Nijaka evanda nie powalała osiągami i wyglądem, a nurkowanie przy hamowaniu przypominało… poloneza. Chevrolet epica, czyli następca evandy, pod każdym względem ją przerasta - jest szybszy, wygodniejszy, porządnie poskładany i w końcu dobrze hamuje.

Całość prezentuje się okazale, zwłaszcza w ciemnym kolorze, obowiązkowo na 17-calowych alufelgach. Klasyczny sedan z przodu i z boku przypomina bmw serii 5. Kawał samochodu, który wypełnia miejsce parkingowe po brzegi.

W kabinie dużo miejsca, ale nie znajdziemy tam fajerwerków w stylu multimedialnego i-Drive, czy też nawigacji z ekranem dotykowym. Epica jest limuzyną dla ludu, który nie może zabłądzić do pracy, dlatego wyposażono ją w… kompas.

Skórzanej tapicerce daleko do luksusowej, ale dają ją w cenie auta, więc nie należy się czepiać. Zwłaszcza, że dzięki temu fotele łatwiej utrzymać w czystości.

Fanatyków amerykańskiej marki, dla których ikoną jest corvette i bulgotanie ośmiu cylindrów, czeka szok po wciśnięciu gazu. Silnik nie nastraja do szukania ekstremalnych osiągów. Dwulitrowemu motorowi brakuje tchu na początku obrotomierza.

Jednak już od ciut poniżej 4000 obr./min słychać przyjemny pomruk i samochód wyraźnie nabiera życia. Spalanie? Przy takiej pojemności i mocy 8,5-9 litrów benzyny na sto kilometrów jest do zniesienia.

Ciekawostką jest to, że podobno pierwsze epiki w fazie testów przejechały razem ponad 6 milionów kilometrów w różnych strefach klimatycznych oraz po wszystkich rodzajach dróg, jednak… w Polsce ich nie testowano.