System został uruchomiony w lipcu ubiegłego roku. Do tej pory za jego pomocą udało się ściągnąć 1,2 mld zł. To więcej, niż wydano na jego uruchomienie, ale nadal system poboru e-myta jest bardzo źle oceniany przez firmy transportowe. Głównie z uwagi na dużą liczbę kar, których zasadność i wysokość są kwestionowane, ale także niejasne prawo i zasady działania samego systemu informatycznego.

– To standardowa, zaplanowana wcześniej kontrola – informuje Paweł Biedziak, rzecznik prasowy NIK.

Inspektorzy mają stworzyć ocenę działań administracji publicznej związanych z wdrożeniem systemu, oceną szczelności systemu pod kątem zabezpieczenia interesów państwa oraz przygotowaniem służb do kontroli przewoźników poruszających się po drogach objętych systemem elektronicznego systemu poboru opłat.

– Przyglądamy się temu zagadnieniu kompleksowo, uwzględniając także interesy użytkowników dróg płatnych – dodaje Paweł Biedziak.

To niejedyny organ, który przygląda się funkcjonowaniu systemu poboru e-myta. Ze względu na liczne skargi od kierowców sprawę bada także rzecznik praw obywatelskich.

Obecnie trwają też rozmowy z udziałem GDDKiA, Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej oraz przewoźników na temat reformy systemu.