O mitsubishi pajero na polskich numerach rejestracyjnych, które trafiło w środek walk na ukraińskim froncie, zrobiło się głośno po tym, jak niesamowitą historię auta opisał jego były właściciel.

- Do tej pory trudno mi uwierzyć w drugie życie "padżeraka". Kupiłem go 17 stycznia 2009 roku - mówi dziennik.pl Mateusz Caban. - To było długo wyszukiwane i wymarzone mitsubishi pajero II 2.5 TD, SuperSelect z 1993 roku. Samochód o świetnych właściwościach terenowych, bardzo wygodny. Poza tym ciągnie się za nim legenda Dakaru. Długo i dobrze nam służył, choć czasami też się psuł - opowiada.

Jeleniogórzanin wspomina, że zwiedził tym samochodem z rodziną kawałek Europy. Dopiero z wiekiem zaczęły auto trapić awarie - największym problemem była rdza, z którą po pewnym czasie nie miał siły walczyć. - Wtedy postanowiłem sprzedać pajero. Cena była bardzo niska - opowiada Caban.

Większość potencjalnych kupców myślała, że za śmieszne pieniądze kupią w pełni sprawną terenówkę. Jednak po oględzinach dochodzili do wniosku, że korozja ramy jest zbyt poważna (auto nie miało też przeglądu) - dziękowali i odjeżdżali. Właściciel już tracił nadzieję, aż pewnego dnia… 

Sprzedaż trwała 15 minut. Kupiec nie wybrzydzał, płacił gotówką

- Kiedy pojawił się kupiec z Małopolski, cały proces sprzedaży trwał może 15 minut. Nie ruszyło go nawet to, że samochód w akcie protestu nie odpalił, choć dzień wcześniej nie było z tym problemu. Zapłacili gotówką, załadowali auto na lawetę i pojechali - relacjonuje były właściciel terenowego mitsubishi i dodaje, że do transakcji doszło 30 czerwca 2014 roku. Następnego dnia zgłosił sprzedaż w wydziale komunikacji.

Kupujący nie mówili o swoich planach wobec auta. Na lawecie jednak naklejony był napis "skup aut", a samo pajero było kupione na firmę.

Halo! Tu Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego

Mateusz Caban sądził, że więcej wysłużonego auta nie zobaczy. Był w błędzie - a przekonał się o tym pewnego marcowego dnia, kiedy zadzwonił telefon. Był to agent ABW, który dopytywał, czy pajero wciąż należy do niego. - Nowy właściciel nie przerejestrował go, a w CEPiK nadal ja widniałem jako kierowca. Agent poinformował mnie o fakcie, że auto wpadło w ręce separatystów i wykorzystywane jest w rosyjskiej propagandzie jako dowód na to, że Polacy są obecni na Ukrainie. Wysłałem skan umowy i zdjęcie pajero załadowanego na lawetę - opisuje.

ABW zapytane przez nas, czy coś takiego miało miejsce, wykręca się stwierdzeniem: "nie potwierdzamy, nie zaprzeczamy".

Mateusz Caban przyznaje, że telefon z ABW natchnął go do rozpoczęcia własnego śledztwa - w internecie znalazł zdjęcie "swojego pajero", które wykonano prawdopodobnie w Charkowie. Uznał za prawdopodobne, że pojazd został kupiony w Polsce przez kogoś z okolic Lwowa. Na fotografii na tylnej szybie auta widać tabliczkę stylizowaną na ukraińską rejestrację, na której zamiast numerów jest napis "Putin Chujło" (takie "blachy" kosztują od 70 hrywien (11 zł) na skuter do 120 hrywien (ok. 20 zł) na samochód).

Separatyści wcielili polskie pajero w swoje szeregi

Co więcej, wspólnie z kolegą odszukali też film propagandowy, na którym separatyści prorosyjscy chwalą się trofeami zdobytymi na Ukraińcach po upadku Debalcewego.

Na wideo potężny żołnierz o pseudonimie Niedźwiedź (walczący po stronie separatystów) prezentuje zdemolowane terenowe mitsubishi, wskazując numery rejestracyjne z Jeleniej Góry (DJ 43906) i polską naklejkę na szybie. Auto było oklejone taśmą w kolorach ukraińskiej flagi - w niektórych miejscach separatyści zakryli narodowe symbole czerwonymi szmatami. Niedźwiedź przyznał, że pajero zostanie naprawione i będzie walczyć po ich stronie. Obecnie jego "właścicielem" jest grupa szybkiego reagowania "Batman".