Według informacji DGP do zdarzenia doszło we wrześniu, gdy komendat wjeżdżał do stolicy od strony autostrady A2. – Na ogromne audi S8 jadące na niebieskich sygnałach błyskowych zwrócił uwagę patrol na motorach. Ruszyli za tajemniczą limuzyną – relacjonował nasz rozmówca z Komendy Stołecznej Policji.

Funkcjonariuszy jeszcze bardziej zaniepokoiło to, że również ich oficer dyżurny nic nie wiedział o przejeździe pojazdu uprzywilejowanego. Dlatego postanowili zatrzymać auto, co udało się bez problemów.

– Komendant śpieszył się na istotną naradę dotyczącą bezpieczeństwa z udziałem wszystkich komendantów wojewódzkich. Sytuacja prawna związana z możliwością użycia sygnałów jest niezrozumiała, chcielibyśmy, aby się zmieniła – przyznaje rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski.

Rzeczywiście prawo o ruchu drogowym wymienia wyłącznie trzy sytuacje, w których po drogach może poruszać się pojazd uprzywilejowany. Chodzi o akcję związaną z ratowaniem życia, mienia lub koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa. Druga z sytuacji dotyczy przejazdu konwoju, a ostatnia związana jest z „zapewnieniem bezpieczeństwa osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe”.

Żadnego z tych scenariuszy nie wypełniał komendant główny policji, choćby śpieszył się na naradę dotyczącą najpoważniejszych kwestii związanych z bezpieczeństwem kraju.

Prawo zdecydowanie liberalniej traktuje inne auta dowódców, np. szefa żandarmerii wojskowej, szefa Sztabu Generalnego, MON, Centralnego Biura Antykorupcyjnego czy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Przy okazji jazdy na błyskach zainteresowaliśmy się również niezwykłą limuzyną, którą porusza się szef policji. Na pierwszy rzut oka jest ona nawet lepsza od tej, którą dysponuje premier Donald Tusk. To audi S8 o potężnym silniku, w technologii V10 i pojemności 5.2 litra generującego moc niemal 500 koni mechanicznych.

Na stronach Biuletynu Informacji Publicznej brak jest informacji o przetargu – a wartość takiego auta to nawet 800 tys. zł. Co więcej, w tym roku policja niemal nie kupowała radiowozów z powodu mizerii budżetowej, a za cenę tak luskusowego auta można by ich kupić nawet 20. Skąd zatem audi u szefa policji?

Nie wydaliśmy złotówki na ten samochód. Otrzymaliśmy go od spółki Orlen. Przez pięć lat jeździli nim szefowie koncernu – wyjaśnia Mariusz Sokołowski (cena 5-letniego audi to około 300 tys. zł).

Tu pojawiają się kolejne pytanie. Czy Orlen nie kupuje przychylności policji drogim podarkiem? Jak się okazuje, sprawa nie ma brudnego podtekstu. Limuzyna została oryginalnie przekazana przez orlenowską fundację Dar Serca policji w Płocku, gdzie znajduje się rafineria. Dla tamtejszych policjantów prezent okazał się jednak problematyczny. Eksploatacja audi jest po prostu bardzo kosztowna.

– Czy stać was na takie auto? W momencie kiedy cały policyjny parking zastawiony jest samochodami, które zamiast jeździć w patrolach, czekają na pieniądze na naprawę? – pytał dziennikarz lokalnej gazety. – Nie podejmuję się oceny. Fundacja zwróciła się z pytaniem, czy przyjmujemy tę darowiznę, i trudno było nie wyrazić zgody – padła odpowiedź.

Płoccy policjanci odetchnęli, gdy powstał pomysł przejęcia S-8 przez komendanta głównego. W zamian otrzymali ekonomiczniejszy model A6. – Komendant jeździł wcześniej 10-letnim passatem, który często się psuł. Dodatkowo mamy skodę superb. Myślę, że zagospodarowaliśmy to audi z pożytkiem dla wszystkich – mówi rzecznik Sokołowski.

Samego generała Działoszyńskiego zapytaliśmy, czy zna osobiście prezesa Orlenu. Może przekazanie limuzyny policji w Płocku było tylko po to, aby „zatrzeć ślady” po kumoterstwie. Nie znam prezesa tego koncernu – zapewnił generał.