Zdaniem "GW" spóźnienie mogło być celowe, a ze słów anonimowego informatora z Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) wynika, że od początku było wiadomo, że Autosan nie będzie w stanie zrealizować zamówienia MON.

- Autosan produkuje autobusy miejskie, a nie wysokopodłogowe, a takich wymagał MON, bo chodziło o pojazdy, które mogą jeździć także po gorszych, terenowych drogach - wyjaśnia przedstawiciel PGZ.

Zdradza też, że wiceminister Bartosz Kownacki jesienią 2016 miał dzwonić z awanturą do przedstawicieli zarządu PGZ i gromić ich za brak oferty przetargowej na autobusy dla MON.

- Firma wykonała typową ściemę, by spełnić żądania ministra. (…) Zarząd bał się, że politycy znów się wściekną. (…) To nie jest jedyny taki przypadek. Podobnie wygląda sprawa z dronami. (…) Problem z Autosanem polega na tym, że po raz pierwszy ściema tak łatwo przedostaną się do opinii publicznej - wyjaśnia GW człowiek z PGZ.

Gazeta twierdzi, że Autosan stoi kiepsko pod względem finansów i gdyby wygrał kontrakt dla resortu kierowanego przez Antoniego Macierewicza i nie dał rady go zrealizować, to najpewniej by zbankrutował.

Zaś dyrektor odpowiedzialny za poślizg z ofertą, który zdaniem MON był "przedstawicielem starej ekipy", w Autosanie znalazł zatrudnienie dopiero jesienią 2016 roku.

Zdaniem GW w efekcie tej afery autobusowej prawdopodobna jest dymisja prezesa Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Na zarzuty "Gazety Wyborczej" odpowiedział na Twitterze wiceszef MON Bartosz Kownacki.