Fotoradarów przy drogach przybywa jak grzybów po deszczu, ale robią one kierowcom coraz mniej zdjęć - donosi "Metro".

Nasze prognozy tegorocznych wpływów z fotoradarów okazały się mocno przeszacowane - mówi w rozmowie z gazetą Wiesława Dróżdż, rzeczniczka Ministerstwa Finansów. 

Okazuje się, że kwotę zaplanowanych 1,5 mld zł zastąpiła nowa suma - ciut ponad 80 mln zł, czyli 17 razy mniej.

Jak czytamy w "Metro" ministerstwo kierowane przez Jacka Rostowskiego winą za błędne wyliczenia obarcza resort transportu. Ministerstwo Nowaka odsyła z kolei do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, którego urzędnicy wyliczali prognozy na podstawie rosnącej liczby fotoradarów.

Od 2011 roku bazowaliśmy jedynie na 75 urządzeniach przejętych od policji, które wykorzystywaliśmy w kilkuset fotoradarowych puszkach. Ale od sierpnia 2012 roku zaczęliśmy dodatkowo instalować kolejne 300 stacjonarnych fotoradarów. Ostatnie z nich zostały zainstalowane pod koniec września tego roku - tłumaczy Alvin Gajadhur, rzecznik GITD.

Najwidoczniej ministerstwo finansów bazując na podstawie danych GITD mocno przeszarżowało z założeniami do budżetu. To drugi rok z rzędu, kiedy resortowi nie udaje się uzyskać zaplanowanych wpływów z fotoradarów. W ubiegłym roku zakładane przychody miały wynieść 1,2 mld zł. W rzeczywistości udało się uzyskać nieco ponad 32 mln zł.

Gazeta podkreśla, że choć urządzeń jest więcej, to tęgo spadła liczba robionych przez nie zdjęć. Jeszcze rok, półtora roku temu średnio jeden fotoradar wykonywał ich ponad 60 na dobę, a dziś około 20. Ewidentnie kierowcy częściej zdejmują nogę z gazu - mówi Gajadhur.