Dziennik Gazeta Prawana logo

Niekończące się opóźnienia, czyli ciernista droga do e-myta

19 listopada 2012, 09:48
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Pieniądze
Pieniądze/Shutterstock
Eksperci nie pozostawiają złudzeń -  to największy błąd polskich władz. Efekt? Najgorszy z możliwych - urzędnicy przekonują, że wszystko gra, a to kierowcy płacą za problemy z elektronicznym systemem poboru opłat na drogach...

Choć system e-myta półtora roku temu ruszył z kilkudniowym poślizgiem, okazuje się, że to był najmniejszy problem związany z jego wdrażaniem. Rozmowy GDDKiA z prywatnymi koncesjonariuszami autostrad o rozszerzenie systemu na ich odcinki rozpoczęły się dopiero kilka tygodni temu i na razie porozumienia nie ma.

Urszula Nelken z GDDKiA przekonuje, że wszystko idzie po myśli rządu.

mówi. Dodaje, że trwają analizy prawne dotyczące możliwości wystawiania jednej faktury VAT dla użytkownika bez względu na to, czy korzysta z dróg państwowych, czy koncesjonowanych. Obecnie e-myto działa tylko na państwowych autostradach.

Jednak najwcześniej koncesjonariuszy uda się włączyć w system viaTOLL w połowie 2013 r.

mówi nasz informator zorientowany w rozmowach.

Według ekspertów największym błędem polskich władz przy tworzeniu systemu było właśnie nieuwzględnienie w nim od początku prywatnych koncesjonariuszy zarządzających kluczowymi odcinkami autostrad A1 (GTC), A2 (spółki AWSA i AWSA II) i A4 (Stalexport).

mówi Eryk Kłossowski z Instytutu Jagiellońskiego.

To niejedyny kłopot z e-mytem. Spory poślizg zaliczy także usługa, której wymaga od nas Unia, tzw. European Electronic Toll Service (EETS). Ma ona umożliwić podróżowanie po krajach członkowskich bez konieczności zaopatrywania się w niezliczoną ilość urządzeń pokładowych. Wystarczyć ma jedno, dostarczone przez usługodawcę EETS. Odpowiednie regulacje miały zacząć funkcjonować w październiku tego roku, ale projekt założeń ustawy od stycznia utknął w konsultacjach międzyresortowych.

Do tego mimo wcześniejszych sygnałów, także na naszych łamach, o nieracjonalnym systemie kar Ministerstwo Transportu do zmian zabiera się dopiero teraz. Jak pisaliśmy, resort w ciągu kilku tygodni zaproponuje zmiany w absurdalnym systemie karania kierowców, którzy z różnych powodów nie doładowali swoich kont. W takiej sytuacji kierowca płaci nawet 3 tys. zł za każdą bramownicę z osobna. Najkrótszy odcinek pomiędzy dwiema bramownicami wynosi 150 metrów, więc wysokość kar bywa horrendalna. Eksperci nie widzą innego powodu jak lenistwo urzędników, przez które sytuacja ta trwa od półtora roku.

Dziwią się nawet przedstawiciele operatora systemu viaTOLL, firmy Kapsch.

wskazuje Marek Cywiński, dyrektor zarządzający Kapsch. Dodaje, że kary za jedno naruszenie np. w Austrii są wielokrotnie niższe – to maksymalnie 220 euro.

Zdarzają się też wpadki na etapie planowania. GDDKiA np. nie doszacowała poziomu ruchu na autostradzie A4, na której liczba transakcji w punktach poboru opłat jest trzykrotnie wyższa niż na autostradzie A2. opowiada nasz kolejny informator.

Widocznie na razie dla rządu ważniejsze jest, by projekt ruszył i przynosił zyski. Mniejsza o jakość. Jeśli uda się rozwiązać największe problemy, to sytem powinien stać się dużo bardziej przyjazny dla kierowców do 2014 r.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj