Na krajowej "szóstce" koło wsi Ramlewo zderzyły się opel, peugeot i bus, którym podróżowała młodzież na zawody sportowe do Gdańska.

Wypadek rozegrał się niemal na oczach ministra Bartosza Arłukowicza, który wracał do domu w Szczecinie z pogrzebu Andrzeja Leppera w Krupach, gdzie reprezentował premiera Tuska - informuje na swojej stronie internetowej Głos Koszaliński. 

"Było mokro i ślisko, to bardzo poważny wypadek, droga na kilka godzin była całkowicie nieprzejezdna" - miał powiedzieć serwisowi gk24.pl Arłukowicz. 

Jak czytamy w dzienniku "nie wahając się ani chwili pospieszył ratować poszkodowanych w wypadku. Jego pomoc okazała się nieoceniona, bo z zawodu jest lekarzem, a zanim na miejsce dotarły karetki pogotowia upływały cenne minuty. Najciężej poszkodowanych były trzy osoby z aut osobowych."

"Dwie odniosły poważne obrażenia głowy, jedna klatki piersiowej, po przyjeździe pogotowia zostały zabrane do szpitali w Kołobrzegu i Koszalinie. Lżej poturbowanych swoimi samochodami odwieźliśmy do hotelu w Kołobrzegu." - relacjonował Arłukowicz.