Dwa samochody BOR odebrały Donalda Tuska z lotniska na Okęciu. Policja wstrzymała ruch, aby kolumna wyjechała na główną arterię i auta ruszyły w kierunku centrum - relacjonuje "Fakt", który opublikował zdjęcia z przejazdu rządowej kolumny przez Warszawę.

W opinii bulwarówki pojazdy mknęły między innymi samochodami z zawrotną prędkością, a na każdej prostej kierowcy wciskali gaz do dechy. Kiedy zrobiło się nieco luźniej, kolumna premiera rozpędziła się do ponad 120 km/h! Oba samochody z rządowej kolumny nie używały sygnałów dźwiękowych ani świetlnych. 

Oznacza to, że premier i jego ochrona w świetle prawa byli zwykłymi uczestnikami ruchu drogowego - zauważa tabloid i podkreśla, że rządowa kolumna jechała dwoma pasami a przyboczni premiera używali policyjnego "lizaka" do spychania innych kierowców. W ten właśnie sposób premier przemknął przez miasto do swej rezydencji przy ul. Parkowej.

Przy okazji Fakt przypomina słowa premiera dotyczące bezpieczeństwa na drogach i polityków łamiących przepisy. - Zgadzam się z tymi wszystkimi, którzy uważają, że politycy, którzy nakładają ograniczenia, a sami ich nie stosują, są hipokrytami - powiedział Donald Tusk.