Samochodem elektrycznym do Chorwacji. Tego nie powie Ci kierowca auta spalinowego
Chorwacja to od lat wakacyjny kierunek numer jeden dla Polaków – tylko w 2025 roku wybrało się tam aż 1,24 mln naszych rodaków. Szacunki pokazują, że nawet 90 proc. z nas wybrało się tam samochodem. Trasa prowadząca przez Czechy, Austrię i Słowenię na stałe wpisała się w krajobraz letnich wyjazdów. Większość kierowców stosuje ten sam sprawdzony trik: tankowanie pod korek tuż przed polską granicą, byle jak najdalej odsunąć kolejną wizytę na stacji. Zwłaszcza że Austria od lat uchodzi za najdroższy kraj na tej trasie pod względem cen paliw.
Jeszcze niedawno wizja pokonania tych blisko tysiąca kilometrów "elektrykiem" wywoływała u większości kierowców uśmiech politowania. Sam należałem do sceptyków, którzy na dźwięk słowa "elektromobilność" w kontekście wakacji kręcili nosem. Kiedy usłyszałem o pomyśle wyjazdu nad Adriatyk nowym Audi A6 Avant e-tron, w mojej głowie natychmiast zapaliły się czerwone lampki. Co z zasięgiem? Ile godzin spędzę na ładowarkach? Czy utknę gdzieś w szczerym polu?
Dziś, po powrocie, mogę powiedzieć krótko: mit obalony. Da się komfortowo, sprawnie i bez stresu dojechać samochodem elektrycznym do Chorwacji. Co więcej, można zrobić to w czasie porównywalnym z autem spalinowym, a końcowy rachunek za podróż okazał się potężnym zaskoczeniem.
Wielki eksperyment: Trzy elektryki na trasie z Warszawy
W ramach testu zorganizowanego przez Volkswagen Group Polska miałem okazję przejechać dokładnie 960 kilometrów za kierownicą nowego Audi A6 Avant e-tron. Nasza trasa prowadziła z Warszawy do chorwackiego Trakošćanu.
Organizatorzy przygotowali jednak coś więcej niż zwykłą jazdę testową – to był prawdziwy eksperyment porównawczy. Na tę samą trasę równocześnie ruszyły trzy różne samochody elektryczne z portfolio koncernu. Pierwszym był aerodynamiczny Volkswagen ID.7 Pro S, drugim Audi A6 Sportback e-tron, a trzecim Audi A6 Avant e-tron, którym podróżowałem. Dzięki temu mogliśmy czarno na białym porównać nie tylko czasy przejazdu, ale również realne zużycie energii, długość postojów i ostateczne koszty.
Oto jak wyglądają oficjalne, twarde dane z tego przejazdu:
Model | Zużycie energii | Czas podróży* | Czas ładowania |
Volkswagen ID.7 Pro S | 18,2 kWh/100 km | 10 h 01 min | 44 min |
Audi A6 Sportback e-tron | 18,8 kWh/100 km | 9 h 40 min | 33 min |
Audi A6 Avant e-tron | 20,4 kWh/100 km | 10 h 27 min | 34 min |
*Czas podróży uwzględnia czas ładowania oraz ok. 30-minutowy korek w Wiedniu.
Patrząc wyłącznie na liczby, najbardziej oszczędny okazał się Volkswagen ID.7 Pro S. Z kolei najlepszy czas wykręciło Audi A6 Sportback e-tron, które pokonało niemal tysiąckilometrową trasę w imponujące 9 godzin i 40 minut. Różnice w zużyciu energii między poszczególnymi modelami okazały się jednak minimalne. Warto przy tym pamiętać, że nikt tu nie uprawiał "jazdy o kropelce" – przez większość czasu poruszaliśmy się autostradami i drogami ekspresowymi z przepisowymi prędkościami od 110 do 140 km/h – podczas briefingu usłyszeliśmy, aby jechać z maksymalną dozwoloną prędkością.
Ponad 750 km zasięgu na papierze. Autostrada szybko zweryfikowała obietnice producenta
Już po pierwszych kilkudziesięciu kilometrach stało się jasne, że Audi A6 Avant e-tron zostało stworzone z myślą o połykaniu długich dystansów. Samochód oddaje do dyspozycji kierowcy 380 KM mocy oraz potężny akumulator o pojemności 100 kWh brutto (95 kWh netto). Według normy WLTP w cyklu mieszanym przekłada się to na deklarowany zasięg sięgający nawet 755 kilometrów.
Większe wrażenie robi jednak architektura 800V i możliwość ładowania z mocą do 270 kW. W teorii oznacza to odzyskanie 310 kilometrów zasięgu w zaledwie 10 minut. To imponujące parametry, ale podczas wielogodzinnej podróży znacznie ważniejsze okazują się cechy, których nie znajdziemy w tabelkach specyfikacji technicznej.
Cisza, która uzależnia. Ten jeden detal diametralnie zmienia poczucie zmęczenia
Największym zaskoczeniem okazało się wyciszenie kabiny. Po kilku godzinach jednostajnej jazdy autostradą zacząłem doceniać coś, o czym rzadko wspomina się w kontekście aut elektrycznych. Brak jakichkolwiek wibracji i monotonnego buczenia silnika spalinowego znacząco wpływa na komfort podróży. Po niemal 1000 kilometrach za kierownicą nie czułem takiego zmęczenia, jakiego spodziewałbym się po podobnej podróży samochodem spalinowym.
Sama obsługa Audi jest niezwykle intuicyjna. Cyfrowy kokpit i multimedia są logicznie rozplanowane, dzięki czemu kierowca nie musi przekopywać się przez dziesiątki podmenu w poszukiwaniu podstawowych funkcji. Mnóstwo przestrzeni, świetnie wyprofilowane fotele i cisza sprawiają, że A6 Avant e-tron to klasyczne gran turismo, tylko perfekcyjnie przystosowane do nowych czasów elektromobilności.
Tylko dwa ładowania na dystansie 960 km. Za każdym razem to samochód czekał na mnie
Przed wyjazdem, wzorem większości Polaków, obawiałem się uwiązania na stacjach ładowania. Przeciwnicy elektromobilności często malują czarne scenariusze o wielogodzinnym oczekiwaniu. Rzeczywistość zweryfikowała te fobie.
Na całej trasie z Warszawy do Chorwacji zatrzymaliśmy się tylko dwa razy. Pierwsza przerwa, po blisko 400 km jazdy już w Czechach, idealnie zgrała się z porą obiadową – zjedliśmy bardzo szybki posiłek, i rozprostowaliśmy nogi. Drugi postój był jeszcze krótszy, czasu wystarczyło na na toaletę i szybkie espresso. Łączny czas, jaki auto spędziło podłączone do ładowarek, na trasie liczącej blisko 960 km, wyniósł zaledwie 34 minuty. Ani razu nie doszło do sytuacji, w której musielibyśmy tracić czas, czekając na prąd. Za każdym razem to samochód był gotowy do drogi przed nami, o czym informował wysyłając wiadomość na smartwatcha i smartfona
Oczywiście podróż nie była idealna – na obu stacjach część ładowarek była niesprawna. Nie wywołało to jednak żadnej paniki ani kolejek, ponieważ nawigacja prowadziła nas do dużych, nowoczesnych hubów z wieloma stanowiskami. Wystarczyło przepiąć kabel do sąsiedniego złącza. Do hotelu Chorwacji dotarliśmy ze sporym zapasem energii.
Zapomnij o pięciu aplikacjach w telefonie. Fabryczny system sam podjął kluczowe decyzje
Jednym z najważniejszych systemów na pokładzie okazał się fabryczny planer podróży Audi. Dawniej kierowcy elektryków musieli żonglować kilkoma aplikacjami w smartfonie, by bezpiecznie zaplanować trasę. Tutaj wystarczyło wpisać cel w nawigacji.
System automatycznie przeanalizował całą trasę, uwzględniając aktualne natężenie ruchu, korki, topografię terenu, styl jazdy kierowcy oraz dostępność i moc ładowarek. Komputer na bieżąco przeliczał zasięg i z aptekarską dokładnością pokazywał, z jakim poziomem energii dotrzemy do kolejnego punktu. Przez całą drogę ani razu nie musieliśmy sięgać po zewnętrzne aplikacje.
Trik z abonamentem. Jak nie dać się oskubać na stacjach szybkiego ładowania za granicą
Kluczem do taniego podróżowania po Europie są karty fabryczne oferowane przez producentów. Volkswagen daje możliwość dołączenia do Volkswagen wecharge, gdzie w ramach jednej aplikacji zyskujemy dostęp do miliona punktów ładowania w Europie różnych sieci, a przy zapłacie niewielkiego miesięcznego abonamentu otrzymujemy stałą, gwarantowaną cenę za energię.
W przypadku Audi, korzystając z usługi Audi charging pro (koszt abonamentu to 74,99 zł miesięcznie), cena za ultraszybkie ładowanie prądem stałym (DC) na stacjach IONITY spada do zaledwie 1,86 zł za 1 kWh.
Strach przed rozładowaniem baterii? Prawdziwy problem leży w zupełnie innym miejscu
Przyznam szczerze, że na początku podróży z niepokojem obserwowałem wskaźnik naładowania baterii, zwłaszcza przy prędkościach rzędu 140 km/h. Chciałem na własne oczy zobaczyć, jak obciążenie wpływa na realny zasięg. Po pierwszym udanym ładowaniu strach całkowicie minął. Zrozumiałem, że auto zachowuje się przewidywalnie, a komputer nie kłamie.
Wniosek jest jeden: Słynny "range anxiety" (lęk przed zasięgiem) nadal istnieje, ale dziś nie wynika on z wad samych samochodów. Jego jedynym źródłem bywa niedojrzała infrastruktura w niektórych regionach oraz obawa, czy dana ładowarka będzie sprawna. Same auta technologicznie wykonały gigantyczny skok naprzód. On jednak też wyraźnie maleje z roku na rok, wraz z rozwojem sieci. W miejscu drugiego postoju w Austrii było blisko 50 ładowarek o mocy ponad 300 kW.
Przejechałem blisko 1000 km i zobaczyłem rachunek. Te liczby po prostu zamykają dyskusję
Najlepsze czekało na nas na mecie, gdy organizatorzy podsumowali wydatki na energię elektryczną dla każdego z trzech pojazdów. Wyniki dają do myślenia.
Koszty przejazdu na trasie Warszawa – Trakošćan (960 km):
- Volkswagen ID.7 Pro S: 305,32 zł
- Audi A6 Sportback e-tron: 315,39 zł
- Audi A6 Avant e-tron: 342,23 zł
Nawet w przypadku najdroższego w zestawieniu, dużego Audi A6 Avant e-tron, koszt pokonania niemal 1000 kilometrów okazał się śmiesznie niski. Jak wypada bezpośrednie starcie z tradycyjnym napędem?
Parametr | Tradycyjny samochód benzynowy |
Średnie spalanie | 8 l/100 km |
Dystans | 960 km |
Koszt paliwa | 593,66 zł |
Koszt pokonania 100 km | 61,83 zł |
Dla porównania, koszt przejechania 100 kilometrów elektrycznym Volkswagenem ID.7 wyniósł zaledwie 31,80 zł. Mówimy tu o niemal dwukrotnej oszczędności na jednym wakacyjnym wyjeździe. Przy regularnej eksploatacji te kwoty zaczynają tworzyć barierę ekonomiczną, którą autom spalinowym coraz trudniej przeskoczyć.
Samochody są już gotowe na Europę. To sieć ładowarek wciąż rzuca nam kłody pod nogi
Ten wyjazd bardzo dobrze pokazuje kierunek, w którym zmierza rynek. W 2025 roku w Europie zarejestrowano 2,58 miliona samochodów elektrycznych, co oznacza wzrost o niemal 30 proc. rok do roku. W samej Unii Europejskiej liczba nowych rejestracji wyniosła 1,88 miliona sztuk. Polska nadal pozostaje mniejszym rynkiem, ale tempo wzrostu jest imponujące. W 2025 roku zarejestrowano u nas 43 311 samochodów elektrycznych, co oznacza wzrost o 161 proc. rok do roku.
Wraz z autami rośnie sieć wsparcia – liczba publicznych punktów ładowania nad Wisłą przekroczyła już próg 13,4 tysiąca stanowisk. Czy to wystarczy? Moim zdaniem to wciąż za mało. To właśnie publiczna sieć szybkich ładowarek oraz wysokie ceny prądu bez abonamentów pozostają dziś największym hamulcem dla masowej elektromobilności. Same samochody są już w stu procentach gotowe na dalekie podróże.
To już pewne. Czy spalinówki mają jeszcze sens na wakacjach?
Gdyby ktoś zapytał mnie dzisiaj, czy pojechałbym do Chorwacji samochodem elektrycznym jeszcze raz, odpowiedziałbym bez najmniejszego zawahania: tak.
Nowoczesne konstrukcje bez problemu radzą sobie z międzynarodowymi trasami. Podróż na południe Europy okazała się wyjątkowo komfortowa, szybka i nieporównywalnie tańsza od jazdy autem benzynowym czy Dieslem. Dwa postoje na ładowanie idealnie pokryły się z naturalną potrzebą odpoczynku dla kierowcy i pasażerów. Jeżeli ktoś nadal uważa, że "elektryk" nie nadaje się na wakacje, powinien po prostu wsiąść za kółko i sprawdzić to sam na trasie do Chorwacji. Ja już to zrobiłem i dziś bez wahania zrobiłbym to ponownie.