Samorządy mają dość kreatywnej księgowości rządu. Tym razem poszło o program tzw. schetynówek, w którym rząd dokłada gminom i powiatom do zgłaszanych przez nie projektów budowy czy remontów lokalnych dróg. W tym tygodniu przedstawią rządowi ultimatum – albo da zielone światło dla opracowanej przez nie koncepcji samorządowego funduszu drogowego, albo program schetynówek umrze – z braku chętnych.

W zeszłorocznym naborze wniosków rząd obniżył poziom dofinansowania z budżetu centralnego z 50 do 30 proc. Resztę musiały wyłożyć samorządy. I liczba złożonych wniosków spadła o 40 – 50 proc. rok do roku. W tegorocznym szału również nie było.

Na Mazowszu wnioski na projekty do zrealizowania w 2013 r. złożyło w sumie 146 powiatów i gmin – niemal tyle samo co w naborze na obecny rok, ale o 90 mniej niż w 2010 r., gdy poziom dofinansowania wynosił 50 proc. Pomorskie samorządy do 3 października złożyły 65 wniosków – o 9 więcej niż w ubiegłym roku, ale znów – o 38 mniej niż dwa lata temu. Na Podlasiu do 2 października do urzędu wojewódzkiego trafiło 87 wniosków, gdy w naborze w 2011 r. było ich 120.

Konkluzja jest jedna – mniejsze zainteresowanie programem schetynówek oznacza, jest on dla samorządów za drogi. Niedawno minister administracji i cyfryzacji Michał Boni zapowiedział, że zwiększy poziom rządowej dotacji z powrotem do 50 proc. Miał być też możliwy nabór uzupełniający i możliwość poprawy złożonych już wniosków. Radość nie trwała jednak długo – okazało się, że zamiast wcześniej zakładanego miliarda złotych w puli będzie dostępna zaledwie połowa tej kwoty.

– Niby darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, ale jesteśmy rozgoryczeni. Przygotowanie projektu i całej dokumentacji też kosztuje, a im mniejsza pula do rozdysponowania, tym mniejsza szansa, że projekt w ogóle załapie się do dofinansowania – mówi Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich.

Dlatego 19 października na posiedzeniu zespołu ds. infrastruktury samorządowcy postawią rządowi ultimatum. – Zgodzimy się na pół miliarda złotych, pod warunkiem że rząd zaakceptuje uruchomienie samorządowego funduszu drogowego, który będzie uzupełniał program schetynówek – zapowiada Marek Wójcik. W innym wypadku projekt Boniego spotka się z negatywną opinią strony samorządowej, a chętnych na rządowe będzie z każdym rokiem mniej.

Gminy i powiaty chcą stworzyć odrębny fundusz, który byłby zasilany wpływami z podatku od towarów i usług, jaki samorządy odprowadzają przy realizacji inwestycji drogowych. Dzięki temu jego budżet mógłby wynieść nawet 1,5 – 2 mld zł rocznie. Pieniądze mogłyby być wydawane wyłącznie na kolejne przedsięwzięcia drogowe.

– Chcemy, by projekt był już wkrótce gotowy, by w 2013 r. został ogłoszony i żeby zaczął działać w 2014 r. – mówi Marek Wójcik. Eksperci źle wróżą inicjatywie samorządowców. – Ten rząd nie odważy się na wdrożenie tak śmiałego projektu – uważa Eryk Kłossowski z Instytutu Jagiellońskiego. Przyznaje też, że program schetynówek długo już nie pociągnie, jeśli zainteresowanie nim ze strony gmin i powiatów będzie maleć. A jeśli umrą schetynówki, ucichnie ruch budowlany na lokalnych drogach, branża budowlana może już nie wyjść z zapaści.