Rozpoczyna się ostatnia odsłona wojny podjazdowej o Seata w Polsce. Hiszpański producent aut najpierw postanowił zmiękczyć polskich właścicieli Iberia Motor Company. Jak ustalił DGP, w 2012 r. spółka nie otrzyma żadnych pieniędzy na wsparcie sprzedaży. Dodatkowo producent wywindował normy sprzedaży. Oczekuje, by wróciła ona do poziomu z poprzednich lat.

W 2011 r. importer Seata na Polskę sprzedał u nas 3 tys. aut. Tymczasem w poprzednich latach sprzedawał od dwóch do pięciu tysięcy więcej pojazdów. Ale w obecnej sytuacji takie wymagania są niemożliwe do spełnienia bez pieniędzy na promocje. Importer jest w stanie zaoferować co najwyżej kilkuprocentowy upust cenowy. A konkurenci proponują nawet kilkudziesięcioprocentowe rabaty. W efekcie promocja w salonach Seata może skusić tylko najwierniejszych fanów tej marki.

– Hiszpańskiemu producentowi chodzi zapewne o to, by Krystian Poloczek, do którego należy importerska spółka, odsprzedał najtaniej polski rynek i odstąpił od długiego, kilkuletniego okresu wypowiedzenia umowy – mówi anonimowa osoba powiązana z Iberią.

Poloczek nie zamierza tanio sprzedać skóry – chce odzyskać kwoty, jakie przez 20 lat inwestował w markę Seat na polskim rynku. Czas gra na jego korzyść. Jest niemal pewne, że po przejęciu biznesu od Jana Kulczyka, Volkswagen, do którego należy też Seat, zechce połączyć wszystkie spółki sprzedażowe w Polsce. Do kupionych od Kulczyka, a dotąd działających osobno Skody, Volkswagena i Audi, jak ulał pasuje Seat. Hiszpanie w razie przejęcia biznesu od Poloczka szybko odsprzedadzą więc polski rynek niemieckiej spółce-matce.

Ani polska spółka, ani hiszpański Seat nie komentują sprawy. Jednak zdaniem ekspertów to bardzo prawdopodobny scenariusz. – Gołym okiem widać, że hiszpańskiej marce nie wiedzie się najlepiej na polskim rynku, ale nie miałbym odwagi oceniać, ile w tym jest przemyślanego działania koncernu wobec importera – mówi Andrzej Halarewicz, szef polskiego oddziału JATO Dynamics, firmy monitorującej rynek motoryzacyjny.

Jak twierdzi, przejęcie sprzedaży aut przez Seata byłoby bardziej logiczne. Krajowy rynek motoryzacyjny jest zdominowany przez firmy, które są przedstawicielami producentów. Ekspert nie podejmuje się jednak oszacowania, ile jest wart biznes samochodowy Poloczka. Tym bardziej że biznesmen kontroluje nie tylko spółkę importerską, lecz także salony sprzedaży, skład celny i inne spółki. Według naszych informacji chodzi o 40 mln euro. Szacunek wynika z kwoty, jaką za biznes motoryzacyjny dostał od Volkswagena Jan Kulczyk.

Według nieoficjalnych informacji, w tamtym przypadku obydwie strony wyliczyły średnią sprzedaży za 10 lat (5 lat wstecz i 5 lat do przodu) i za każde auto ustaliły kwotę 5,1 tys. euro. W przypadku Poloczka średnia sprzedaż z 10 lat wstecz to 8 tys. sztuk.

Iberia Motor Company jest generalnym importerem Seata w naszym kraju od blisko 20 lat. Obecnie firma sprzedaje auta nie tylko w Polsce, lecz także na Ukrainie. Do lipca 2011 r. była też dystrybutorem hiszpańskiej marki w Rosji. Ze sprzedażą tamtejszego biznesu nie było problemu, bo zgodnie z umową zawartą w 2006 r. Iberia miała tylko założyć i rozbudować sieć sprzedaży w tym kraju, a następnie przekazać ją Seatowi. Iberia nie chce zdradzić, ile zarobiła na projekcie. Wiadomo, że w Rosji przekazała Hiszpanom 11 punktów sprzedaży. To liczba dwukrotnie mniejsza od zbudowanej sieci sprzedaży przez IMCG – Formula Motor Ukraina na Ukrainie i cztery razy mniejsza od obecnej sieci sprzedaży w Polsce.

Poloczek chce odzyskać pieniądze, jakie przez 20 lat inwestował w Seata