Redakcja poleciła: spróbuj kupić jak najtaniej czterodrzwiowy samochód z pełnym wyposażeniem, czyli klimatyzacją, elektrycznie opuszczanymi szybami, radiem z CD i systemem nagłaśniającym. Ważne, by miał pełny pakiet bezpieczeństwa z poduszkami powietrznymi i systemami ABS, EBD (elektronicznym rozdziale sił hamowania) włącznie. Im mocniejszy silnik, tym lepiej. A wszystko w cenie do 40 tys. zł.

W środę ruszyłem na łowy. Szybko okazało się, że prawie każdy dealer pod koniec roku ma w ofercie samochody taniej od 2 do 6 tys. zł w przedziale cenowym, który nas interesował. Jedynie Opel nie potrafił zaproponować auta z klimatyzacją poniżej 40 tys. zł. Koncern wprowadził na rynek nową corsę, więc na razie nie chce zbyt ochoczo spuszczać z ceny.

Postanowiłem jednak być twardy. Szybko okazało się, że wystarczy powybrzydzać, by wywalczyć co nieco. Jak nie znaczącą obniżkę ceny, to chociaż komplet opon zimowych gratis. Uśmiechy sprzedawców stawały się szersze, gdy mówiłem, że płacę gotówką. Sypały się dodatkowe propozycje, np. metalizowany lakier czy roczny pakiet ubezpieczenia gratis.

Zasada jest jedna. Grymasić jak najbardziej i nie poprzestawać na ofercie jednego salonu. Negocjując cenę renault clio, zupełnie przypadkiem dowiedziałem się o programie lojalnościowym. Sprzedawca nie poinformował mnie, że mając już jeden samochód tej marki, mogę liczyć na dodatkową zniżkę. W Będzinie zaproponowano mi tysiąc złotych ekstraupustu, a w Dąbrowie Górniczej już dwa razy więcej.

Mój krótki eksperyment dowiódł jeszcze jednego - wyjątkowo elastyczni są sprzedawcy Fiata. Nie dość, że o kilka tysięcy obniżyli ceną grande punto, to jeszcze dorzucili opony zimowe i dobre radio z głośnikami. Najgorzej mi poszło z pracownikami salonu volkswagena. Początkowo nie chcieli nawet rozmawiać o dodatkowych oponach. W końcu jednak i oni spuścili z tonu. Gdybym zechciał kupić u dealera w Poznaniu nowe polo, dostałbym do auta gratis zimówki.

Przy kupnie samochodu - to kolejny wniosek z udawanych zakupów, na które wysłała mnie redakcja - bardzo duże znaczenie ma lokalizacja salonu: inaczej rozmawia się z dealerem w dużym mieście, gdzie roi się od innych salonów, a inaczej z monopolistą na lokalnym rynku. Groźba, że pójdziemy do konkurencji, potrafi czynić cuda.

W każdym wypadku także sposób negocjacji i wiedza o modelu, który zamierzałem kupić, wpływały na jego ostateczną cenę. Udając blondynkę, w tym samym salonie przepłaciłbym za renault aż 2 tys. zł. Tak więc i w tym wypadku brak wiedzy może być wyjątkowo kosztowny.