Nowy Mercedes GLC trzęsie rynkiem. Nie nadążają z produkcją
Mercedes świętuje właśnie 140-lecie, a jednym z największych hitów urodzinowej imprezy jest nowy GLC. Podświetlana osłona chłodnicy, wyposażona w aż 942 punkty świetlne, wygląda jak agresywny wysadzany diamentami, ale stylistycznie nawiązuje do klasyków z lat 60. i 70. Z przodu wzrok przyciąga jeszcze jeden detal – reflektory z charakterystycznymi światłami LED do jazdy dziennej w kształcie trójramiennej gwiazdy.
Nic dziwnego, że kierowcy kupują ten model w ciemno. Popyt już przeskoczył oczekiwania Mercedesa – żaden inny samochód elektryczny w historii niemieckiej marki nie zebrał dotąd tylu zamówień. Efekt? Koncern musiał podkręcić tempo w fabryce w Bremie, wprowadzając system trzyzmianowy oraz pracujące soboty. Jak te deklaracje wyglądają w liczbach? Niemcy nabrali wody w usta, ale łatwo to przekalkulować. Biorąc pod uwagę, że zakład rocznie opuszcza zwykle 200-300 tys. samochodów, a GLC to tam absolutny fundament, czas oczekiwania na dostawę wydłużył się już do końca 2026 roku. To oznacza, że w kolejce może stać od 100 tys. do nawet 200 tys. zamówionych aut. Skąd to wzięcie?
Koniec z przyciskami. Gigantyczny, 40-calowy ekran zmienia wszystko
Sercem kabiny nowego Mercedesa GLC jest MB.OS – zaawansowany system operacyjny oparty na sztucznej inteligencji. To on spaja kluczowe funkcje pojazdu w inteligentną całość. Od multimediów i zarządzania komfortem, po optymalizację procesu ładowania – system na bieżąco analizuje nawyki kierowcy i dostosowuje się do jego preferencji w czasie rzeczywistym. Dzięki bezprzewodowym aktualizacjom OTA (Over-the-Air) auto nie tylko zyskuje nowe funkcjonalności z upływem czasu, ale pozostaje też wyjątkowo odporne na cyberataki.
Potężna moc obliczeniowa MB.OS pozwoliła na wprowadzenie najbardziej spektakularnego kokpitu w historii marki. W topowej specyfikacji przed kierowcą i pasażerem rozciąga się jednolity, niemal 40-calowy panel Hyperscreen (dokładnie 39,1 cala, czyli 99,3 cm długości). Co ważne, to prawdziwy, jednolity wyświetlacz, a nie – jak w przypadku tańszego wariantu Superscreen – zestaw oddzielnych ekranów schowanych za wspólną szybą. Ekskluzywny klimat wnętrza dopełniają nastrojowe oświetlenie ambientowe, panoramiczny dach oraz "animacje wellness"
Twórcy nowego GLC chwalą się, że wszystkimi tymi dobrodziejstwami bez wyrzutów sumienia nacieszą się również weganie. Niemiecki SUV może zostać wyposażony w pakiet wykończenia z oficjalnym certyfikatem The Vegan Society. W efekcie Mercedes jest pierwszym producentem samochodów na świecie, który oferuje niezależnie certyfikowane, w pełni wegańskie wnętrze.
Mercedes jak latający dywan. To rozwiązanie przenieśli wprost z Klasy S
Układ hamulcowy One-Box gwarantuje wyjątkowo płynne i przewidywalne wytracanie prędkości – system bezbłędnie integruje rekuperację z hamowaniem. Z kolei systemy asystujące MB.DRIVE to zupełnie nowa liga bezpieczeństwa (nie mylić ze zwykłym wspomaganiem kierownicy). Elektronika wykorzystuje potężny arsenał: aż 10 kamer zewnętrznych, 5 czujników radarowych oraz 12 czujników ultradźwiękowych. Wszystkie te komponenty spięto w jedną sieć zarządzaną przez system MB.OS.
O komfort "latającego dywanu" dba zawieszenie pneumatyczne przeniesione wprost z luksusowej Klasy S. W przypadku ciężkiego elektryka to kluczowe rozwiązanie. Układ jezdny uzupełnia skrętna tylna oś – kąt wychylenia kół do 4,5 stopnia zmniejsza średnicę zawracania do poręcznych 11,9 metra.
Koniec silnika 2.0? Nowy napęd wciska w fotel. Tak Mercedes wygrywa z czasem
Napęd? Nowy GLC debiutuje w wydaniu w pełni elektrycznym, choć Mercedes nie rezygnuje z tradycji i wkrótce uzupełni gamę o wersje spalinowe. Na ten moment to jednak warianty bateryjne (BEV) rozdają karty. Już na starcie nowy model deklasuje osiągami 476-konny silnik 2.0 stosowany w poprzedniku z oznaczeniem AMG (uznawany dotąd za najmocniejszą czterocylindrówkę świata).
Jako pierwszy w salonach debiutował wariant GLC 400 4MATIC z dwoma silnikami i napędem na cztery koła, który generuje aż 490 KM. Potężna moc idzie w parze z wydajnością – akumulator o pojemności 94 kWh netto zapewnia zasięg do 672 km (według normy WLTP).
Przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 4,3 sekundy i prędkość maksymalna 210 km/h to dopiero wstęp do technologicznego popisu. Prawdziwą rewolucją jest architektura 800 V. Dzięki niej i szczytowej mocy ładowania na poziomie aż 330 kW wystarczy zaledwie 10 minut przy odpowiednio szybkim słupku, by zyskać kolejne 303 km zasięgu.
W praktyce oznacza to, że nowy GLC potrafi pokonać trasę 975 km z tylko jednym, krótkim postojem na ładowanie. To właśnie ta topowa wersja, wyceniona na 319 900 zł, rozbiła bank zamówień. Teraz jednak na polskim rynku debiutują dwa tańsze warianty.
Mercedes tnie ceny o 39 000 zł. Dwa nowe SUV-y już w Polsce
- Mercedes GLC 250 z napędem na tylną oś zapewnia moc 354 KM i zasięg do 646 km. Ten samochód kosztuje od 280 700 zł (jest więc o blisko 39 tys. zł tańszy od odmiany C 400).
- Mercedes GLC 300 4MATIC to z kolei wydatek od 299 900 zł. W zamian kierowca otrzymuje 421 KM mocy, napęd na cztery koła i do 616 km zasięgu na jednym ładowaniu.
W obu nowych wariantach 10 minut pod ładowarką pozwala odzyskać odpowiednio 265 i 255 km autonomii. Samochody można już zamawiać.