Minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska próbowała wprawdzie przesunąć na drogi 1,2 mld euro, z których wydaniem problemy mają PKP, ale Komisja Europejska nie wyraziła zgody. W efekcie GDDKiA czeka na nowy budżet 2014 – 2020. A to oznacza zastój.

Reklama

Branża ma przed sobą co najmniej dwa bardzo trudne lata – prognozuje Marek Michałowski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Przetargów praktycznie nie ma.

20 sierpnia GDDKiA otworzy oferty na modernizację pięciokilometrowej trasy S8 w Warszawie wraz z mostem Grota-Roweckiego. To najruchliwsza przeprawa przez rzekę w Polsce. Trwa przetarg na 14 km trasy S7 Salomea – Wolica (to planowany od lat nowy wjazd do stolicy, który ma odciążyć wiecznie zakorkowaną trasę przez Janki i Raszyn). W cieniu konfliktu z firmą NDI Granit, którą GDDKiA próbuje wykluczyć z przetargu, toczą się przygotowania do budowy węzła Tczewska na autostradzie A6 w rejonie Szczecina. Listę zamykają przetargi na obwodnice Stawisk i Szczuczyna na Via Baltica, czyli drodze S61 w kierunku granicy z Litwą.

W tym roku ogłosimy jeszcze przetargi na budowę dwóch obwodnic: Bargłowa Kościelnego koło Augustowa na drodze nr 61 i Leżajska na drodze 77. Na kolejne zamówienia trzeba będzie poczekać do przyszłego roku. Szczegółowej listy zleceń jeszcze nie ma – mówi Urszula Nelken z GDDKiA.

Marek Michałowski realne wydatki GDDKiA w 2013 r. szacuje na 12 mld zł. Drogowcy przekroczą tę kwotę, tylko jeśli będą musieli w przyszłym roku kończyć kontrakty autostradowe, które powinny być gotowe w tym roku – mówi Michałowski.

Nieco bardziej optymistycznie przyszłoroczne wydatki na budowę dróg ocenia Ministerstwo Transportu. Mikołaj Karpiński, rzecznik resortu, mówi o kwocie 16 mld zł, przy czym ponad 13 mld zł ma pochodzić z Krajowego Funduszu Drogowego, reszta z budżetu. To oznacza jednak spadek prawie o połowę w porównaniu z tym rokiem, w którym GDDKiA planuje wydać aż 29 mld zł. Nawet jeśli szacunki są przesadzone, bo większość inwestycji autostradowych jest opóźniona, to i tak padnie rekord, którego szybko nie uda się powtórzyć.

Mniej pieniędzy to dodatkowy cios dla branży. Od początku roku zbankrutowało już 110 firm budowlanych. Eksperci spodziewają się kolejnych oraz fali zwolnień. I niewielką pociechą jest przekonanie analityków, że w dłuższej perspektywie może dojść do oczyszczenia rynku. Niskie marże i spadek zamówień publicznych mogą powodować, że stopniowo z Polski będą wychodzić zagraniczne grupy budowlane, co przełoży się na spadek konkurencji i będzie szansą na uzyskiwanie wyższych rentowności – przewiduje analityk DM BOŚ Michał Stalmach.