Każda ubiegająca się o prawo jazdy osoba jeszcze przed kursem miała mieć w starostwie założony elektroniczny profil kandydata na kierowcę (PKK). Powinny się w nim znaleźć wszelkie informacje o kursie i zdanych egzaminach. Urzędom i kandydatom miało to oszczędzić czasu i papierkowej roboty. A prawo jazdy miało być dzięki temu wydawane szybciej.
Taki system, zgodnie z pierwotnymi założeniami, powinien działać już od stycznia. Ale okazało się, że 20 spośród 49 WORD-ów ma podpisane umowy z inną firmą (ITS) niż urzędy powiatowe (tu wykonało go PWPW), w związku z czym elektroniczna wymiana informacji nie działa. Resort transportu wdrożył więc , który de facto oznacza... papierowy obieg między urzędami a WORD-ami. Utrudnia to wszystkim życie, a kursanci po zdanych egzaminach dłużej muszą czekać na wymarzone .
Taka prowizorka miała potrwać maksymalnie do kwietnia, ale resortowi do dziś nie udało się rozwiązać tego problemu. Za błędy płacą samorządy. –– ostrożnie szacuje Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich. W końcu ZPP postawił Sławomirowi Nowakowi ultimatum – albo do końca lipca załatwi sprawę, albo powiaty wytoczą pozew zbiorowy przeciwko państwu, żądając zwrotu kosztów poniesionych w związku z prowizorką, a nawet odszkodowań.
ZPP skierował już pismo w tej sprawie do ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego. – – skarżą się powiaty w liście do ministra Boniego.
Resort transportu nabrał wody w usta. Gdy zapytaliśmy go o pomysł na wyjście z trybu awaryjnego, otrzymaliśmy lakoniczną odpowiedź: – – stwierdził rzecznik Mikołaj Karpiński.
Najbliższe posiedzenie komisji zaplanowano na 31 lipca. Tę datę samorządowcy wyznaczyli jako graniczną. Co, jeśli rząd nie przekona ich do swoich pomysłów albo w ogóle nic konkretnego nie zaproponuje? – – mówi nam jeden z samorządowców.
Groźby ze strony powiatów są realne, bo mają one już doświadczenie w kwestii pozwu zbiorowego przeciwko państwu. Chodzi o sprawę karty pojazdu z lat 2004–2006. Samorządy, zgodnie z rozporządzeniem ówczesnego resortu infrastruktury, za wydanie dokumentu pobierały od petentów opłatę w wysokości 500 zł. Jednak rozporządzenie okazało się niezgodne z prawem unijnym i polską konstytucją i w 2006 r. opłata spadła do 75 zł.
Właściciele pojazdów zaczęli się domagać od samorządów zwrotu nadpłaconych 425 zł wraz z odsetkami. – – mówi Marek Wójcik. W sumie może chodzić nawet o 1 mld zł. Przy tej kwocie strata spowodowana bałaganem w WORD-ach wydaje się mikroskopijna. Ale – jak deklarują powiaty – w tym wypadku nie chodzi im o pieniądze, ale o zasady.