To już ostatni tydzień na zakupy samochodów osobowych z homologacją N1, uprawniających do pełnego odpisu VAT. Jak wynika z naszej sondy przeprowadzonej u dilerów, auta jeszcze są. To ważna informacja dla przedsiębiorców chcących zaoszczędzić na podatku, bo prawo do pełnego odliczenia przysługuje wtedy, gdy pojazd zostanie odebrany i zarejestrowany, a nie tylko zamówiony. Jest i druga strona medalu. Trzeba liczyć się z tym, że w wielu salonach auta są, ale w bogatych wersjach wyposażenia, a zatem ich cena znacząco odbiega od tej, którą można znaleźć w cennikach.

– Mamy jeszcze na placach samochody i można kupować praktycznie wszystkie modele. Na zamówienia do produkcji oczywiście już nie ma szans – mówi Stanisław Dojs z Volvo Auto Polska. Podobnie jest u innych. – Generalnie jest tak, że auta z homologacją N1 zostały już wyprodukowane i stoją na placu u nas bądź u dilera, ale nie mogę podać konkretnej liczby, ile egzemplarzy i w jakiej specyfikacji posiadamy – twierdzi kierownik ds. public relations w dziale marketingu Skody w Volkswagen Group Polska.

A większość importerów już w styczniu martwiła się, czy będą w stanie obsłużyć rosnący popyt. I w lutym wystąpili o dodatkowe przydziały do producentów. Wszystkim udało się je uzyskać. Deklaracje o samochodach czekających na klientów słychać bowiem także w Toyocie i Oplu. Wojciech Osoś, dyrektor public relations w GM Poland, sugeruje prostszy sposób sprawdzenia oferty koncernu niż wydzwanianie po dilerach. Na stronie internetowej koncernu w specjalnej zakładce wystarczy wpisać specyfikację samochodu, a po sprawdzeniu dostępności to sprzedawca skontaktuje się z potencjalnym kupcem.

Pełne place pojazdów ma też najbardziej popularny wśród kupujących auta z kratką koncern, czyli Volkswagen. – Na naszej stronie jest wyszukiwarka, dzięki której klienci mogą szybko zlokalizować interesujący ich model u dilerów w okolicy – zapewnia Tomasz Tonder z Volkswagen Group Polska.

Ta dbałość o klientów nie dziwi: to samochody z kratką w dużej mierze zadecydują o tegorocznych rezultatach sprzedażowych.

Stanisław Dojs nie kryje: szwedzka marka dzięki kratce sprzeda w ciągu kwartału niewiele mniej aut niż w jednym półroczu 2013 r. W bardziej niszowych markach jest jeszcze lepiej. Importer Infiniti przez trzy miesiące sprzedał tyle aut ile w całym 2013 r.

Mówi się, że dzięki kratce nasz rynek motoryzacyjny jest w centrum zainteresowania europejskich central. – Wyczyściliśmy place w innych krajach UE – ocenia Adam Pietkiewicz, prezes Holding 1, do którego należy Polska Grupa Dealerów, największy sprzedawca w naszym kraju i wyłączny importer Infiniti.

Eksperci nie chcą spekulować na temat wielkości sprzedaży w I kw. 2014 r. Jednego są pewni: marzec będzie rewelacyjny. – Kratka pobudziła sprzedaż samochodów, które cieszyły się trochę mniejszym zainteresowaniem w ostatnim czasie. W lutym, zwłaszcza w drugiej połowie, było widać, że auta z kratką zaczęły być rejestrowane. W marcu, nie tylko w naszych salonach, lecz także w pozostałych, będą finalizowane transakcje zawarte wcześniej – tłumaczy Stanisław Dojs.

A to znacząco zwiększy liczbę marcowych rejestracji nowych aut. Instytut Samar, który monitoruje krajowy rynek, podaje, że w lutym firmy zarejestrowały 9015 samochodów osobowych z homologacją ciężarową – o 346,95 proc. więcej niż w styczniu. W ciągu pierwszych dwóch miesięcy roku w urzędach zgłoszono w sumie 11 032 aut z kratką – o 4781,42 proc. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Samochody z kratką stanowiły ponad jedną czwartą rynku.

– Poziom rejestracji tych samochodów można porównać z obserwowanym w październiku 2010 r., kiedy rozpoczął się wyścig przed zmianą przepisów pozwalających na odliczanie 100 proc. VAT przy zakupie samochodów z tzw. kratką do działalności z końcem 2010 r. – ocenia Jakub Faryś, szef Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Przypomina, że grudzień 2010 r. przyniósł ponad 20 tys. nowych rejestracji takich samochodów. – Historia może się powtórzyć i tym razem – uważa Faryś.

Część sprzedawców już myśli o kolejnych miesiącach po zmianie przepisów. Adam Pietkiewicz jest dobrej myśli. Twierdzi, że zainteresowanie samochodami bez kratki także jest wysokie, bo nowe przepisy, które wejdą w życie od kwietnia, wciąż są atrakcyjniejsze od obowiązujących do grudnia zeszłego roku.