Wczoraj Sąd Rejonowy w Warszawie uznał Macieja Zientarskiego, dziennikarza motoryzacyjnego, winnym nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Dziennikarz został skazany na 3 lata więzienia i 8 lat zakazu prowadzania pojazdów. Wyrok nie jest prawomocny. 

Do zdarzenia, w którym zginął dziennikarz "Super Expressu" Jarosław Zabiega, doszło w lutym 2008 roku. Ferrari z Maciejem Zientarskim i Zabiegą rozbiło się w Warszawie na ulicy Puławskiej.

Dzień po ogłoszeniu skazującego wyroku Maciej Zientarski pojawił się w TVP2 w programie "Pytanie na śniadanie" - rozmowę z dziennikarzem motoryzacyjnym prowadziła Hanna Lis.

Po cichu bardzo często sobie myślę, że Jarek ma już lepiej. Bo nie ma nad sobą tego całego odium dramatu, tego wszystkiego, co się stało - wyznał Hannie Lis Zientarski w wywiadzie dla TVP2.

Niedawno w tamto miejsce zostałem zawieziony, stanąłem pod tym filarem. Poczułem przerażenie i smutek. To było miejsce, które zmieniło moje życie, a Jarka zakończyło. Jest mi smutno, że nie było całkiem odwrotnie. Chciałbym w tamtym miejscu zostać na zawsze, ale nie chciałbym Jarkowi życzyć tych wszystkich dramatów, które mam ja - mówił Zientarski.

Przyznał, że ma w telefonie zdjęcie grobu Zabiegi. Na mojej ścianie wisi taki kolaż. Zdjęcia auta przed wypadkiem, wypadku, auta po i zdjęcie grobu Jarka - dodał dziennikarz.

Zientarski zapytany ponownie, czy wolałby być na miejscu Zabiegi, odparł - Pytanie po pierwsze, kto był kierowcą, a kto pasażerem. To pierwsza rzecz. Nikt tego samochodu nie rozpędził na siłę. Niezależnie od tego, kto prowadził - robił to świadomie i na własne życzenie.

Zientarski po chwili dodał - Bliskim Jarka chciałbym powiedzieć przepraszam za siebie i za to, że wtedy przyjechałem do Jarka tym autem. (…) Przepraszam za swoją pasję i za wszystko, co doprowadziło do tragedii.

Maciej Zientarski wielokrotnie podkreślał, że samego wypadku z 2008 roku nie pamięta. - Jest mi z tego powodu bardzo przykro i bardzo źle. Ale tego w ogóle nie mam tego w mojej pamięci. Nie ma wypadku, jakiegoś czasu przed nim i jakiegoś czasu po.

Mówił także, że ma problemy z pamięcią tymczasową. Pomaga sobie zapisując spotkania w kalendarzu w telefonie.

Co czuje, gdy czyta internetowe komentarze, w których nazywany jest mordercą?

- Smutek i przerażenie. Przerażenie to bardzo dobre słowo. Tyle, że morderca to dla mnie ktoś, kto robi coś świadomie. Chce pozbawić kogoś życia - odpowiadał.

W studiu telewizyjnej "Dwójki" wyznał też, że jest świadomy tego, iż mógł przeżyć wypadek "jak jakieś warzywo". Przyznał, że boi się dalszego biegu sprawy, dalszych sądowych batalii. Jego marzeniem jest normalność.