Czy wniosek PiS sprawi, że spadnie głowa szefa GITD? Czy generał Tomasz Połeć ma się czego obawiać? Oto jak żądania partii Kaczyńskiego uzasadnia we wniosku do premiera Donalda Tuska przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak…

PiS wylicza premierowi grzechy szefa służby odpowiedzialnej za fotoradaryzację Polski. Zdaniem polityków Prawa i Sprawiedliwości to co dzieje się na drogach można określić trzema słowami "improwizacja, degrengolada i nieudacznictwo".

"Symbolem prób nakładania mandatów na niewinnych ludzi, którzy od lat nie siadają za kierownicą (…) jest przykład 86-letniego sparaliżowanego emeryta, który rzekomo poruszał się samochodem marki syrena z prędkością 105 km/h w terenie zabudowanym. System informatyczny GITD, który tak naprawdę do dzisiaj nie działa, pomylił numery rejestracyjne samochodu" - czytamy we wniosku PiS do premiera Tuska. 

W opinii parlamentarzystów PiS generał Tomasz Połeć zorganizował fotoradarową nagonkę na Polaków. Uważają za bezprawne domaganie się od właścicieli pojazdów, by ujawniali, kto prowadził samochód w chwili przekroczenia prędkości. 

Politycy opozycji obliczyli także budżet Głównej Inspekcji Transportu Drogowego - z kalkulacji partii Jarosława Kaczyńskiego wynika, że wzrósł on 20 mln zł w 2011r. do niemal 150 mln zł! Zarzucają też dziesięciokrotny wzrost urzędników GITD - liczba zatrudnionych w Inspekcji wzrosła z 70 osób w 2007 roku do 700. 

Parlamentarzystom Prawa i Sprawiedliwości nie podoba się też to, że inspektorzy GITD przekształcili się ze służby dbającej o bezpieczeństwo na drogach w służbę, której zadaniem jest wyrobienie limitu mandatów zapisanych przez ministra Rostowskiego w budżecie.