Bronisław Komorowski na antenie Radia Zet skomentował kolejną kolizję kolumny rządowej z udziałem Beaty Szydło.

– Ja wiem, że czasami wypadki się po prostu zdarzają, ale jeżeli zdarzają się drugi albo i podobno trzeci raz, to powiedziałbym, że coś jest dziwnego. No bo to jest nie tylko seria wypadków kolumn rządowych, ale również seria wypadków pani premier. To jest najdroższa pani premier, bo jednak koszty tych kolizji są jednak poważne – stwierdził.

Według Komorowskiego ten wypadek jest ilustracją ogólnej sytuacji w państwie. – To znaczy, że tak powiem, uczy gamoń gamonia. Bo mamy ewidentnie do czynienia ze skutkami złego przygotowywania ludzi do pełnionych funkcji, zaczynając od kierowców aż po właśnie kierownictwo państwa – wyjaśnił.

Zdaniem Komorowskiego obecnie mamy do czynienia z "jakimś nadmiernym przywiązaniem do wagi własnej osoby."

– Wcześniej żadni wicepremierzy kolumną samochodową nie jeździli, jeździli jednym samochodem, a nie dwoma, jeszcze drugim ochronnym. No tu jakiś kompletny brak profesjonalności połączył się z jakimś nadmiernym prestiżowym myśleniem o samym sobie. Bo w czasie rządów PiS-u, z tego, co wiem, z ochrony dawnego BOR-u korzystają nawet wiceministrowie, wicepremierzy. Gdzieś została zatracona miara – stwierdził.

– Kiedyś trzema samochodami jeździli prezydent i premier, a pozostałe towarzystwo jeździło, jeśli była potrzeba, jednym samochodem. A tu teraz się mnożą sytuacje, bo słyszę, że to wjechał w samochód pani premier samochód chroniący ją – mówił Komorowski.

Pytany o kolizje za czasów jego kadencji powiedział: Samochód, który miał mnie chronić, nigdy we mnie nie wjechał, naprawdę. (…) Raz się zdarzyło, że – że tak powiem – cywil wjechał w bardzo wąskim ruchu ulicznym w korku. Zderzyła się pani z limuzyną prezydenta, zresztą sąd potwierdził jej winę – to się zdarza. Ale tu się zdarza za często.