejsze śrubki - ich wprawne oczy wyciągną każde niedociągnięcie. Dlatego te nagrody napawają mnie dumą.

Ile kosztowało uratowanie tego egzemplarza?

Nigdy nie policzyłem tego precyzyjnie, ale zdecydowanie była to wielokrotność kosztów zakupu. Sądzę, że to przedział 10-15 tys. zł plus pieniądze wydane na samo kupno od poprzedniego właściciela.

Jeździsz nim na co dzień? Czy stoi przykryty pod kocykiem w garażu?

Zaraz po ukończeniu renowacji stał pod kocykiem w garażu i był używany sporadycznie. Natomiast teraz stał się prawdziwym środkiem transportu. Cięgle jest to auto na niedzielę, ale dostrzegam sporą przyjemność z jazdy.

Jak ludzie reagują na widok takiego cacka?

Reakcje bardzo ciepłe - pozdrowienia innych kierowców, kciuki w górze, przyjazne klaksony. Generalnie wzbudza zachwyt i wywołuje słowa uznania. Ludzie są zainteresowani i w zasadzie każdy kwituje spotkanie z maluchem krótkim "WOW" :)

Chyba właśnie takie reakcje ludzi skłoniły mnie do zaoferowania podróży w czasie na pokładzie mojego 126p. Maluch jest jak z fabryki, a Suwalszczyzna, Puszcza Augustowska, Kanał Augustowski to dziewicza przyroda i okolica. Czas zatrzymał się tu na dobre dawno temu. W takiej scenerii podróż Maluchem jest jak najbardziej na miejscu. Pasjonatów motoryzacji zapraszamy na przejażdżkę. Adres malucha znajdziecie na www.sirvis.pl.

______________________________________

Przypominamy, że pierwszy "maluch" kosztował 69 tysięcy złotych. Teoretycznie był to "samochód dla Kowalskiego". Tak ochrzcił go pierwszy sekretarz KC PZPR Edward Gierek.

Auto było dostępne dla przeciętnego Polaka po 20. miesiącach odkładania całej pensji. Obowiązkowo potrzebne były też: talon lub przedpłata. Wysoki popyt i mała podaż aut w PRL-u powodowały, że nowego malucha można było sprzedać od ręki na giełdzie za cenę niemal dwa razy wyższą od katalogowej!

Według opublikowanego w 1976 roku rankingu w niemieckiej gazecie "Auto Motor und Sport" - fiat 126 był wówczas najtańszym w zakupie i eksploatacji samochodem w Europie w klasie aut małych.

Na wolnym rynku cena małego fiata osiągała 120 tysięcy złotych, co przy przeciętnych miesięcznych zarobkach w wysokości 3-4 tysięcy złotych było sumą zawrotną. Gwarancja na polskiego fiata 126p obowiązywała przez sześć miesięcy.