Wszystko wydarzyło się niedaleko miejsca, gdzie w listopadzie minionego roku ten sam ksiądz spowodował wypadek - donosi "Głos Koszaliński". Wtedy, na trasie Osieki-Kleszcze, zginęło dwóch ministrantów.

Teraz po kraksie w Osiekach proboszcza udało się zatrzymać dzięki świadkom. Jeden z mężczyzn wezwał na miejsce policjantów z Sianowa. Jednak zanim patrol dojechał na miejsce, ksiądz zdołał wrócić na plebanię. Stamtąd trafił policyjnej izby zatrzymań, gdzie trzeźwiał. W organizmie miał 1,5 promila alkoholu.

Duchowny usłyszał zarzut prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości. Jak donosi "Głos Koszaliński" ksiądz przyznał się do prowadzenia samochodu pod wpływem.

Prokurator zadecydował o zastosowaniu poręczenia majątkowego w wysokości 5 tys. złotych, dozoru policyjnego i zatrzymaniu prawa jazdy (wcześniej, po tragicznym wypadku, księdzu nie zatrzymano prawa jazdy; był wówczas trzeźwy). 

Prokurator zdecydował się połączyć obie sprawy w jedno postępowanie. Kwestia wypadku z listopada 2012 roku nie została jeszcze zamknięta. W wyniku wypadku 16- i 23-letni ministranci ponieśli śmierć

Edward Dajczak, biskup diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, w trybie natychmiastowym odwołał księdza z funkcji proboszcza.